26.01.2014 Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa

Polski rock na Pogórzu, albo sorry taki mamy klimat...

W starych dobrych dla polskiego rocka czasach, grupa Lady Pank śpiewała piosenkę "Minus 10 w Rio, dżuma w Santa Fe". Obserwując termometr w styczniu tego roku wielokrotnie przypominaliśmy sobie ten evergreen. I nie chodzi oczywiście o ewentualne zagrożenie epidemiologiczne w stanie Nowy Meksyk, tylko o temperaturę, umownie zwaną "zimową". Ta bowiem wcale zimową być nie chciała, a zamiast minus 10 stopni nie tylko w Rio mieliśmy temperatury, przy których zaczynały kwitnąć bazie. Istniało też niebezpieczeństwo, że zdezorientowane niedźwiedzie zaczną porzucać gawry i rozpoczną polowanie na ubranych w czerwone polary przedstawicieli gatunku homo sapiens, przemierzających leśne ostępy. Na szczęście wieszczona przez pogodynki płci obojga tzw. włoska zima na stałe u nas nie zagościła i w końcu przyszło długo wyczekiwane "mniej niż zero" (to Lady Pank po raz drugi) na termometrze.
A skoro jest zima to jak wiadomo musi być... wycieczka po Pogórzu. Członkowie naszego Oddziału nie należą bowiem do tych, którzy w niedzielny poranek zajmują się kontemplowaniem świata z wysokości kanapy i zapewnili frekwencję, którą gdzie indziej można by obdzielić nawet trzy wyjazdy. Zrazu planowana wycieczka z Falkowej do Tabaszowej została przełożona, a zamiast niej wybieramy wariant marszu z Gromnika na Wał i Słoną Górę.


26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Wysiadając z pociągu na stacji w Gromniku oglądamy ośnieżone wzniesienia Pogórzy: Ciężkowickiego i Rożnowskiego. "Za progiem mój normalny świat", nucę sobie kolejny kawałek Lady Pank, patrząc na to z czym za chwilę przyjdzie nam się zmierzyć.
Opodal Kościoła św. Marcina Biskupa w Gromniku po raz pierwszy uruchamiamy aparaty fotograficzne. Nasza grupa wzbudza ciekawość osób spieszących na poranną mszę.
Rozgrzewamy mięśnie na pierwszym podejściu. Wzniesienie nad Gromnikiem nosi znajomo brzmiącą nazwę. To... Babia Góra. Oczywiście nie jest to Królowa Beskidów, tylko jej mniejsza siostra, a raczej siostrzyczka. W nieco lepszych warunkach pogodowych moglibyśmy stąd podziwiać dolinę Białej, lecz dziś widoczność ogranicza nam padający śnieg i mgła. Żal widoków, no ale "sorry, taki mamy klimat", by zacytować klasyczny już bon-mot.
Po raz pierwszy zatrzymujemy się przy cmentarzu nr 149 projektu Heinricha Scholza. Wędrując przez Pogórza co raz spotykamy nekropolie z I wojny światowej, pamiątki z czasów gdy poległych w walce towarzyszy i przeciwników traktowano jeszcze z szacunkiem.
La belle epoque, odeszła do przeszłości rozstrzelana na polach bitew wielkiej wojny...


26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa - (fot. Artur Marć)

Wprowadzamy do układu pokarmowego płyny rozgrzewające i ruszamy w stronę Wału.
Maszerujemy dalej, by wkrótce opuścić przysiółki Gromnika i zagłębić się w las. Po raz pierwszy musimy torować sobie drogę w śniegu, dotychczas wędrówkę ułatwiały nam pługi śnieżne, sprawnie radzące sobie z białym puchem. Dla nas to żaden problem, teraz dopiero zaczyna się prawdziwa wędrówka. Do tego na niebie pojawia się błękit. A na twarzach pojawia się radość, oczywiście po raz kolejny dzisiejszego dnia. Skrzący się śnieg osadza się na naszych włosach, przynajmniej u tych którzy owłosienie jeszcze posiadają.
Następna przerwa na Wale. Łyk herbaty z termosu, kanapka i zmieniamy kolor szlaku na żółty. Przed nami Rychwałd i Pleśna.
W Rychwałdzie mijamy kolejną nekropolię z czasów I wojny. To cmentarz nr 188, projektowany również przez Heinricha Scholza. W pogórzańskim krajobrazie wyróżnia go kilka rosnących na nim lip. Założenia cmentarne projektowanych blisko sto lat temu nekropolii są starannie przemyślane, stąd też i te drzewa nie znalazły się tu przypadkowo. Lipa bowiem w tradycji słowiańskiej i germańskiej jest uważana za drzewo święte. Dodatkowo kilka wysokich drzew pełni tu rolę swego rodzaju żywych gontyn, tak dobrze znanych z cmentarzy na Rotundzie lub w Grabiu, wskazujących z daleka miejsce pochówku.


