Regulamin Odznaki PTT „Szlak Tarnów – Wielki Rogacz”

Filtr
  • Basia Michalik nominowana do tytułu „Sądeczanin Roku 2016”

     Basia Michalik – szefowa Klubu „Szalonych Emerytów” działającego przy Oddziale „Beskid” PTT znalazła się wśród trzynastu kandydatów nominowanych do zaszczytnego tytułu „Sądeczanin Roku 2016”. Jest to efekt wieloletniej społecznej działalności w turystyce i  wolontariacie docenionej przez Kapitułę konkursu. Głosowanie trwa do 24 lutego. Można głosować przez internet. Kliknij aby oddać głos

  • Styczniowy numer "Co słychać?"

    Styczniowy numer "Co słychać?" o objętości 12 stron przynosi kolejne artykuły związane z obchodzonym w 2015 r. przez nasze Towarzystwo "Rokiem Kazimierza Przerwy-Tetmajera". Już na pierwszej stronie znajdziemy relację Józefa Haducha z wystawy poświęconej temu poecie, która odbyła się w Podkowie Leśnej, natomiast na ostatniej - zaproszenie na okolicznościową wystawę, która odbędzie się w Trzebini.
    Wśród wieści z życia ZG PTT możemy przeczytać o VIII posiedzeniu Zarządu Głównego IX kadencji (J.Haduch) oraz o zwycięstwie na szczycie klimatycznym (J.Mikołajczyk). Z tej części dowiemy się również o odznaczeniach w dziedzinie kultury dla wieloletnich członków PTT: Barbary Morawskiej-Nowak, którą uhonorowano Brązowym Medalem "Zasłużony dla Kultury Polski - Gloria Artis" oraz Tadeusza Kiełbasińskiego, którego odznaczono Srebrną Odznaką "Za Opiekę nad Zabytkami" (oba teksty: J.Haduch).

  • Sprawozdanie z działalności w 2015 roku

    Oddziału PTT w Tarnowie 

    im. ks. Bogusława Królikowskiego COr

     

    Rok 2015 był ósmym rokiem działalności po reaktywacji Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie (siódmym w charakterze samodzielnego Oddziału).

    Najważniejszym wydarzeniem dla Oddziału było Walne Zgromadzenie w dniu 04.03.2015r. połączone z wyborem Zarządu na nową kadencję.

    Jedynym kandydatem na stanowisko Prezesa Zarządu była Kinga Buras, która została wybrana jednogłośnie. W składzie Zarządu Oddziału znaleźli się także Janusz Foszcz i Jerzy Zieliński jako wiceprezesi, Wiesław Izworski jako sekretarz i Artur Marć jako skarbnik. Funkcje członków Zarządu powierzono Piotrowi Bisiowi, Przemysławowi Klesiewiczowi, x. Robertowi Piechnikowi oraz Karolinie Widlak.

    Zgromadzenie wybrało również nową Komisję Rewizyjną na czele której stanął Andrzej Piątek. Członkami Komisji zostali Barbara Kasperek i Iwona Leśniowska-Sułek.

    Ostatnim organem Oddziału jest Sąd Koleżeński, którego przewodniczącym został Leszek Foszcz. Do składu Sądu wybrano też Bolesława Stecza i Stanisława Tomaszka.

    Oddział w Zarządzie Głównym reprezentują Kinga Buras oraz Jerzy Zieliński. Kinga Buras jest również członkiem Redakcji Wydawnictw PTT oraz Komisji ds. Promocji, zaś Jerzy Zieliński uczestniczy w pracach Komisji: ds. Szlaków, ds. Internetu, ds. Odznaczeń i Członkostwa Honorowego, ds. GOT PTT, ds. Promocji i  ds. Młodzieży. Ponadto członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej jest Janusz Foszcz. W składzie Komisji ds. Szlaków znajduje się  Stanisław Tomaszek.

    Zarząd PTT w Tarnowie

     

  • VIII Posiedzenie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Krakowie

    23 stycznia 2016 roku odbyło się VIII Posiedzenie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Krakowie. Członkowie ZG podjęli ważne tematy dotyczące ochrony przyrody na terenie naszego kraju. Szczególną uwagę zwrócono na zagrożenie spowodowane nielegalnym poruszaniem się quadami po górach. Bezpieczeństwo turystów na szlaku jest ważnym aspektem dla naszego Towarzystwa, stąd zostały podjęte działania, by przeciwdziałać temu zagrożeniu. Omówiono tragiczne wydarzenia, które miały miejsce w Tatrach w ostatnich miesiącach. Kolejno został przedstawiony projekt Pamiętnika Ptt tom 24 , który ukaże się już w maju. Podsumowano rok 2015, który był Rokiem Kazimierza Przerwy-Tetmajera, podczas którego zorganizowano liczne uroczystości oraz wystawę poświęconą 150.Rocznicy Urodzin Tetmajera. Wystawa odniosła ogromny sukces, stąd Oddział w Tarnowie będzie organizatorem tego przedsięwzięcia już w kwietniu. Na uwagę zasługuje praca Prezesa ZG Józefa Haducha na rzecz Towarzystwa, który jest twórcą wielu ciekawych inicjatyw oraz ich wykonawcą. Sprawnie prowadzi szeroki zakres tematów podejmowanych w wielu instytucjach i organizacjach. Obrady zakończono wspólnym zdjęciem członków ZG PTT.

    Kinga Buras

  • 21.02.2015 Wycieczka z Gromnika do Tarnowa

    Z Gromnika do Tarnowa czyli I Etap Pogórzańskiej Odysei...

    Układając plany naszych wspólnych wyjazdów na kolejny rok górskich peregrynacji nigdy nie zapominamy o krainie położonej najbliżej nas, czyli o pogórzach karpackich. Zainaugurowaliśmy 2015 rok na Pogórzu Dynowskim, dotąd przez nas nieodwiedzanym. W styczniu byliśmy również na Pogórzu Rożnowskim, na Jamnej, na zaproszenie naszych górskich przyjaciół z Tuchowa. Kolejna nasza wizyta na Pogórzu związana była z nową świecką tradycją narodzoną w ubiegłym roku, roku 90-lecia naszego Oddziału PTT. Otóż tradycją tą jest kolejne przechodzenie szlaków mających swój początek w Tarnowie, lub też z Tarnowem związanych. I tak, jak wszem wobec wiadomo w tamtym roku zrealizowaliśmy przejście niebieskim szlakiem z Tarnowa na Wielki Rogacz w Beskidzie Sądeckim. Patrząc na mapę trudno zaś było przeoczyć zielono znakowaną ścieżkę wiodącą z Tarnowa do Rajbrotu. Oznaczało to, iż wycieczka zaczęta na Pogórzu Rożnowskim, po przekroczeniu granicznego Dunajca, zakończyć się musi na Pogórzu Wiśnickim. Ze względu na to, iż szlak ów ma długość około 70 km, podobnie jak rok temu przejście podzieliliśmy na kilka etapów. Miejscem startu pierwszego etapu był... Gromnik.


    21.02.2015 - I Etap przejścia szlaku "Tarnów-Rajbrot"- (fot. Artur Marć)

    To nie pomyłka, ze względów, nazwijmy to logistycznych, zdecydowaliśmy się rozpocząć przejście niejako „od środka”. I tak, w sobotę 21 lutego, tydzień po Walentynkach wyruszyliśmy zwartą jedenastoosobową grupą z Gromnika ku Tarnowowi.
    Pierwsze podejście za zabytkowym kościołem św. Marcina Biskupa w Gromniku. Jesteśmy na zboczach... Babiej Góry. Nie jest to oczywiście Królowa Beskidów. To kolejna, obok Babiej Góry na Wzgórzach nad Warzycami i Pogórzu Wielickim, pogórzańska Babia Góra. Takie powtórzenia nazewnicze w polskich Karpatach zdarzają się zresztą dość często. Wielu miłośników gór zna kilka Tokarni, Chełmów, Jaworzyn czy Działów. I jeszcze jedna rzecz wyróżniająca Pogórza - cmentarze wojenne z czasów I wojny światowej. Przed Wałem mijamy trzy z nich - Nr 149, 181 i 182. Położone w zagajnikach i na wzgórzach, strzeżone przez lipy, święte drzewa w mitologii słowiańskiej i germańskiej. Tutaj na Pogórzach, miejsce wiecznego spoczynku znaleźli żołnierze wszystkich nieomal narodowości monarchii Habsburgów, Hohenzollernów i Romanowów.
    Przed Wałem, opodal kolejnego cmentarza przystajemy na krótki odpoczynek. To też okazja do zwarcia szeregów i poznania osób, które debiutują na naszych wyjazdach.


    21.02.2015 - I Etap przejścia szlaku "Tarnów-Rajbrot"- (fot. Adam Tucki)

    Oprócz nowych znajomości, cieszymy się też... śniegiem. Niestety takie mamy teraz zimy, że śnieg w lutym sprawia radość.
    Po krótkim odpoczynku przystępujemy do ataku szczytowego, bowiem przed nami wierzchołek Wału, czyli dzisiejsza kulminacja. Nie jest ona być może zbyt imponująca, ma bowiem niewiele ponad 500 metrów npm, ale zawsze to kulminacja. A na górze czeka na nas nieco zamglony widok na Tatry. Taka mała nagroda pocieszenia dla miłośników pogórzy. Nieco wcześniej zaś mogliśmy w oddali widzieć miłośników „boazerii” i „parapeciarzy”, którzy na stoku Jurasówka spędzali sobotnie przedpołudnie.
    Przez chwilę do „naszego” zielonego szlaku dołącza szlak żółty, którym rok temu maszerowaliśmy w kierunku Pleśnej. Tym razem jednak do Tarnowa idziemy przez Lubinkę.
    Za cmentarzem Nr 187 skręcamy w lewo. Po raz kolejny zagłębiamy się w las. I znów na chwilę przystajemy przy wojennej nekropolii. Tym razem to cmentarz Nr 189, podobnie jak poprzednie przez nas mijane, zaprojektowany przez Heinricha Scholza. Jesteśmy ponad wsią Lubinka, znanej mieszkańcom Tarnowa i okolic ze stoku narciarskiego. Przed nami zejście w dolinę potoku Lubinka i kolejne podejście na wzgórze.


    21.02.2015 - I Etap przejścia szlaku "Tarnów-Rajbrot"- (fot. Artur Marć)

    Ktoś może powiedzieć, że pogórzańskie szlaki są monotonne. Widoki rzadko się zmieniają, wędrówka wiedzie na ogół polami i zagajnikami. Niewysokie wzgórza nie oferują dalekich, ani rozległych panoram. Ale mimo to nikt nie narzeka. Dobrze przecież spędzić wolny dzień za miastem w dobrym Towarzystwie. Nieco tylko dokucza nam zimny wiatr. Synoptycy obiecywali wprawdzie lepszą pogodę, ale też nie ma powodów do narzekań. Ci, którzy 10 miesięcy temu wzięli udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej z Tarnowa do Czchowa mogli przez chwilę przypomnieć sobie ścieżki, którymi nocą zmierzali do Kościoła na Kozińcu...
    Przy parkingu opodal cmentarza Nr 191 na wzgórzu Lubinka zatrzymujemy się na dłuższy odpoczynek. Drewniana wiata chroni nas przed wiatrem. Uzupełniamy zostawione na pogórzańskich drogach kalorie. Przerwa jest też kolejną okazją do rozmowy z „nowymi”. To również okazja do wspólnej fotki z oddziałową „flażką”.
    Tuż przed południem ruszamy dalej. Przed nami dobrze już widoczne są zabudowania Tarnowa. Maszerujemy kolejno przez Dąbrówkę Szczepanowską, Szczepanowice i Błonie.


    21.02.2015 - I Etap przejścia szlaku "Tarnów-Rajbrot"- (fot. Artur Marć)

    Gdy już wydaje się, że nasza pogórzańska wycieczka bez większych przygód dobiega końca, nagle orientujemy się, że szlak wyznakowany w terenie, zaczyna „rozchodzić się” ze szlakiem na mapie. Pomimo tego, iż mamy nowe wydania map, okazuje się, że przebieg zielonego szlaku został nieco zmieniony. Dla nas to oczywiście nie problem, dzięki temu poznajemy dość urokliwy lasek położony w trójkącie Błonie - Rzuchowa - Zgłobice.
    Tuż przed Tarnowem okazuje się, że synoptycy jednak mieli rację. Wiatr przepędza chmury znad Pogórzy i wreszcie zaczyna dominować nad nami błękit. Szkoda tylko, że dopiero na zakończenie wycieczki. Żal wracać do domu. W kilka osób robimy jeszcze niespodziankę mieszkającemu niedaleko Darkowi. Zaproszeni przez Basię idziemy na kawę. Darek jest w ferworze remontu. Oferuje nam kawę i pomoc (naszą) przy malowaniu. Przystajemy tylko na pierwszą propozycję. Obiecujemy pomoc przy następnym remoncie.
    Z Koszyc do przystanku przy skrzyżowaniu ulic Czerwonej i Krakowskiej jest już niedaleko. Dla nas to oznacza koniec dzisiejszej wędrówki. Jeszcze tylko fotka przy znaku oznaczającym początek (albo koniec) zielonego szlaku i to już by było na tyle. I etap przejścia szlaku Tarnów-Rajbrot za nami…

    Artur Marć


    21.02.2015 - I Etap przejścia szlaku "Tarnów-Rajbrot"- (fot. Artur Marć)

  • 08-28.02.2015 "Trzy tygodnie na Czarnym Lądzie"

    Trzy tygodnie na Czarnym Lądzie.

    W okresie od 8 lutego do 1 marca 2015 r. czterech członków tarnowskiego Oddziału PTT wzięło udział w wyprawie do Afryki. Pierwszy tydzień pobytu na Czarnym Lądzie spędziliśmy w Kenii. Po przylocie do Nairobi udaliśmy się w stronę równika do Parku Narodowego „Mount Kenya”. W ciągu pięciu dni zdobyliśmy Point Lenana (4985 m n.p.m.) - jeden z trzech wierzchołków masywu Mt. Kenii (drugiej pod względem wysokości afrykańskiej góry). Następnie przechodząc przez kilka wysokich (ponad 4600 m. n.p.m.) przełęczy obeszliśmy cały masyw i dotarliśmy do leżącej na równiku miejscowości Nanyuki. Po powrocie do Nairobi i zwiedzeniu miasta, pojechaliśmy do sąsiadującej z Kenią Tanzanii. Zatrzymaliśmy się w Arushy - trzecim pod względem wielkości miastem tego wielkiego, liczącego niespełna milion km2 państwa. Potem przenieśliśmy się do Parku Narodowego „Arusha”. Na jego obszarze leży Mount Meru (4566 m n.p.m.) czyli najwyższy czynny afrykański wulkan. Na szczęście ostatnia jego erupcja miała miejsce pod koniec XIX wieku, więc bez problemów udało nam się zdobyć główny wierzchołek. W drodze powrotnej na otaczającej podnóże góry sawannie spotkaliśmy stada bawołów, zebr oraz guźców. Wróciwszy do Arushy odwiedziliśmy leżący w niedalekim Tengeru polski cmentarz utworzony przy powstałym tutaj w czasach II wojny światowej największym afrykańskim obozie uchodźców.


    08-28.02.2015 - "Trzy tygodnie na Czarnym Lądzie" - (fot. Karol Jędrzejek)

    Znalazły w nim schronienie rodziny żołnierzy armii Andersa, głównie kobiety, dzieci i ludzie w podeszłym wieku. Wzruszającym momentem było też spotkanie z mieszkającym w Arushy, panem Edwardem Wójtowiczem - Sybirakiem i nestorem polskich emigrantów w Tanzanii.
    Ostatni tydzień naszego pobytu w Afryce spędziliśmy wśród Masajów zamieszkujących na tzw. masajskim stepie. Przewodnikiem był nasz serdeczny przyjaciel ksiądz Arek Nowak, pochodzący z Tarnowa misjonarz ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. Sympatyk Oddziału, gór i podróży. Przede wszystkim jednak bardzo dobry człowiek, zakochany w Afryce i od wielu lat niosący bezinteresowną pomoc jej mieszkańcom. Obecnie pracuje wśród Masajów w Ngorongoro. Lepszego przewodnika po tym terenie nie mogliśmy sobie wymarzyć. Dzięki Arkowi poznaliśmy życie codzienne oddalonych od cywilizacji masajskich osad, a także tradycje i obyczaje ich mieszkańców. Spędziliśmy nawet jedną noc w typowej masajskiej chacie, w towarzystwie kur, cieląt i… pcheł.
    Afrykańska przygoda mimo iż trwała prawie trzy tygodnie była zdecydowanie za krótka. Do Polski przywieźliśmy ze sobą tysiące zdjęć, setki wspomnień, kilka pamiątek oraz… mocne postanowienie powrotu.
    Moc równikowego słońca w czasie śnieżnej polskiej zimy poczuli: Karol Jędrzejek, Rafał Kędzior, ks. Robert Piechnik i Janusz Foszcz.

    Janusz Foszcz


    08-28.02.2015 - "Trzy tygodnie na Czarnym Lądzie" - (fot. Karol Jędrzejek)

  • 07.02.2015 "Luty na Wyspach" - Ogorzała i Jasień

    Luty na Wyspach czyli wiatrołomy i widoki...

    Beskid Wyspowy to góry niedoceniane. Po raz kolejny mogliśmy się o tym przekonać na naszej pierwszej lutowej jednodniówce. Góry te są położone nieco na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych, brak też na ich terenie znanych uzdrowisk, kurortów i stacji narciarskich. Krótko mówiąc (a raczej pisząc) - góry dla koneserów. I niech nikogo nie zwiodą umiarkowane wysokości szczytów. Słynący z dużych przewyższeń Beskid już niejednego śmiałka nauczył pokory.
    Z powyższych powodów wycieczek w Beskid Wyspowy nie może zabraknąć w naszych dorocznych planach wyjazdowych. Oprócz regularnie odwiedzanej w Wielki Piątek Mogielicy poznajemy także te rejony, gdzie dociera już naprawdę niewielu. Gdyby zapytać doświadczonych nawet górołazów o Ogorzałą i Kutrzycę to myślę, że mielibyśmy problem z uzyskaniem satysfakcjonującej odpowiedzi. A dwie te wspomniane góry położone są całkiem blisko największych atrakcji Wyspowego - wspomnianej Mogielicy, Ćwilina, czy Śnieżnicy. Zatem nasz wybór padł właśnie na nie.
    Początek sobotniej wędrówki wyznaczony został w miejscowości Łostówka, małej wsi przycupniętej w cieniu Ćwilina. Wszelkie pogodowe znaki na niebie i na ziemi wskazywały, że to będzie udana sobota.


    07.02.2015 - "Luty na Wyspach"- (fot. Artur Marć)

    I jak się miało później okazać nie zawiedliśmy się. Maszerując przez Niedośpiały, przysiółek Łostówki, w stronę wierzchołka Ogorzałej rozgrzewaliśmy mięśnie obserwując powoli poszerzającą się panoramę. Spore jeszcze zachmurzenie nie zapowiadało „widokowej uczty”. Niewątpliwym minusem tego wyjazdu było oznakowanie szlaków. Na podejściu z Łostówki na Ogorzałą można je określić na zanikające, a jeszcze dalej jako zanikające zupełnie. Ale przecież minusy nie mogły nam przesłonić plusów. A największym plusem tego wyjazdu, jak zresztą wszystkich innych, jest możność spędzenia soboty w górach w dobrym tzn. PTT-owskim towarzystwie.
    Wprawdzie wierzchołek Ogorzałej jest w całości zalesiony, ale jednak na niewielkich polankach tuż przed Ostrą zaczęliśmy dostrzegać charakterystyczną łysinę Polany Michurowej pod szczytem Ćwilina. Zimowy las oszałamiał nas pięknymi kolorami, ale pozostawał lekki niedosyt. Jednak po minięciu Ostrej nawet najwięksi malkontenci mogli docenić uroki Beskidu Wyspowego, który swoich miłośników nagrodził fantastycznymi widokami i pogodą, którą trudno określić inaczej niż rewelacyjną.
    Po naszej lewej towarzyszył nam wspomniany masyw Ćwilina, zaś przed nami na horyzoncie zaczęła dominować królowa Beskidu Wyspowego, czyli Mogielica zwieńczona wieżą widokową.


    07.02.2015 - "Luty na Wyspach"- (fot. Artur Marć)

    W tej beczce miodu pojawiła się też łyżka dziegciu w postaci wiatrołomów tarasujących zejście z Ostrej do wsi Łętowe. Powiedzieć, że wiatrołomy przeszkadzały przy zejściu to powiedzieć mało. Miejscami szlak był przez nie całkowicie zatarasowany. Zmaganie się z powalonymi drzewami stanowi duże wyzwanie latem, a zimą to już prawdziwy wyczyn. Decyzja zapada szybko - idziemy na lewiznę. I to dosłownie, bo szlak musimy obejść z lewej strony. Na szczęście zatarasowany odcinek szlaku nie jest długi. Po kilkuset metrach na drzewie ponad Łętowym dostrzegamy charakterystyczny biało-zielono-biały znak. Jesteśmy znów na właściwej, choć schowanej pod grubą warstwą śniegu ścieżce.
    Przeprawa przez wiatrołomy kosztowała nas nieco wysiłku, zatem z Ostrą za plecami i Mogielicą przed oczami uzupełniamy kalorie. Marcin ma też coś na trawienie. W tych cudnych okolicznościach przyrody nie może zabraknąć tradycyjnej „fotki z flażką”. Do zdjęcia z nami ustawia się nasz nowy kolega Ryszard, znawca Sudetów. Nie zapominamy oczywiście o tych co na dole... W wirtualną przestrzeń mkną MMS-y z Wysp. Oczywiście nie chodzi o kraj będący popularnym celem emigracji zarobkowej, tylko o popularną nazwę pasma górskiego w którym się znajdujemy.
    Popas powyżej Łętowego jest krótki. Na niebie dominuje już złota tarcza słońca, ale ujemna temperatura nie pozwala zapomnieć, że „jak jest zima to musi być zimno”.


    07.02.2015 - "Luty na Wyspach"- (fot. Adam Tucki)

    Niewielka wieś Łętowe jest najniższym punktem na zielono znakowanej ścieżce. I właśnie z tym oznakowaniem powyżej Łętowego było nie najlepiej. Najwyraźniej konserwatorzy szlaku nie przyłożyli się i miejscami szlak był zupełnie niewidoczny. Skutkiem tego zamiast wyjść polanami na niewielką bezimienną przełączkę, zdobywamy ją maszerując po asfalcie. Na szczęście Opatrzność postanowiła wynagrodzić nam te niedogodności. Powyżej Łętowego, już na stokach Kiczory las przetkany jest polanami. Powiedzieć, że tego dnia widoki z nich były piękne to nic nie powiedzieć. Każda z kilku coraz wyżej położonych polan oferowała cudne panoramy z niezmiennym „zestawem górskim”, który jednak nie chciał się znudzić. A ten „górski zestaw” to Królowa, czyli Babia Góra, Polica, Luboń Wielki i Szczebel. A oprócz nich jeszcze Adamczykowa z Potaczkową i wyłaniająca się znad Glisnego Zębolowa. Górskie szczyty i przełęcze w zimowym anturażu.
    Ale Królowa może być tylko jedna... Zaś niewątpliwą Królową panoramy była Babia Góra. Otoczona u podstawy obłokiem chmur wznosiła się ku nieboskłonom białym stożkiem, przywodząc na myśl nieomal wulkan Fudżi. Ech, szukają ludzie szczęścia na Czarnym Lądzie, gdy tu pod bokiem można spotkać widoki obok których trudno przejść obojętnie...


    07.02.2015 - "Luty na Wyspach"- (fot. Sylwia Szafarz-Zakrzewska)

    Ale iść dalej niestety trzeba. Część wycieczki ma bowiem w planach wieczorne atrakcje innego rodzaju. Strażników tzw. moralności publicznej muszę uspokoić, te atrakcje związane są z poznawaniem innych kultur i narodów. Po utrwaleniu panoram na kartach pamięci naszych aparatów i smartfonów ruszamy przez Polanę Folwarczną w kierunku zalesionego wierzchołka Kutrzycy. Ale Beskid Wyspowy pokazuje, że nazwa „kapuściane góry” do niego nie pasuje. Szlak wiodący dotąd przetartym w śniegu śladem wchodzi w głęboki parów. Przedzieranie się między gęsto zarastającymi szlak drzewami i krzewami jest wyzwaniem większym niż zmagania z wiatrołomami. Miejscami dosłownie nurkujemy między gałęziami. Brodzimy w śniegu po pas. To oczywiście odbija się na naszym wyglądzie. Pokryci grubą warstwą śniegu wychodzimy po chwili na ścieżce przetartej przez skuter śnieżny. Chyba pierwszy raz w górach byłem zadowolony słysząc warkot motoru.
    I to już by było na tyle... Na szczęście mam na myśli „tyle” niedogodności, bowiem po kilkunastu minutach schodząc z zalesionych zboczy na Polanę Skalne po raz kolejny otwieramy szeroko usta w zachwycie.


    07.02.2015 - "Luty na Wyspach"- (fot. Artur Marć)

    Wprawdzie Babia Góra została za drzewami, ale za to przed nami widać znajomą Mogielicę i oczywiście te góry, które zawsze wywołują przyspieszone bicie serca. Na południu wspaniale prezentują się Tatry. Nagle przestajemy odczuwać zmęczenie. Jeszcze kilka minut temu nie mogliśmy się doczekać odpoczynku, a teraz nogi same nas niosą. W krajobrazie dominują dwa kolory - biel i błękit. Głośno dajemy wyraz swojemu zachwytowi. Na szczęście oprócz nas na polanie są tylko dwaj skiturowcy, więc nie spotykamy się z karcącymi uwagami.
    Patrząc na te niezwykłe krajobrazy nawet zwykła kanapka smakuje inaczej. Po raz niewiadomo który uruchamiamy aparaty, ale nawet najbardziej wyrafinowana technika nie odda wrażeń będących naszym udziałem, zwłaszcza że mamy świadomość, iż to już koniec naszej wędrówki.
    Jeszcze tylko tradycyjna fotka, telefon do niezawodnego kierowcy Pana Andrzeja i pora ruszać do Półrzeczek. Między drzewami zamajaczył Ćwilin, a my zbiegając odliczamy dni do następnego wyjazdu w Beskid Wyspowy. Może to będzie wielkopiątkowa Via Dolorosa na Mogielicę, a może nieco wcześniej. Intuicja podpowiada mi, że chyba wcześniej...

    Artur Marć


    07.02.2015 - "Luty na Wyspach"- (fot. Artur Marć)

  • 30.01-01.02.2015 Spotkanie w Górach Świętokrzyskich

    II Zimowe Spotkanie Oddz. PTT w Górach Świętokrzyskich - Bodzentyn.

    W drogę na II Zimowe Spotkanie Oddziałów PTT w Górach Świętokrzyskich wyruszyliśmy w piątkowe popołudnie w nieco minorowych nastrojach. Kilka minut wcześniej zakończył się bowiem mecz polskich piłkarzy ręcznych z reprezentacją Kataru... Polacy nic się nie stało, w niedzielę będzie brąz - takie były nasze myśli i pragnienia. Jak się później okazało prorocze to były słowa... Do celu podróży - Bodzentyna - dotarliśmy po dwóch godzinach jazdy. Na parkingu, obok schroniska PTSM powitały nas uśmiechnięte twarze Organizatorów i przybyłych przed nami uczestników spotkania. Po odpoczynku nastąpiło oficjalne powitanie przez kol. Grażynkę Jedlikowską, występującą w „podwójnej roli” - szefującej całemu spotkaniu i prezesa ostrowieckiego Oddziału PTT. Wieczór pierwszego dnia zakończyliśmy wspólnym śpiewem piosenek, przy akompaniamencie gitary, fletów i... akordeonu. Pełni wiary w zmianę aury z jesiennej na zimową udaliśmy się na spoczynek. W drodze ku „Górom Wklęsłym” towarzyszyły nam bowiem obfite krople deszczu.
    Poranek dnia następnego rozpoczął się niespodzianką. Biały puch pokrył kilkunastocentymetrową warstwą Góry Świętokrzyskie. Pod opieką świętokrzyskich przewodników wyruszyliśmy na trasy piesze.


    30.01-01.02.2015 - II Zimowe Spotkanie Oddz. PTT w Górach Św.- (fot. Jerzy Zieliński)

    Organizatorzy przygotowali do wyboru dwie „opcje”. Pierwsza to wędrówka malowniczym przełomem Lubrzanki z Ciekot i Górę Radostową do Świętej Katarzyny. Druga trasa wiodła na najwyższy szczyt Łysogór (i zarazem Gór Świętokrzyskich) - Łysicę (612 m n.p.m.). W Ciekotach uczestnicy pierwszej trasy odwiedzili Centrum Edukacyjne, drewniany XIX wieczny dworek, mieszczący izbę pamięci Stefana Żeromskiego, podziwiali przełom rzeki Lubrzanki, oddzielającej Pasmo Masłowskie od Pasma Łysogórskiego oraz wspięli się na Radostową (451 m n.p.m.). Stefan Żeromski mieszkający u jej stóp w Ciekotach nazwał ją „Górą Domową”. W Świętej Katarzynie spotkali uczestników drugiej trasy pieszej, wśród których był najmłodszy przedstawiciel tarnowskich turystów Szymek. W trudnych, zimowych warunkach zdobył Łysicę, szczyt zaliczany do Korony Gór Polski. Gratulujemy... Trudy wypraw uczestników obydwu tras zostały nagrodzone wspaniałą zimową scenerią, uwiecznioną na fotografiach. I jak tu nie kochać ZIMY !!! Po obiedzie i odpoczynku odbyła się prelekcja o Świętokrzyskim Parku Narodowym. Pracownicy ŚPN mówili o historii utworzenia Parku, planach ochrony przyrody oraz o zagrożeniach dla świętokrzyskiej przyrody płynących ze strony człowieka. Po zakończonej prelekcji oczekiwały na nas kolejne atrakcje tego wieczoru.


    30.01-01.02.2015 - II Zimowe Spotkanie Oddz. PTT w Górach Św.- (fot. Jerzy Zieliński)

    Pierwszą z nich było wspólne pieczenie kiełbasek. Blask i ciepło ogniska (i lekko prószący śnieg) stworzyły niesamowitą atmosferę. Była to również kolejna okazja do zacieśnienia przyjaźni bądź zawierania nowych znajomości. Po zakończeniu ogniska w jadalni czekały na nas michy wspaniałego świętokrzyskiego bigosu. Po zakończonym ucztowaniu odbył się kolejny „wieczór z piosenką”. Nie tylko z tą turystyczną.
    Niedzielny poranek rozpoczął trzeci (i niestety ostatni) dzień II Zimowego Spotkania Oddziałów PTT w Górach Świętokrzyskich. Po Mszy Świętej, sprawowanej w bodzentyńskiej kolegiacie w intencji uczestników spotkania wyruszyliśmy na „spotkanie z zabytkami” Bodzentyna. Pierwszym etapem było zwiedzanie kolegiaty i podziwianie mieszczących się tu „perełek”. Następnie uczestnicy spotkania zobaczyli pozostałości ongiś wspaniałego pałacu biskupów krakowskich w Bodzentynie, obydwa bodzentyńskie rynki i odbudowany po zniszczeniach kościół p.w. św. Stanisława. Zajrzeli również do wnętrza zabytkowej zagrody Czernikiewiczów. Po spacerze nastąpiły ostatnie punkty programu: wspólny obiad i „krąg przyjaźni”. Ostatnie uściski dłoni, wymiana spojrzeń zakończyły II Zimowe Spotkanie Oddziałów PTT w Górach Świętokrzyskich A.D. 2015. Pozostaje nadzieja, że za rok spotkamy się znowu. Gdzieś na świętokrzyskich szlakach…

    Barbara Jagiencarz-Starzec


    30.01-01.02.2015 - II Zimowe Spotkanie Oddz. PTT w Górach Św.- (fot. Magdalena Błaszczyk)

    Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE Niedzielny poranek rozpoczął trzeci (i niestety ostatni) dzień II Zimowego Spotkania Oddziałów PTT w Górach Świętokrzyskich. Po Mszy Świętej, sprawowanej w bodzentyńskiej kolegiacie w intencji uczestników spotkania wyruszyliśmy na „spotkanie z zabytkami” Bodzentyna. Pierwszym etapem było zwiedzanie kolegiaty i podziwianie mieszczących się tu „perełek”. Następnie uczestnicy spotkania zobaczyli pozostałości ongiś wspaniałego pałacu biskupów krakowskich w Bodzentynie, obydwa bodzentyńskie rynki i odbudowany po zniszczeniach kościół p.w. św. Stanisława. Zajrzeli również do wnętrza zabytkowej zagrody Czernikiewiczów. Po spacerze nastąpiły ostatnie punkty programu: wspólny obiad i „krąg przyjaźni”. Ostatnie uściski dłoni, wymiana spojrzeń zakończyły II Zimowe Spotkanie Oddziałów PTT w Górach Świętokrzyskich A.D. 2015. Pozostaje nadzieja, że za rok spotkamy się znowu. Gdzieś na świętokrzyskich szlakach…
  • 21.01.2015 Prelekcja "Przeżyjmy to jeszcze raz"

    Wspomnień czar, czyli raz jeszcze na szlaku z Tarnowa na Wielki Rogacz.

    Na początku ubiegłego roku planując obchody 90-lecia obecności Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie postanowiliśmy uczcić jubileusz ten, w sposób który lubimy najbardziej. Zamiast bankietów i akademii, przemówień i wręczania orderów zaplanowaliśmy przejście niebiesko znakowanego szlaku, który swój początek bierze pod kapliczką św. Walentego w Tarnowie, przy Starym Cmentarzu, kończy się zaś na wierzchołku Wielkiego Rogacza w Beskidzie Sądeckim. Szlak ten biegnący kolejno przez Pogórza Ciężkowickie i Rożnowskie, Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki, w znacznej mierze jeszcze przed wojną wyznakowali nasi poprzednicy. Ze względu na obowiązki zawodowo-rodzinne musieliśmy podzielić owo przejście na etapy i kolejno, począwszy od stycznia 2014 r. realizowaliśmy nasz plan.
    Nasz nieżyjąca już noblistka napisała kiedyś, że nic dwa razy się nie zdarza. Trudno się z tym nie zgodzić, jednak wspomnienia utrwalone w postaci zdjęć i slajdów pozwalają czasem przeżyć miłe chwile jeszcze raz. Taki też był cel autorów pokazu slajdów Adama i Janusza, którzy zaproponowali byśmy po raz wtóry, tym razem „wspomnieniowo” przemierzyli szlak Tarnów-Wielki Rogacz.
    Na spotkaniu w środę 21 stycznia „pomaszerowaliśmy” wirtualnie i nieco sentymentalnie. Przypomnieliśmy sobie wyjątkowo ciepły ubiegłoroczny styczeń. Poranne spotkanie „pod Walentym” i pierwsze „połknięte” kilometry.


    21.01.2015 - Prelekcja "Przeżyjmy to jeszcze raz..."- (fot. Jerzy Zieliński)

    Dobrze znane nam Pogórze Ciężkowickie z kulminacją na Brzance powitało nas lazurowym niebem, jakby chcąc zachęcić do wytrwałości. Niejako z marszu już tydzień później zameldowaliśmy się na kolejnym etapie, tym razem z Jodłówki Tuchowskiej do Falkowej. Przy równie błękitnym niebie kolejne kilometry po Pogórzu Ciężkowickim, z przygodą w Kąśnej Dolnej, gdy brama przy Dworku Paderewskiego niepodziewanie stanęła na przeszkodzie dalszej wędrówki... Potem kolejny długi etap w marcowym słońcu, z Falkowej na Przełęcz św. Justa. Dla niektórych było to nie lada wyzwanie po okresie zimowego lenistwa.
    Po tym długim pożegnaniu z Pogórzem Rożnowskim nastąpił równie długi zastój w realizacji naszego jubileuszowego przejścia. Ale przecież nie mogliśmy odpuścić. Po wakacyjnej przerwie w ciepły wrześniowy poranek wyruszyliśmy z „Justa” na Sałasz i dalej, przez Limanową w stronę majaczących na południu Gorców. I znów z przygodami, gdy na podejściu pod Ostrą wbrew wszelkim mapom i GPS-om okazało się, że szlak zamiast w prawo prowadzi nas w lewo. Dołożyliśmy nieco kilometrów, ale takie „lewizny” lubimy przecież najbardziej. Jeszcze we wrześniu pożegnaliśmy „Wyspy’ i przeszliśmy Gorce. Na Lubaniu Gosia Ciach, nieco „wybiegła przed szereg” by powitać nas w swojej bazie namiotowej.
    A potem już wspaniałe pienińskie widoki i... blisko, coraz bliżej do Wielkiego Rogacza. W październiku już się z nim nieomal witaliśmy, ale jeszcze odłożyliśmy finisz na koniec roku.


    21.01.2015 - Prelekcja "Przeżyjmy to jeszcze raz..."- (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Wespół w zespół wpadliśmy na pomysł, by zakończenie roku połączyć z zakończeniem przejścia tego honornego, trzeciego pod względem długości szlaku w polskich Karpatach. A świętowanie miało odbyć się w równie symbolicznym miejscu - w Chatce pod Niemcową, która była celem pierwszej po reaktywacji w 2008 r. wycieczki, wówczas jeszcze Koła PTT w Tarnowie.
    W grudniową niedzielę na Wielkim Rogaczu były gratulacje i uściski. I wręczenie odznak za przejście szlaku pierwszym zdobywcom. W annałach Oddziału zapisujemy ad perpetuam rei memoriam,że byli to: Barbara Kasperek, Joanna Łośko, Halina Magiera, Adam Tucki i Janusz Foszcz. Dzień przed naszym środowym spotkaniem do tego zacnego grona dołączyła jeszcze Karolina Widlak. Zatem nie było lepszej okazji by właśnie prezentując zdjęcia z przejścia tego szlaku wręczyć Karolinie naszą pierwszą oddziałową „blachę”.
    Do grona zdobywców odznaki, mamy nadzieję, dołączą wkrótce kolejni miłośnicy górskich wędrówek. A my, po pokonaniu trzeciego pod względem długości szlaku w polskich Karpatach, przystępujemy do realizacji przejścia również niebieskiego szlaku Grybów-Rzeszów, który pod względem długości plasuje się na drugim miejscu podium.
    Jak napisał nasz świetny himalaista Leszek Cichy: Dopiero kiedy cel osiągamy, okazuje się, że w gruncie rzeczy, ważniejsze jest żeby mieć cel, niż żeby go osiągnąć…

    Artur Marć


    21.01.2015 - Prelekcja "Przeżyjmy to jeszcze raz..."- (fot. Przemysław Klesiewicz)

  • Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze

    Zarząd Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie zwołuje na dzień 4 marca 2015 r. (środa)


    Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze
    Członków Oddziału PTT w Tarnowie

    Zgromadzenie odbędzie się w sali na terenie klasztoru xx. Filipinów w Tarnowie przy ul. Piłsudskiego 9. Początek obrad o godz. 17:30 w pierwszym terminie.
    W przypadku nieobecności co najmniej 1/2 liczby członków zrzeszonych w naszym Oddziale, Zgromadzenie odbędzie się w drugim terminie o godz. 17:45, a uchwały będą ważne bez względu na liczbę Członków Oddziału obecnych na Zgromadzeniu.



    Proponowany porządek obrad:
    1. Otwarcie zgromadzenia
    2. Wybór przewodniczącego oraz sekretarza Zgromadzenia
    3. Uchwalenie porządku obrad
    4. Przyjęcie protokołów z Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego (02.03.2012) i Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia (23.10.2013)
    5. Wybór Komisji Mandatowo-Skrutacyjnej
    6. Sprawozdanie ustępujących władz Oddziału: Zarządu, Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego
    7. Dyskusja nad sprawozdaniami
    8. Głosowanie wniosku o udzielenie absolutorium ustępującemu Zarządowi Oddziału
    9. Program działania Oddziału na lata 2015-2017
    10. Wybory nowych władz Oddziału: Prezesa, Zarządu, Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego
    11. Wolne wnioski
    12. Zakończenie zgromadzenia

    Prosimy o niezawodne i punktualne przybycie. Oczekujemy na zgłoszenia kandydatów na Prezesa i do Zarządu Oddziału, a także do Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego na kadencję 2015-2017. Oczekujemy również na propozycje wniosków do uchwalenia przez Walne Zgromadzenie oraz propozycje do programu działania na lata 2015-2017.
    Informujemy, że sprawozdania merytoryczne i finansowe Oddziału oraz protokoły z Walnych Zgromadzeń zostaną udostępnione do wglądu w lokalu Oddziału podczas spotkania w dniu 18 lutego 2015 r.

  • 19.02.2014 "Góry Dzikiego Zachodu"

    Wśród Indian, kowbojów i poszukiwaczy złota czyli w Górach Dzikiego Zachodu.

    Europa, Azja, Afryka. Trzy kontynenty pozostające ze sobą w sąsiedzkiej bliskości. Różne zakątki leżące na tych obszarach mieliśmy już okazję obejrzeć w czasie kilkunastu dotychczasowych prelekcji zorganizowanych przez nasz Oddział. Teraz nadszedł wreszcie czas, by zadebiutować na nowym kontynencie i nacieszyć swoje oczy krajobrazami północnoamerykańskimi. Wszystko to stało się możliwe dzięki spotkaniu z Dorotą Uchwat-Zaród i Marcinem Zarodem. Dorota i Marcin są małżeństwem anglistów. Na co dzień pracują w tarnowskich liceach ogólnokształcących. Marcin znany jest nam szczególnie dobrze, gdyż jest współzałożycielem i opiekunem działającego przy naszym Oddziale Szkolnego Koła PTT Nr 2. Dorota i Marcin przedstawili licznie zgromadzonym uczestnikom fragmenty filmów, nakręconych w czasie długiej (prawie sześćdziesięciodniowej) wyprawy do Stanów Zjednoczonych. Miała ona miejsce 12 lat temu. W jej trakcie nasi goście przejechali przez kilkanaście stanów, przenosząc się ze wschodniego wybrzeża do zachodnich krańców USA i wracając z powrotem na wschód. Oczywiście ze względu na ograniczony czas prezentacji, prelegenci przedstawili nam obrazy związane z górami, a ściślej mówiąc Górami Dzikiego Zachodu. Na początek wybraliśmy się więc do Parku Narodowego Yosemite (położonego w górach Sierra Nevada, będącymi częścią Kordylierów), gdzie mogliśmy rozkoszować się wspaniałymi panoramami z punktów widokowych.


    19.02.2014 - Prelekcja "Góry Dzikiego Zachodu" - (fot. Artur Marć)

    Do najwspanialszych należy widok z Glacier Point na Half-Dome (Półkopułę). Potem odwiedziliśmy stan Utah i znajdujący się tam Park Narodowy Zion. Razem z Dorotą i Marcinem wspięliśmy się eksponowaną ścieżką na Angel’s Landing (Lądowisko Anioła) i spojrzeliśmy w dół z kilkusetmetrowego klifu. Pozostając dalej w Utah, przenieśliśmy się do Bryce Canion patrząc na wspaniałe kolorowe turnie z piaskowca Navaho. Chwilę później staliśmy już pod słynnym Delikatnym Łukiem (Delicate Arch), będącym jedną z największych atrakcji Parku Narodowego Arches (Łuki Skalne). Z kolei przyszła pora na Arizonę i wizytę w dwóch Kanionach: Antylopy (leżący w rezerwacie Indian Navaho) oraz Kolorado (ten Wielki i najbardziej znany).
    Tatrzański krajobraz przypomniały nam nieco, położone w stanie Wyoming góry Grand Teton. Są co prawda trochę wyższe (najwyższy szczyt, noszący tą samą nazwę co pasmo ma 4199 m n.p.m.) i bardziej rozległe, ale jednakowo piękne. Przysłowiowy "rzut beretem" (w skali amerykańskiej oczywiście) dzielił nas już od Yellowstone - najstarszego parku narodowego na świecie. W parku tym, leżącym na terenie stanów: Wyoming, Montana i Idaho, napotkaliśmy liczne gejzery, gorące źródła, wulkany błotne i wodospady. Aby nikt z obecnych nie odczuł niedosytu z wizyty na Dzikim Zachodzie, w pokazie nie mogło zabraknąć scen znanych z westernów. Na zakończenie znaleźliśmy się więc w Dakocie Południowej i w Górach Czarnych, doskonale znanych (zwłaszcza męskiemu gronu w odpowiednim wieku) z indiańskiej trylogii Alfreda Szklarskiego.


    19.02.2014 - Prelekcja "Góry Dzikiego Zachodu" - (fot. Artur Marć)

    To tutaj znajduje się legendarne miasteczko Deadwood - pierwsza osada poszukiwaczy złota. Wygląda jakby od końca XIX wieku nic się w nim nie zmieniło. Na ulicy stoją dyliżanse, chodnikami przykrytymi dachem spacerują potomkowie Indian, kowbojów oraz poszukiwaczy złota.
    Liczne restauracje i kasyna przyciągają cały czas zwolenników dobrej zabawy i szybkiego bogacenia się (nikt przecież z góry nie zakłada przegranej). Na ulicach co pewien czas oglądać można pojedynki prawdziwych rewolwerowców. Na szczęście są to tylko rekonstrukcje historyczne. Inną z wielkich atrakcji Gór Czarnych jest Mount Rushmore czyli wykute w skale głowy czterech prezydentów USA oraz podobny (dużo większy, ale wciąż niedokończony) wizerunek indiańskiego wodza zwanego Szalonym Koniem. Pracę nad nim rozpoczął tuż po II wojnie światowej Korczak Ziółkowski - rzeźbiarz polskiego pochodzenia. Obecnie przy wielkim skalnym monumencie pracują potomkowie rzeźbiarza.
    Dziewięćdziesięciominutowa wyprawa na Dziki Zachód minęła w mgnieniu oka. Erudycja Marcina w połączeniu z ciągle zmieniającymi się obrazami sprawiły, że nikt się nie nudził. Teraz pozostało nam jedynie cierpliwie oczekiwać na zniesienie wiz, aby tłumnie ruszyć śladami Doroty i Marcina.

    Janusz Foszcz


    19.02.2014 - Prelekcja "Góry Dzikiego Zachodu" - (fot. Artur Marć)

  • 15-16.02.2014 "Powalentynki na Przehybie"

    Złota sobota, albo Radziejowa razy dwa...

    Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to będzie nasza sobota. Nie tylko pod względem górskim, ale też sportowym. W prognozach pogody dominowały dwa kolory: błękit i złoto (to o słońcu). Zaś w prognozach sportowych dominowało tylko złoto. Nikt się jednak nie spodziewał tego, co miało się zdarzyć w dalekim Soczi.
    W naszym "Oddziałowym rozkładzie jazdy" na ten weekend tj. 15-16 lutego 2014 r. zaplanowaliśmy wycieczkę w Pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim z bazą "noclegowo-gastronomiczną" w Schronisku na Przehybie. Dokładnie rok temu zmagaliśmy się z głębokimi zaspami na Niemcowej, a tego roku... No sorry, ale taki mamy klimat, że śniegu w Szczawnicy było jak na lekarstwo. Na stoku narciarskim na Palenicy spod cienkiej warstwy białego przebijała ziemia. Z drugiej strony miało to też swoje pozytywy. Miejsce w plecakach, które zwykle w lutym zajmowały raczki, tudzież rakiety śnieżne, można było zagospodarować na ekwipunek innego rodzaju.
    Wędrówkę na Przechybę zaczynamy w centrum Szczawnicy. Zastane w busie mięśnie rozgrzewamy w podejściu na Bryjarkę. Korzystając z dobrodziejstw sezonu, nazwijmy to "bezlistnego", możemy zaobserwować gołoborza andezytowe, które przez większość roku pozostają ukryte za zieloną kotarą. Wierzchołek Bryjarki, położony niedaleko od szlaku jest świetnym punktem widokowym na Szczawnicę. Jedno z najbardziej znanych polskich uzdrowisk rozciąga się pod nami. Podziwiamy także panoramę Małych Pienin wraz z ich kulminacją czyli Wysoką. Uruchamiamy aparaty, klika zdjęć i dalej w drogę. To jeszcze nie czas na odpoczynek. Zmierzamy do dobrze znanej Bacówki pod Bereśnikiem.


    15.02.2014 - "Powalentynki na Przehybie"- (fot. Artur Marć)

    Mijając wysoko położone przysiółki Szczawnicy pasiemy oczy tatrzańskimi panoramami. Łomnica, Lodowy, Durny rozciągają się jak na dłoni. Już wiemy, że ten weekend będzie "górskoudany". A im wyżej, tym panorama się poszerza. Widać nie tylko majestatyczne Tatry, ale też Królową Beskidów (pamiętamy Ci Królowo ten wiatr na zakończenie sezonu 2013), Lubań, gdzie zapewne wkrótce zawitamy realizując projekt "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" i Veterný Vrch (to już z cyklu "terra incognito").
    Bacówka pod Bereśnikiem wita nas przytulną jadalnią, kotami i zdjęciami grupy Monty Python. Chwilę przerwy wykorzystujemy na uzupełnienie płynów i kalorii. Przed schroniskiem spotykamy grupę studentów. Niektórzy z nich mają chyba kłopoty z błędnikiem, prawdopodobnie spowodowane wpływem czynników, nazwijmy to zewnętrznych, które stały się wewnętrznymi. Brać akademicka zamierza zdobyć Przechybę i zejść do Rytra. W duchu życzymy powodzenia. Jeszcze tylko zdjęcie Tatr spod schroniska i już jesteśmy z powrotem na ścieżce i na kursie.
    Nie wiem jak w inne dni bywa ze sprawdzalnością prognoz pogody, ale tej soboty była ona stuprocentowa. W drodze na Przysłop dominuje błękit nieba i biel śniegu. Na nizinach jest przedwiośnie (w lutym!, no ale sorry...) a tutaj zima jak za starych dobrych ubiegłorocznych wędrówek. Zza drzew przebija Skałka i Przechyba, przyozdobiona wątpliwej urody przekaźnikiem, a nam serca zaczynają bić szybciej. I to bynajmniej nie z powodu wysiłku, który jest raczej umiarkowany.


    15.02.2014 - "Powalentynki na Przehybie"- (fot. Artur Marć)

    Na Przysłopie mijamy grupę umundurowanych i uzbrojonych nieco archaicznie mężczyzn. Jak się okazuje to członkowie grupy rekonstrukcyjnej, upamiętniający starcia toczone w tym miejscu w czasie drugiej wojny światowej przez partyzantów AK z Niemcami. Nie możemy oczywiście zmarnować okazji i ustawiamy się do wspólnej fotki. Przełęcz Przysłop to też okazja do zwarcia naszych tzn. ptt-owskich szyków. Zimny wiatr daje sygnał do wymarszu.
    Przy podejściu na Skałkę mijamy jeszcze kilku "rekonstruktorów" tym razem ubranych w mundury niemieckie. Na wszelki wypadek wołamy nicht schliessen, ale to widocznie jakiś pokojowo nastawiony oddział Wehrmachtu, bo przechodzimy obok bez problemów.
    Nasze forpoczty osiągają Schronisko na Przehybie około czternastej. Oczywiście pierwsze kroki kierujemy do schroniskowej jadalni. Schabowy z widokiem na Tatry smakuje jak nigdy. W tzw. międzyczasie poświęconym na konsumpcje schodzą się wszyscy uczestnicy wycieczki.
    Pobliska Radziejowa kusi nas zachodem słońca nad Tatrami. Pobieramy klucze od pokojów by przed wyjściem zrzucić tam plecaki. Otwieram drzwi naszej "trójki" i niemiłe zaskoczenie. Kiedyś Perfect śpiewał "po ulicy miłość hula wiatr". W Schronisku na Przechybie wiatr hula po pokojach. Ale przecież nie od dzisiaj wiadomo, że Polak (i to nie tylko Dariusz) potrafi. Na okno wędruje kołdra, która czasy swej świetności dawno ma za sobą, zaś my spędzimy noc pod śpiworami.


    15.02.2014 - "Powalentynki na Przehybie"- (fot. Artur Marć)

    Zachód słońca nad Tatrami należy niewątpliwie do szczególnych doznań estetycznych. Warto było zdobyć się jeszcze na ten wysiłek. Zwłaszcza, że w drodze na Radziejową dostaliśmy informację o historycznym złocie Zbyszka Bródki w panczenach. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że to dopiero początek dobrej passy w łyżwiarstwie szybkim i ostatecznie w ciągu kilku dni staniemy się potęgą w panczenach, w klasyfikacji medalowej ustępując miejsca jedynie niderlandzkiemu imperium lodowemu.
    Na Radziejowej czeka na nas niespodzianka. Dwoje turystów spotkanych na szczycie okazuje się być członkami ostrowieckiego Oddziału PTT. Szybko nawiązujemy znajomość i cieszymy się, że nowi koledzy również nocują w naszym schronisku. Niestety przyjemność z oglądania zachodu słońca nad Tatrami psuje nam wiatr, który po kwadransie przepędza nas z wieży.
    Dalszą część wieczoru spędzamy w schroniskowej jadalni. Chyba pierwszy raz na naszych weekendowych wycieczkach brakuje nam telewizora. Na szczęście korzystamy z dobrodziejstw telefonii komórkowej i przeprowadzamy bezpośrednią relację z tymi naszymi bliskimi, którzy w domach obserwują zmagania Kamila Stocha na dużej skoczni w Soczi. Oczekiwanie na noty sędziów po skoku naszego mistrza dłuży się niemiłosiernie. Ale po chwili napięcie ustępuje miejsca eksplozji radości. To już drugi złoty medal na igrzyskach zimowych zdobyty dzisiejszego dnia. W górę wędrują kufle ze złotym napojem, a jadalnia długo wybrzmiewa gromkim "Sto lat"...


    15.02.2014 - "Powalentynki na Przehybie"- (fot. Artur Marć)

    Niedzielny poranek wita nas fantastycznym widokiem na pasmo Kralovej Holi w Niżnych Tatrach. Powracają wspomnienia z sierpnia 2012 roku. Tradycyjna jajecznica na śniadanie, fotka przed schroniskiem i wyruszamy znów w stronę Radziejowej. Po raz drugi w ciągu dwóch dni zdobywamy najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Szkoda tylko, że Tatry w niedzielny poranek zasnute są mgłą.
    Na Przełęczy Żłobki przeżywamy déjà vu. Chmury ustępują miejsca lazurowi nieba i znów wędrujemy w bieli i błękicie. Takie życie mniej więcej nam odpowiada, po raz kolejny powtarzamy sobie nasze nieśmiertelne hasło wyjazdowe. Pod naszymi nogami padają kolejno Wielki Rogacz, Obidza i Rozdziele. Spotykamy pierwszych w tym dniu turystów. Są też narciarze śladowi. Dopingujemy jedną z narciarek okrzykami "Justyna, Justyna". Wszak następne igrzyska już za cztery lata, trzeba więc myśleć o następcach Mistrzyni.
    Zejście do Rezerwatu Biała Woda przypomina nam o tegorocznej pogodowej aberracji. Środek lutego, a my w górach zmagamy się z błotem. Krótkie podejście asfaltem i logujemy się do busa. Wcześniej tylko pożegnanie z Kasią i Przemkiem, i jesteśmy już na kursie do Tarnowa.
    Logistyka naszych wyjazdów jak zawsze jest perfekcyjna, więc równo z dzwonkiem o wpół do czwartej meldujemy się na mszy u tarnowskich Filipinów. Zanim spoczniemy w domowych pieleszach wysłuchujemy jeszcze kazania o nauczycielskim trudzie. I tym, nazwijmy to pedagogicznym akcentem, kończymy błękitno-biało-złoty weekend w Beskidzie Sądeckim.

    Artur Marć


    16.02.2014 - "Powalentynki na Przehybie"- (fot. Artur Marć)

  • 08.02.2014 Wycieczka z Bobowej do Gorlic przez Szalową

    Pograniczem Pog. Ciężkowickiego i Besk. Niskiego czyli horror w Szalowej.

    Jeśli ktoś uważa, że wypady na teren bliskich Tarnowowi Pogórzy są mało atrakcyjne, to jest w błędzie. Warto przemierzać Pogórza szczególnie późną jesienią i zimą, kiedy dzień jest krótki, a pogoda nie zawsze sprzyjająca. I nie ma w tym żadnej ujmy, że przewyższenia nie takie jak w leżących bardziej na południe pasmach górskich, bo Ziemia ta ma w sobie wiele uroku i kryje liczne atrakcje, a długość trasy zależy przecież tylko od nas. Dlatego staramy się chłodniejszą porą roku bywać tutaj często, korzystając z dostępnych połączeń koleją i busami. Jak się okazuje, tych możliwości jest całkiem sporo.
    Kolejny już wyjazd był pomyślany jako okazja poznania terenów, przez które przebiega rzadko uczęszczany szlak zielony z Bobowej do Szalowej oraz dalej niebieski do Gorlic.
    Logistyka dojazdu oparta została na porannym pociągu do Krynicy.


    08.02.2014 - Wycieczka z Bobowej do Gorlic przez Szalową - (fot. Janusz Foszcz)

    Tym razem, w odróżnieniu od wycieczki sprzed tygodnia, na tarnowski dworzec zajeżdża nowoczesny skład o nazwie "Jaskółka". W 10-cio osobowym gronie wsiadamy do wygodnego wagonu. Nic nie błyska, nic nie szarpie i nie psuje się jeszcze na peronie, jak to było poprzednio. Punktualnie i komfortowo dojeżdżamy do Bobowej. Tutaj wkraczamy na szlak zielony i obieramy południowo-wschodni kierunek marszu. Wszechobecnym na Pogórzach asfaltem dochodzimy do drogi Jankowa - Stróże, a później grzbietem wzniesienia kierujemy się w stronę wschodnią. Ładnie prezentuje się Rosochatka i Jodłowa Góra, gdzie byliśmy w ubiegłą sobotę; po pewnym czasie okazale zaczyna wyglądać Chełm nad Grybowem. Cały czas kropi lekki deszcz, który nasila się przy zejściu do Szalowej. Miejscowość tę osiągamy po niespełna dwóch godzinach marszu pomimo, że drogowskaz wskazywał czas o godzinę dłuższy. Przechodząc przez Szalową mijamy remizę Ochotniczej Straży Pożarnej. Miejsce to przed zaledwie miesiącem stało się sławne w regionalnych mediach za sprawą beczek z zacierem (ponad 100 litrów), które odkryto w tym właśnie budynku.


    08.02.2014 - Wycieczka z Bobowej do Gorlic przez Szalową - (fot. Janusz Foszcz)

    Zadziałał mechanizm jakiegoś "życzliwego" tutejszego mieszkańca, który sprawę nagłośnił i miejscowa policja odniosła wielki sukces, ujawniając proceder i jego sprawcę, którym okazał się być brat naczelnika OSP, zresztą także strażak - ochotnik.
    Ale mała Szalowa ma coś, czym naprawdę może się poszczycić. Jest to drewniany kościół pw. Św. Michała Archanioła, zbudowany w I połowie XVIII wieku - unikatowy na skalę europejską zabytek barokowej architektury drewnianej. Kościół jest konstrukcji zrębowej, trójnawowy o fasadzie dwuwieżowej. Niedawno został pokryty świeżym drewnem, co nadaje mu niezwykły wygląd. U szczytu fasady, pod małym półokrągłym daszkiem powinna znajdować się słynna rzeźba, przedstawiająca Archanioła Michała depczącego diabła. Rzeźby jednak nie ma, a nadchodzący "tutejszy", obserwując jak robimy sobie fotografie "z flażką" wyjaśnia, że "diabeł" został wzięty do Krakowa do konserwacji. Ten sam dziwny osobnik funduje nam makabryczny żart. Wskazuje kaplicę obok kościoła i zachęca, żeby ją zobaczyć wewnątrz.


    08.02.2014 - Wycieczka z Bobowej do Gorlic przez Szalową - (fot. Janusz Foszcz)

    Po wejściu do środka dostrzegamy leżącą w majestacie śmierci zmarłą, przygotowaną do pochówku. Nikt jakoś nie ma ochoty zostać tu dłużej i pomimo padającego deszczu szybko wracamy na szlak, tym razem niebieski.
    Nadal idziemy w kierunku wschodnim. Deszcz przestaje padać, a Janusz dostrzega nawet "okno pogodowe". Po przecięciu torów galicyjskiej Linii Transwersalnej podchodzimy lasem na długi grzbiet zwany Bucze. Tutaj znowu czeka na nas niespodzianka. Blisko kulminacji wzniesienia, w środku lasu, tuż przy szlaku pali się duże ognisko. Takiej okazji nie można zmarnować, więc zapada szybka decyzja, aby zrobić postój. W trakcie posiłku z lasu wyłania się najpierw starsza kobieta, a później mężczyzna, wyraźnie wyglądający na "tutejszych". Ognisko to ich dzieło. Dwukrotnie przynoszą z lasu naręcza gałęzi i dokładają do ognia, co wydaje się być dla nich celem samym w sobie. Na nas już jednak czas. Głośno obszczekani przez psy z okolicznego domostwa idziemy dalej, wychodząc na widokową grzbietową drogę.


    08.02.2014 - Wycieczka z Bobowej do Gorlic przez Szalową - (fot. Janusz Foszcz)

    Ładnie widać z niej Maślaną Górę i masyw Magury Małastowskiej, a w bliższej perspektywie Łysą Górę - pomimo nazwy częściowo zalesioną.
    Ze szczytu tej ostatniej chwilę oglądamy panoramę widocznych w dole Gorlic, po czym schodzimy w dół przez gorlickie przedmieścia. Po przekroczeniu drogi wylotowej w kierunku Łużnej i Zborowic sprawnie pokonujemy ostatnie dzisiaj podejście na Cmentarną Górę. Na jej szczycie znajduje się monumentalny cmentarz z I wojny światowej, który zwiedzamy. Stąd już niedaleko do centrum Gorlic i dworca autobusowego, na którym kończy się nasza wędrówka. W oczekiwaniu na autobus Voyagera szukamy baru lub restauracji, ale żadnej z tych atrakcji nie ma w pobliżu. Niezrażeni tym posilamy się resztkami zapasów na przystanku. Punktualnie o 15:15 odjeżdżamy w kierunku Tarnowa. Po drodze czeka nas jeszcze wspaniały widok na Biecz, oświetlony promieniami popołudniowego słońca. Przez Binarową, Rzepienniki i Tuchów sprawnie i wygodnie docieramy do Tarnowa.

    Wiesław Izworski


    08.02.2014 - Wycieczka z Bobowej do Gorlic przez Szalową - (fot. Janusz Foszcz)

  • 01.02.2014 Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę

    Z Ptaszkowej do Nowego Sącza czyli... zwarcie na oporach.

    Sobotni poranek. W hallu tarnowskiego dworca kolejowego zebrało się kilkanaście osób. Większość z plecakami i w turystycznym rynsztunku. Za kilka minut nadjedzie bowiem z Krakowa pociąg, zmierzający następnie w kierunku Krynicy. Okazuje się, że mimo mocno zachmurzonego nieba, wśród tarnowian nie brakuje chętnych do aktywnego spędzenia dnia wolnego od pracy. Nasza sześcioosobowa (tym razem całkowicie męska) grupa kupuje bilety do Ptaszkowej i kieruje się na peron. Pociąg wjeżdża zgodnie z rozkładem. Jest prawie pusty więc bez problemów zajmujemy miejsca i rozsiadamy się wygodnie w nagrzanym niczym sauna wagonie. Punktualnie o 7:40 elektryczny zestaw trakcyjny (EN57) rusza. Właściwie to usiłuje ruszyć. Próbie towarzyszy szarpnięcie, trzask i błysk. To koniec - wyrokuje Adam. Dalej nie pojedziemy, jest "zwarcie na oporach" - rozszerza swoją diagnozę nasz kolega, będący największym oddziałowym ekspertem ds. kolejnictwa. Więcej tłumaczyć nie musi. Co trzeci uczestnik dzisiejszego wyjazdu jest przecież dyplomowanym technikiem elektrykiem. "Das Zug ist kaputt" powiedzieliby nasi zachodni sąsiedzi. Mimo to maszynista liczy chyba na cud. Niestety kolejne próby kończą się w podobny sposób jak pierwsza. Po chwili przechodzący korytarzem doświadczony (wracający do domu z nocnej zmiany) maszynista, noszący uroczą ksywkę "Dziadek" potwierdza słowa Adama.


    01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

    Kilka minut później kierownik pociągu zaprasza nas na… peron. Niezawodne PKP podstawią pasażerom nowy skład. Mamy nadzieję, że nastąpi to w miarę szybko. Logistyka wyjazdu jest bowiem dość „napięta” i zbyt duże opóźnienie startu pociągnie za sobą nieodwracalne konsekwencje w postaci kłopotów z powrotem.
    Dzięki nieoczekiwanej przerwie w podróży, na peronie spotykamy turystycznie uzbrojoną ekipę "Mecenasa", planującą przejście z Ciężkowic do Tuchowa. Skoro jest Mecenas, rozglądamy się za Galonem. Nie ma go z nami, to z pewnością wybiera się gdzieś z nimi. Niestety, nikt nie wie co stało się z naszym druhem. Od czego są jednak telefony. Szybko ustalamy, że tę sobotę Galon przeznaczył na regenerację sił po piątkowym… koncercie. W międzyczasie pojawia się sprawny skład. Z niespełna półgodzinnym opóźnieniem opuszczamy Tarnów. Po drodze widzimy, że zima która "niespodziewanie" zaatakowała tydzień temu szybko ustąpiła miejsca przedwiośniu. Śnieg ledwo przykrywa łąki i pola. W niektórych miejscach nie ma go już wcale. A przecież właśnie rozpoczyna się luty. Pociąg jedzie już bez przeszkód i nie powiększa opóźnienia. Co prawda zatrzymuje się jeszcze na podjeździe pod Ptaszkową, ale tylko po to, by wysadzić "Dziadka" pod jego domem. Zasłużeni pracownicy kolei mogą liczyć na specjalne przywileje i szczerze mówiąc jakoś nas to szczególnie nie dziwi. Czujemy nawet jakąś dziwną więź z "Dziadkiem".
    W Ptaszkowej opuszczamy pociąg i schodzimy do drogi biegnącej przez tą miejscowość. Pod koniec grudnia kierowaliśmy stąd swoje kroki ku masywowi Postawnego i Jaworza, dziś pójdziemy w przeciwną stronę. Kierunkowskaz informuje, że od Nowego Sącza dzieli nas 7-7,5 godziny marszu. Jesteśmy jednak przekonani, że ten odcinek uda nam się przejść szybciej.


    01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

    Do odjazdu pociągu z Sącza pozostało nam bowiem niespełna pięć godzin. Trasa ma około 21 kilometrów długości więc ruszamy niezwłocznie. W kilka minut docieramy do zabytkowego, drewnianego, pochodzącego z XVI wieku kościółka. Na skrzyżowaniu dróg obok kościoła stoi cywilny samochód policyjny. Funkcjonariusze zatrzymują kolejne samochody, sprawdzając trzeźwość kierowców. Nas jednak ignorują, więc mimo chęci póki co nie będziemy dmuchać. Całą energię możemy przeznaczyć na marsz. Kierujemy się lekko w górę w stronę drogi krajowej nr 28. Przechodzimy pod wiaduktem kolejowym i naszym oczom ukazuje się Rosochatka (753 m n.p.m.) - najwyższe wzniesienie Pogórza Rożnowskiego będące jednocześnie najwyższym punktem wycieczki. Szlak prowadzi teraz wzdłuż ruchliwej drogi. Na szczęście równolegle do niej poprowadzono chodnik. Za plecami mamy Pasmo Postawnego i Jaworza, a po lewej stronie widać doskonale Pasmo Radziejowej oraz gorczański Lubań. Dochodzimy do miejscowości Cieniawa. Wkrótce szlak skręca w prawo i rozpoczyna się podejście pod Rosochatkę. Zanim wejdziemy do lasu możemy jeszcze pomachać Tatrom, wyłaniającym się gdzieś zza Przehyby. Po godzinie od opuszczenia pociągu stajemy na szczycie Rosochatki. Znajduje się na nim drewniany zadaszony podest pełniący funkcję polowego ołtarza, a także wysoki metalowy krzyż postawiony w 1982 roku. Szczyt jest całkowicie zalesiony, więc po zrobieniu pamiątkowych fotografii szybko zbiegamy w dół. Ścieżkę co chwila przegradzają powalone przez ostatnie wichury świerki. Meandrujemy więc między wiatrołomami niczym rzeka w środkowym lub dolnym biegu.


    01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Adam Tucki)

    Po kilku minutach osiągamy przełęcz między Rosochatką, a Jodłową Górą (715 m n.p.m.). Przebiega przez nią leśna droga łącząca Krużlową z Cieniawą.
    Znowu czeka nas podejście. Sił jednak mamy sporo, wszak za nami niewiele ponad pięć kilometrów marszu. Bez kłopotów osiągamy wierzchołek, który podobnie jak Rosochatka jest całkowicie zalesiony. Nie zatrzymujemy się więc wcale, wiedząc, że za kilkaset metrów wyjdziemy na podszczytową widokową polanę. Przy niej nowa, wykonana przez Lasy Państwowe drewniana wiata informująca turystów, że dotarli właśnie w rejon rezerwatu przyrody "Cisy w Mogilnie". Widok z polany naprawdę imponujący. Pasmo Radziejowej, Tatry, Gorce i Beskid Wyspowy. Mimo, iż dość mocno wieje, robimy sobie tutaj krótką przerwę. Kanapki, banany, gorąca herbata, nalewka z pigwy oraz gorzka czekolada stanowią plenerowe menu. Zza chmur wychodzi słońce, ale podmuchy wiatru skutecznie osłabiają jego działanie. Aby zbytnio się nie wychłodzić ruszamy dalej. Mijamy pomnik poświęcony Partyzantom Ziemi Sądeckiej i podążamy w stronę Paszyna. Na grzbiecie pojawiają się pierwsze domy. W związku z tym wkraczamy też na asfalt. Wytracamy wysokość schodząc do doliny Łubinki. I znowu niebieskie znaki prowadzą nas w górę. Robi się coraz cieplej. Śniegu też coraz mniej. Na grzbiecie nad Koniuszową okazuje się, że szlak, którym od kilku godzin wędrujemy, nosi (od września 2012 r.) imię generała Franciszka Gągora - szefa Sztabu Generalnego WP. Generał, będący jedną z ofiar katastrofy smoleńskiej urodził się właśnie w Koniuszowej. Asfaltowy odcinek szlaku kończy się (na chwilę) za Boguszową, w dolinie potoku Lubinka.


    01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

    Leśna i bardzo błotnista (jak na luty przystało) ścieżka prowadzi stromo w stronę Mużenia (450 m n.p.m.) - ostatniego wzniesienia na naszej trasie. Na jego wierzchołku stoi maszt telewizyjny. Rozlega się stąd ładny widok. Przede wszystkim na Nowy Sącz.
    Przy murowanej kapliczce szlak niebieski krzyżuje się ze szlakiem zielonym. Ten ostatni (prowadzący z Kamionki Wielkiej na Dąbrowską Górę) został wyznakowany przez sądecki oddział PTT. Dzięki resztkom śniegu na pobliskiej polance doprowadzamy nasze obuwie do "zimowego" wyglądu. Trudno bowiem pokazać się w zabłoconych kamaszach w zaprzyjaźnionym mieście. A okazji do pobrudzenia już nie będzie, bowiem dróżka zrobiła się znowu asfaltowa.
    Do odjazdu pociągu pozostała jeszcze godzina i dwadzieścia minut. Jesteśmy pewni, że w tym czasie spokojnie dotrzemy do dworca kolejowego w Nowym Sączu. Do przejścia mamy nieco ponad cztery kilometry. Niebo stało się zupełnie bezchmurne. W wiosennej atmosferze wędrujemy przez sądeckie ulice. Rzadko mamy okazję to czynić. Zwykle przemieszczamy się tutaj samochodami lub busem, w drodze w nieco wyższe góry. Od czasu do czasu taki spacer może być jednak przyjemnością. Kiedy kilka minut po drugiej docieramy do dworca, pociąg już stoi na peronie. To taka niespodzianka od PKP bowiem planowy odjazd przewidziany jest za dwadzieścia pięć minut. Zanim wyruszymy w podróż, zdążymy jeszcze w ciepłym wagonie uzupełnić brakujące kalorie. Tym razem wszystko poszło gładko i "zwarcia na oporach" nie było. Była za to satysfakcja z dobrze wykonanej kolejnej górskiej roboty.

    Janusz Foszcz


    01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

  • "Co Słychać?" - Nr 2 (266) / 2013

    Drugi w tym roku numer "Co słychać?", który właśnie oddajemy w Wasze ręce przynosi nam tradycyjnie sporo wieści z działań zarówno Zarządu Głównego PTT, jak i Oddziałów. Już pierwsza strona dostarcza nam informacji o pięknym jubileuszu X-lecia Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim autorstwa Grażyny Jedlikowskiej. Działalność związaną z Zarządem Głównym w trzech tekstach przybliża nam Tomasz Kwiatkowski pisząc o posiedzeniu ZG PTT, rozstrzygnięciu konkursu na artykuł do 21. tomu "Pamiętnika PTT" oraz informacji o staraniach o uznanie górnej i pośredniej stacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch za zabytki, a także Nikodem Frodyma informujący o podpisaniu oficjalnej współpracy z Jednostką Wojskową Nr 4658 w Krakowie-Balicach. Wśród wieści z Oddziałów znajdziemy apel Szymona Barona o głosowanie na koziańskiego platana w konkursie na Europejskie Drzewo Roku 2013, relację Joanny Król z kuligu zorganizowanego w Łabowej dla dzieci oraz zaproszenie do udziału w IV Ponadgimnazjalnym Międzyszkolnym Konkursie Wiedzy o Górach w Tarnowie organizowanym przez nasz Oddział PTT.
    W numerze znajdziemy także tekst Józefa Durdena pt. "Portret Walerego Goetla, działacza turystyki ze smugą cienia", relację Janiny Mikołajczyk z amerykańskiej Doliny Śmierci, a także artykuł Anety Wałęgi pt. "Moje Tatry". Całość uzupełnia kolejny esej Bartłomieja G. Sali, tym razem poświęcony Pieninom oraz tradycyjny apel o przekazanie 1% podatku na rzecz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.

    Życzymy przyjemnej lektury! (pobierz -> 2,75 MB)

  • 20.02.2013 - Spotkanie z ks. Arkiem Nowakiem

    "Między niebem, a piekłem" - Spotkanie z misjonarzem z Afryki...

    W środę 20 lutego 2013 roku Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie gościł misjonarza pracującego w Afryce, księdza Arka Nowaka. Nasze spotkanie z wyjątkowym gościem, który przybył z serca Tanzanii, z diecezji Arusha, rozpoczął Janusz Foszcz, który wraz z częścią ekipy PTT odwiedził ks. Arka w misji afrykańskiej. (Relacja z tej wyprawy ukaże się w najbliższym, drugim już numerze kwartalnika "Tarnowska Perć"). Oczekiwanie na opowieści z dalekiego kraju, poprzedziła romantyczna melodia w tle przygotowanych przez naszego gościa slajdów. Przenieśliśmy się na dwie godziny do kraju, zakochanego w Afryce i Masajach misjonarza. Naszym oczom ukazała się bajkowa sceneria. Kolorowo ubrane Afrykanki z wymyślną biżuterią, roześmiane dzieci, domy ulepione z gliny i innych trwałych materiałów. Z punktu widzenia Europejczyka, czas zatrzymał się w masajskich wioskach na stałe, a oni wbrew naszej cywilizacji są szczęśliwi. Ksiądz Arek z pasją opowiadał o swojej misji i powołaniu, które realizuje w Tanzanii, w miejscu, które posiada od lat ustalone prawa, zwyczaje i swoją kulturę. Jeden z przykładów, które przytoczył był o rytualnym przeistoczeniu się chłopców w mężczyzn. Poddawani obrzezaniu, podczas którego zabroniony jest grymas bólu na twarzy, w oczach Wodza i całej wioski stają się mężczyznami. Przywilejem grupy jest ochrona domostw i ich mieszkańców czy polowanie i zapewnienie żywności swoim bliskim.


    20.02.2013 - Spotkanie z ks. Arkiem Nowakiem - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Kobiety realizują się w wychowaniu dzieci, pielęgnując ognisko domowe. Wcześnie kończą edukację, gdyż są sprzedawane przez ojców, często za krowę czy inne dobra, mężczyźnie. Zdolne i ambitne młode Afrykanki, bez możliwości rozwoju intelektualnego, muszą zgodnie z wolą ojca wieść życie rodzinne. Jak mówił ksiądz Arek, dziewczyna bez potomstwa uznawana jest za gorszą lub czarownicę.
    Przygód samemu misjonarzowi nie brakuje… pewnego razu przejeżdżając z wioski do wioski motorem, z opony uszło powietrze, a pompka, która była przy pojeździe zamontowana, odmówiła posłuszeństwa. Pozostawił motor w buszu i sam przeszedł do najbliższej drogi, by tam znaleźć pomoc i wrócić po sprzęt. Napotkany kierowca samochodu i jego pasażerowie chętnie pomogli księdzu, chociaż sami nie posiadali pompki, jednak ze swojego koła zapasowego przetłoczyli powietrze do koła z motoru. Misjonarz mógł odjechać w dalszą podróż. Przybywając do wioski zapytał przedstawiciela małej społeczności o nocleg, ten jednak wskazał mu drogę do hotelu dla białych. Jednak biały ksiądz, nie jest gościem w Afryce, a częścią wspólnoty plemienia, po przedstawieniu się i wymienieniu nazwy grupy, do której przynależy, został zaproszony na nocleg do najważniejszego człowieka w wiosce. Na kolejnym zdjęciu wyrosło ogromne drzewo, znane nam z lekcji geografii o wdzięcznej nazwie Baobab. Ksiądz Arek na swoim blogu www.oplutyprzezboga.dbv.pl pisze o tym drzewie tak:


    20.02.2013 - Spotkanie z ks. Arkiem Nowakiem - (fot. Artur Marć)

    "Baobab... Legenda głosi, że Bóg sadząc drzewa pomylił się i posadził to drzewo "do góry nogami". To dla mnie najwspanialszy kościół, z którym nawet piękne katedry nie mogą się równać. W paru miejscach na naszej parafii to właśnie one, baobaby stały się miejscem celebracji eucharystii. To potężne drzewo dotyka nieba. Rozłożyste konary zdają się zatrzymywać w sobie błękit, tworząc niepowtarzalną sieć sklepienia. "Ściany" zapisane freskami historii i poszukiwania. Potrzeba może 15-20 osób by "objąć" to Piękno. Dawnymi czasy były one miejscem schronienia dla ludzi ze względu na pień pusty w środku. Obecnie często w jego wnętrzu zamieszkują... pszczoły. I tak to potężne drzewo staje się obrazem ludzkości. Pozory często mylą... Zdarza się, że to co wydaje nam się silne, potężne "z daleka", tak na prawdę w środku jest puste, jak baobab. Ale tę pustkę w człowieku wybrał Bóg, by ją zamieszkać. I jak pszczoła w baobabie tak On rozlewa w każdym człowieku swą słodycz. Należy jednak się wspiąć, zaryzykować, spotkać człowieka. Moja msza w cieniu drzewa... Spotkanie Boga i człowieka. Czasami zrywa się wiatr, czasami pojawiają się chmury. Ludzie się zmieniają a one, drzewa, wciąż są świadkami naszych spotkań z Nim. Na drzewie umarł Jezus i pewnie w cieniu drzewa na świat przyszedł. Posłuchajmy co chcą nam powiedzieć drzewa... co chce nam powiedzieć Afryka. Zapraszam wszystkich na wspólne wędrowanie i próbę piękna. Tego w drugim człowieku i zachwytami Afryki. Arkadiusz sma”


    20.02.2013 - Spotkanie z ks. Arkiem Nowakiem - (fot. Artur Marć)

    Zdjęcia ukazały nam piękno Czarnego Lądu, różnorodność barw i roślinności. Bliżej nam teraz do zachwytu nad roztańczonym i głośnym domem misjonarza. Budynki misji przypominają styl naszych projektów, z placem zabaw dla dzieci.
    Po prezentacji zdjęć i pasjonujących opowieści, wybraliśmy się w podróż z księdzem Arkiem na Kilimandżaro. Prowadził nas krok za krokiem w autorskich filmach z drogi na szczyt sławnej góry. Dzieląc się z nami swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, filmował dla nas pasjonatów gór, otoczenie, które zmieniało się wraz z wysokością nad poziomem morza. Przyszedł czas pożegnania z naszym gościem, pamiątkowe prezenty i zdjęcie przekazaliśmy w ręce księdza Arka Nowaka. Księdza, który może być przykładem dla wielu powołanych i dla nas świeckich. Skromny, a zarazem mocny Duchem Bożym, misjonarz z powołania przez Boga i kroczący Jego ścieżkami. Oddany Afryce i ludziom. Dziękujemy księże za dar obecności między nami i za nadzieję, że w tych trudnych czasach Kościoła, jest ktoś, kto idzie pod prąd, stawia sobie wymagania i za najwyższą wartość i sens życia obrał podróż ścieżkami wiary do Boga.

    Kinga Buras


    20.02.2013 - Spotkanie z ks. Arkiem Nowakiem - (fot. Artur Marć)

  • 09-10.02.2013 - Ostatki na Niemcowej

    Ostatki na Niemcowej czyli na białej ścieżce...

    Chatka pod Niemcową (właściwie pod Trześniowym Groniem). Jeden z najbardziej lubianych przez nas beskidzkich zakątków. Miejsce, gdzie czas jakby się zatrzymał. Przechodzimy obok przynajmniej kilka razy w roku, zwykle zatrzymując się choćby na moment, by za chwilę podążyć dalej w stronę Rogacza bądź Rytra. Sytuacja zmienia się jednak, kiedy nadchodzi zima, a wraz z nią długie wieczory. Wtedy zazwyczaj mamy nieodpartą chęć spędzić w chatce całą noc, pragnąc poczuć chociaż namiastkę dawnych turystycznych noclegów. Jest jednak jeden warunek. Sygnał musi wysłać nam sama przyroda. Z niecierpliwością czekamy więc, aż okolica przykryje się sporą warstwą białego puchu. W tym roku musieliśmy czekać dość długo. Pierwszy termin (początek stycznia) wykluczył się sam z oczywistych powodów. Sytuacja śniegowa uległa zdecydowanej poprawie w czasie ferii, ale wtedy znowu uczestnicy rozjechali się tu i ówdzie. W ten sposób w lutym powstał nowy plan zatytułowany "Ostatki na Niemcowej". I gdy wszystkim wydawało się, że i on spali na panewce, zaczęło sypać. Dopiero od czwartku co prawda, ale za to jak! Z godziny na godzinę za oknami rosła "biała pierzynka". Jednym słowem prawdziwy "tłusty czwartek". Kolejne porcje zjadanych pączków miały proste zadanie - skumulować energię na sobotę. Miasto lekko sparaliżowane, a w górach? Gdzieś pod Przehybą akcja goprowców. Dwoje turystów uwięzionych na szlaku. Zaspy sięgają gdzie niegdzie dwóch metrów. W piątek czas w pracy wlecze się niesamowicie. Nie wiedzieć czemu wzrok ciągle ucieka za okno. Ostatnie zakupy spożywcze i szybkie wieczorne pakowanie. Pobudka i śniadanie. Termos z gorącą herbatą oraz wysokokaloryczne kanapki lądują w plecaku. Dorzucam jeszcze dwie tabliczki czekolady i osiągam pełną gotowość startową. Kilkanaście minut później melduję się na dworcu. Pociąg opóźniony jedynie 2 minuty. W nim podróżują już Darek i Leszek. Brakuje jeszcze jednej osoby. Nie wpadamy jednak w panikę. Wszak dobrze wiemy, że już na nas czeka… na całkowicie zasypanym śniegiem peronie w Gromniku. Boguś (bo to o nim mowa) sprawnie przedziera się do drzwi wejściowych i wkracza do wagonu, rozsiadając się wygodnie wśród nas. Jeszcze w czasie jazdy dokonujemy korekty planowanej na dziś trasy. Wejście na Eliaszówkę zostawiamy sobie na inny termin.


    09.02.2013 - "Ostatki na Niemcowej" - (fot. Piotr Biś)

    Do chatki powędrujemy żółtym szlakiem prosto ze stacji w Piwnicznej Zdroju. Wkrótce przekonamy się, że decyzja była w stu procentach słuszna. Do osiedla Bziniaki ślad "założył" nam pług, działający tam w ramach realizowania przez gminę zadań własnych. Wysokość zasp przy drodze była jednak doskonałym wskaźnikiem, czekających nas wyżej atrakcji. Zdobycze cywilizacji musiały się wreszcie skończyć. Brodząc w śniegu zdobywamy Kamienny Groń. Dodatkowo z nieba zaczynają spadać na nas kolejne płatki. Powoli posuwamy się w stronę kapliczki na Wyżniej Polanie pod Niemcową. Wokół biała pustynia. Ławki przy kapliczce zasypane całkowicie. Widoki też mocno ograniczone. Szkoda, bo miejsce to słynie ze znakomitej panoramy. Chwila odpoczynku i ruszamy dalej. Za moment opuszczamy szlak i trawersujemy Trześniowy Groń, zmierzając wprost w kierunku chatki. Po kilku minutach jesteśmy przy niej. Wita nas pomocnik chatara (opiekuna chatki). Zarezerwowane przez nas wcześniej pomieszczenie zwane "Stajenką" jest do naszej dyspozycji. Klimatyzacja działa bez zarzutu. Temperatura w środku oscyluje koło zera. Ale od czego jest piec i drewno. Najpierw jednak uzupełniamy stracone po drodze kalorie. Potem dzielimy się na grupy i przypominamy sobie prehistoryczny podział pracy. Leszek z Bogusiem zajmują się obsługą pieca. Zachęcają tym samym kilka osób do pozostania z nimi i prowadzenia zajęć stacjonarnych. Złożona z pięciu ochotników grupa szturmowa w tym samym czasie opuszcza chatkowe pielesze, udając się w stronę Wielkiego Rogacza, z zadaniem przetarcia ścieżki i założenia śladu na jutrzejszy ranek. Początek jest nawet niezły. Do polany Kramarka wąska ścieżka w śniegu jest tylko lekko przysypana świeżym opadem. Potem, na Głównym Szlaku Beskidzkim zaczynają się prawdziwe zaspy. Pogarszają się też warunki pogodowe. Wiatr zacina w twarz drobnym śniegiem. Nic nie może nas jednak powstrzymać. Przecież zadanie należy wykonać. Zmieniamy się zatem na prowadzeniu i już po niespełna dwóch godzinach (w warunkach letnich ten odcinek zajmuje nam ok. 45 min.) stajemy na Wielkim Rogaczu. Na zdobycie Radziejowej nie ma już czasu. Czas wracać do bazy. Droga powrotna zabiera nam już tylko godzinę, mimo iż w niektórych miejscach wiatr zdążył zasypać już nasze ślady. Po drodze "zgarniamy" jeszcze grupę harcerzy, którzy mają problem z odnalezieniem zejścia do chatki.


    10.02.2013 - "Ostatki na Niemcowej" - (fot. Artur Marć)

    Tymczasem ostatnie trzysta metrów to prawie autostrada. Piotrek wraz z Bogusiem testowali tam bowiem przed chwilą rakiety śnieżne.
    A w "Stajence" atmosfera ostatkowa i temperatura już zdecydowanie się podniosła, chociaż do komfortu brakuje jeszcze nieco. Stół bogato zastawiony wszelkimi dobrami spożywczymi. Dokładamy swoje co nieco. W świecznikach płoną świeczki. Na piecu czajnik z wodą i coś jeszcze. Wkrótce tajemnica znajduje swoje rozwiązanie. Ledwo zasiadamy przy stole, a w naszych rękach lądują kubki z grzanym winem z dodatkami w postaci cząstek pomarańczy, goździków i innych przypraw. Przyjaciele z "grupy bazowej" również nie marnowali czasu. To widać na pierwszy rzut nawet niewprawnego oka. Z głośnika podpiętego do telefonu komórkowego sączy się stary i dobry polski rock lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku. To atrakcja, o którą zadbał DJ Wisior. DJ Leszek ma też swoje pięć minut. W tym przypadku repertuar jest uboższy, ale zdecydowanie nowszy (w zasadzie najnowszy). Chociaż czy lepszy? To zapewne kwestia gustu. A o nim nie będziemy dyskutować. Tymczasem na zewnątrz temperatura spada już do minus dziesięciu stopni. Śnieg pada coraz mocniej. Z oglądania gwiazd nic nie wyjdzie, ale nastrój mamy wyborny. Są nawet tańce. Ostatnia sobota karnawału powoli dobiega końca. Kończą się też nasze rozmowy. Słychać odgłos rozsuwanych kolejno zamków śpiworów. Jest jednak tak ciepło, że niektórzy nie decydują się nawet na ich ponowne zasunięcie, traktując je raczej jako kołdrę.
    Niedzielna pobudka wcześniejsza niż zwykle. O siódmej w domku chatara Jurka zwanego też Harisem, ksiądz Robert odprawia Mszę świętą. Z wiadomych względów na tradycyjną niedzielną jajecznicę nie mamy co liczyć. Znowu "posiłkujemy się" przyniesionym z nizin prowiantem. Robert, Boguś i Piotrek, ze względu na obowiązki (zawodowo-rodzinne) zbiegają do Kosarzysk. My sprzątamy nasz pokoik i dwadzieścia po ósmej ruszamy wytyczoną wczoraj ścieżką na Rogacza.


    10.02.2013 - "Ostatki na Niemcowej" - (fot. Artur Marć)

    Wiatr i świeży śnieg zrobiły swoje. W wielu miejscach nowe zaspy, ale od czasu do czasu przemieszczamy się też sobotnim "korytkiem". Po dziesiątej stajemy na wierzchołku. Pamiątkowe wspólne fotki i kolejny podział. Jedna grupa (dowodzona przez Basię) obiera kurs do bacówki na Obidzy, druga (Artur, Darek i ja) pragnie zmierzyć się jeszcze z Radziejową. I znowu zaspy. Gdzie niegdzie wykorzystujemy ślad pozostawiony najprawdopodobniej w piątek przez śnieżny skuter. Mijamy przełęcz Żłobki i rozpoczynamy podejście na szczyt. Sceneria bajkowa. Potężne czapy śniegu przykryły świerki. Wokół cisza. Po czterdziestu minutach (od opuszczenia Rogacza) stajemy na najwyższym szczycie Beskidu Sądeckiego. Dziewiczy śnieg przekonuje nas, że wczoraj i dziś nie było tutaj nikogo. Dokumentujemy zdobycz, uzupełniamy kalorie i zaczynamy zejście. Schodząc z Rogacza spotykamy pierwszych turystów. Mocno rozciągniętą grupę stanowią członkowie zaprzyjaźnionego z nami Oddziału PTT "Beskid" w Nowym Sączu. Tradycyjnie w lutym przewodnicy z PTT organizują swoje rocznicowe, zimowe wejście na Radziejową "na krechę". Idą z Jaworek i widać to dobrze po nieco zmęczonych już u niektórych twarzach. Z zadowoleniem przyjmują fakt, że drogę na szczyt mają już wyznakowaną w śniegu.
    Nam do bacówki pozostaje jeszcze nieco ponad dwa kilometry. Tam oczekują nas Basia, Sylwia, Jarek, Leszek i Wisior. Jeszcze pół godziny i meldujemy wykonanie kolejnego zadania. Bacówkowe przysmaki z menu, w zależności od indywidualnych upodobań trafiają w zmaterializowanej formie na stoły. W wysokich szklankach obowiązkowy chmielowy napój. Czas szybko płynie i niespełna dwugodzinna przerwa obiadowa musi dobiec końca. Ostatni pieszy etap weekendu stanowi zejście przez Suchą Dolinę do Kosarzysk. Stamtąd zamówionym wcześniej busikiem dojeżdżamy do rynku w Piwnicznej. Zanim wsiądziemy do pociągu zdążymy jeszcze "Pod Kasztanami" wypić herbatę, kawę lub sok patrząc jednym okiem na rozgrywany w ramach Mistrzostw Świata w biathlonie, męski bieg na dochodzenie. My też w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin mogliśmy się zdrowo "dochodzić" po białych ścieżkach Beskidu Sądeckiego. Ale to przecież lubimy robić najbardziej…

    Janusz Foszcz


    10.02.2013 - "Ostatki na Niemcowej" - (fot. Dariusz Polak)

  • "Między niebem a piekłem" - Spotkanie z ks. A.Nowakiem

                      .                .                                               .        .      . .                          .                             .                         


  • Wyprawa w góry Afryki do Kenii i Tanzanii

    11 lutego 2012 roku ośmioro członków naszego oddziału (Piotr Bodzioch, Piotr Fido, Janusz Foszcz, Bogusław i Halina Furtek, Barbara Kasperek, Andrzej Piątek oraz ks. Robert Piechnik) wyruszyło na wyprawę w najwyższe góry Afryki. W jej trakcie uczestnicy dotrą do Kenii i Tanzanii. Będąc w Kenii zamierzają wejść na Point Lenana – jeden z wierzchołków góry Mount Kenya, będącej najwyższym wzniesieniem tego kraju, a jednocześnie drugim pod względem wysokości szczytem kontynentu. Następnie przeniosą się do Tanzanii, gdzie chcą zdobyć Kilimandżaro. W czasie wyjazdu grupa planuje również spotkania z polskimi misjonarzami pracującymi w obydwu krajach. Powrót do kraju planowany jest 28 lutego.
    Honorowy patronat nad wyprawą objął Prezydent Miasta Tarnowa Pan Ryszard Ścigała, a patronat medialny sprawują  Radio RDN Małopolska oraz Gazeta Krakowska.


    11.02.2012 - Msza Św. przed wyruszeniem na wyprawę u xx. Filipinów w Tarnowie
    (fot. Jerzy Zieliński)

  • 02.03.2012 Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze

    Zarząd Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie zwołuje na dzień 2 marca 2012 r. (piątek)

    Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze Członków Oddziału

    Zgromadzenie odbędzie się w lokalu Oddziału w Tarnowie przy ul. Piłsudskiego 9. Początek zgromadzenia o godz. 17:00.
    W przypadku nieobecności w pierwszym terminie więcej niż połowy członków uprawnionych do głosowania, zgromadzenie rozpocznie się w drugim terminie o godz. 17:15, a uchwały będą ważne bez względu na liczbę członków obecnych na zgromadzeniu.


    Proponowany porządek obrad:
    1. Otwarcie zgromadzenia i wybór przewodniczącego oraz sekretarza zgromadzenia
    2. Uchwalenie porządku obrad
    3. Przyjęcie protokołów z walnego zgromadzenia sprawozdawczo-wyborczego (27.02.2009) i nadzwyczajnego walnego zgromadzenia (08.09.2010)
    4. Wybór Komisji Mandatowo-Skrutacyjnej
    5. Sprawozdanie ustępujących władz Oddziału: Zarządu, Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego
    6. Dyskusja nad sprawozdaniami
    7. Głosowanie wniosku o udzielenie absolutorium ustępującemu Zarządowi Oddziału
    8. Program działania Oddziału na lata 2012-2015
    9. Wybory nowych władz Oddziału: Prezesa, Zarządu, Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego
    10. Wolne wnioski
    11. Zakończenie zgromadzenia

    Prosimy o niezawodne i punktualne przybycie. Oczekujemy na zgłoszenia kandydatów na Prezesa i do Zarządu Oddziału, a także do Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego na kadencję 2012-2015. Oczekujemy również na propozycje wniosków do uchwalenia przez Walne Zgromadzenie oraz propozycje do programu działania na lata 2012-2015.
    Informujemy, że sprawozdania merytoryczne i finansowe Oddziału oraz protokoły z Walnych Zgromadzeń zostaną udostępnione do wglądu w lokalu Oddziału podczas środowego spotkania w dniu 15 lutego 2012 r.

  • II Ponadgimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach za nami

    W dniu 23 lutego 2011 roku nasz Oddział wraz ze Społecznym Gimnazjum Matematyczno – Przyrodniczym STO w Tarnowie  zorganizował drugą edycję Konkursu Wiedzy o Górach, przeznaczonego dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Odbyła się ona w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie. Podobnie jak w ubiegłym roku patronat nad imprezą objęło Starostwo Powiatowe w Tarnowie. Do konkursowych zmagań przystąpiło 12 trzyosobowych zespołów reprezentujących szkoły ponadgimnazjalne z Tarnowa, powiatu tarnowskiego, a także z Myślenic i Sandomierza. Uczestnicy musieli zmierzyć się z trwającym sześćdziesiąt minut trudnym testem poświęconym tym razem Beskidowi Wyspowemu.Pytania obejmowały bardzo szeroki zakres wiedzy i dotyczyły m.in. topografii, historii, przyrody, hydrologii czy geologii tego pasma. Zostały one przygotowane przez zespół przewodników beskidzkich, który pełnił jednocześnie rolę jury konkursu. Jego przewodniczącą była Teresa Dumańska, a w skład wchodzili ponadto: Renata Gruca-Nowak, Bożena Anna Madeja, Bogusław Furtek, Jerzy Zieliński i Janusz Foszcz.


    23.02.2011 - II Ponadgimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach - Beskid Wyspowy
    (fot. Jerzy Zieliński)

    Po poprawieniu wszystkich prac, okazało się, że zwycięzcą konkursu został (tak samo jak w pierwszej edycji) Michał Kania – uczeń III LO im. A. Mickiewicza w Tarnowie. Wyprzedził on Patryka Stańczyka i Krzysztofa Mężyka, reprezentujących LO im. M. Kopernika w Tuchowie. Czwarte miejsce przypadło Wiktorowi Ostrowskiemu z I LO im. T. Kościuszki w Myślenicach zaś piąte Bartłomiejowi Nalepce - kolejnemu przedstawicielowi tuchowskiego liceum. W klasyfikacji drużynowej bezdyskusyjne zwycięstwo przypadło właśnie tuchowianom. Na kolejnych miejscach uplasowały się drużyny ze wspomnianego już liceum w Myślenicach oraz z Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych im. I.J. Paderewskiego z Ciężkowic. Najlepszy tarnowski zespół – III LO uplasował się tuż za podium. Zwycięzcy otrzymali pamiątkowe puchary, dyplomy, przewodniki, mapy i książki, a także cenne nagrody rzeczowe związane z turystyką górską. Zostały one ufundowane przez Starostwo Powiatowe w Tarnowie, Urząd Miasta Tarnowa, wydawnictwa Bezdroża i Compass oraz Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Ponadto wszyscy uczestnicy wraz z jury otrzymali wartościowe upominki przygotowane przez Gminę Mszana Dolna. Salę, w której przeprowadzono konkurs udostępnił bezpłatnie tarnowski ODN. Kolejna edycja konkursu za rok.

    Janusz Foszcz


    23.02.2011 - II Ponadgimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach - Beskid Wyspowy
    (fot. Jerzy Zieliński)

    >>>Galeria zdjęć z Konkursu<<<

  • I Ponadgimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach - "Gorce"

    W dniu 25 lutego 2010 roku w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie odbył się I Ponadgimnazjalny Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach. Jego organizatorami było Społeczne Gimnazjum Matematyczno – Przyrodnicze STO w Tarnowie, a także tarnowski Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Do konkursu, nad którym patronat objęło Starostwo Powiatowe w Tarnowie zgłosiło się osiem trzyosobowych zespołów, reprezentujących szkoły ponadgimnazjalne z Tarnowa i powiatu tarnowskiego. W czasie trwającego 60 minut testu uczestnicy musieli wykazać się szczegółową wiedzą dotyczącą Gorców. Pytania obejmowały m.in. topografię, geologię, historię i hydrologię tego pasma. Zostały one przygotowane przez zespół przewodników beskidzkich, który równocześnie pełnił rolę jury konkursu. Zwycięzcą imprezy został Michał Kania, uczeń I klasy III Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie. Wyprzedził on swoją szkolną koleżankę Katarzynę Liro oraz Jakuba Pytkę, reprezentującego I Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie. Czwarte miejsce przypadło ex equo Krzysztofowi Mężykowi z Liceum im. M. Kopernika w Tuchowie, a także Joannie Bieś z tarnowskiego III LO.


    25.02.2010 - I Ponadgimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach "Gorce" - (fot. Jerzy Zieliński)


    W klasyfikacji drużynowej zwyciężyła również ekipa III LO, wyprzedzając wspomniane już LO z Tuchowa oraz drużynę I LO z Tarnowa. Zwycięzcy otrzymali pamiątkowe puchary, dyplomy, przewodniki, a także cenne nagrody rzeczowe. Zostały one ufundowane przez Starostwo Powiatowe w Tarnowie, Urząd Miasta Tarnowa, Wydawnictwo Bezdroża i Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Sale, w których przeprowadzono konkurs udostępnił bezpłatnie Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie. Organizatorzy chcą by konkurs stał się imprezą coroczną, poświęconą każdorazowo innemu pasmu polskich gór.

    Janusz Foszcz


    25.02.2010 - Laureaci Konkursu z organizatorami - (fot. Jerzy Zieliński)

    >>>Zobacz Test z Punktacją<<<

  • 13-14.02.2010 Walentynki na Babiej Górze

    Królowa Beskidów zimą? Już samo to wystarczyłoby, żeby w lutowy poranek wstać wcześnie i przebyć te sto kilkadziesiąt kilometrów dzielących Tarnów od masywu Babiej Góry. A gdy dołożymy jeszcze do tego chęć pochodzenia na rakietach śnieżnych, nocleg w najnowszym w Polsce schronisku i... Walentynki w gronie przyjaciół, wszystko stanie się jasne...
    Pomimo ciężkich, niskich chmur i padającego śniegu wyruszamy więc busem w kierunku Zawoi. Po ponad trzech godzinach docieramy na Krowiarki. Wysiadamy na parkingu, a śnieg nadal prószy. Wężykiem (gęsiego) idziemy ostro pod górę. Szybko nabieramy wysokości, odnosząc wrażenie, że staje się coraz jaśniej. Po kilkudziesięciu minutach odpoczywamy na Sokolicy. Panorama jest jednak mocno ograniczona i znowu musimy użyć wyobraźni. Kilka łyków herbaty i dalej w drogę. Mgła w dalszym ciągu skutecznie ogranicza widoczność, ale dzięki temu nie musimy się zatrzymywać. Tym bardziej, że (jak to zwykle jest na grani Babiej Góry) pojawia się coraz silniejszy wiatr, zacinający z boku drobnym, zmrożonym śniegiem. Po godzinie meldujemy się na szczycie. Warunki prawie ekstremalne, ale śnieg wywiany. Wiatr i chłód skracają (do niezbędnego minimum) nasz pobyt na Diablaku. W wigilię Święta Zakochanych, królowa pokazuje swoje groźne oblicze. Ale w końcu jest zima więc (jak mówi klasyk) musi być zimno. Teraz musimy zejść na Bronę, a w tych warunkach nie jest to niestety "bułka z masłem". W dobrym TOWARZYSTWIE nie można jednak zejść na manowce, więc po chwili stajemy na przełęczy