26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa - (fot. Artur Marć)

Pogoda zaczyna nas rozpieszczać. Coraz więcej błękitu na niebie i coraz więcej radości.
Nad Pleśną widoki są już bardziej niż przyzwoite. Pasmo Wału i Słona Góra prezentują się w całej krasie. Zbiegamy do wsi, by po chwili po raz drugi dzisiaj przekroczyć Białą. Skuta lodem rzeka przypomina, że prawdziwa zima w końcu nadeszła.
Zasypanymi śniegiem serpentynami zmierzamy w stronę wierzchołka Słonej Góry. Mijają nas terenowe samochody. Najwyraźniej nie wszyscy uważają, że niedzielny spacer po Pogórzu to dobry pomysł. Nasza grupa rozciąga się na podejściu, kilkugodzinny wysiłek daje już znać o sobie. Wypłaszczenie pod Słoną Górą to dobre miejsce na wyrównanie oddechu i zwarcie szeregów.
A skoro jesteśmy na Słonej Górze to także "czas na mały blues". Pobliska Oberża pod Grzybem kusi przytulnym wnętrzem, bo przecież "ma się ochotę na jednego" (Lady Pank po raz kolejny). Perspektywa odpoczynku i czegoś do odpoczynku powoduje, że niektórym zdumiewająco szybko wraca energia zostawiona w śniegu na podejściu na Słoną Górę.


26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Zasiadamy, zamawiamy, jemy i pijemy. Pod Grzybem oprócz nas jest tylko jedna rodzina na niedzielnym obiedzie. Na stoły wjeżdżają flaczki, żurki, frytki i zupki. Te chmielowe oczywiście. Barmanka dowiedziawszy się skąd i dokąd zmierzamy oferuje nam podwiezienie do Tarnowa. Tyle tylko, że musielibyśmy poczekać, aż skończy pracę, czyli do dwudziestej. Dziękujemy za dobre chęci. Jest niedziela, więc niektórzy z nas zamierzają jeszcze oddać dziś Bogu co boskie i chcą zdążyć na popołudniową mszę u Filipinów. Na twarzy barmanki niedowierzanie miesza się z podziwem, a my przystępujemy do realizacji ostatniego dzisiejszego odcinka.
Obieramy kurs na Łękawkę i Zawadę. Wędrujemy przez zaśnieżone pola. Z daleka nasza grupa prezentuje się niczym "Myśliwi na śniegu" z obrazu Pietera Bruegela. Przemierzamy jeszcze żółtym szlakiem, by przed Zawadą wejść na niebiesko znakowaną ścieżkę. Jesteśmy znów na szlaku wiodącym z Tarnowa na Wielki Rogacz. Dwa tygodnie temu w zupełnie innych warunkach pogodowych szliśmy nim w stronę Tuchowa.
Przy Kościele w Zawadzie robimy ostatnią wspólną fotkę i... po raz pierwszy wyciągamy z plecaka naszą flagę oddziałową. Co to bowiem za wycieczka bez flażki. Takie naruszenie tradycji (nowej, świeckiej) byłoby niedopuszczalne. Z Marcinki zbiegamy do Tarnowa. Mimo trzydziestu kilometrów w nogach utrzymujemy przyzwoite tempo. Punktualnie o 15.30 meldujemy się u Filipinów. A tutaj wysłuchujemy kazania "z różnych ambon i z różnych stron". I to już by było na tyle rocka na Pogórzach.

Artur Marć


26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa - (fot. Przemysław Klesiewicz)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider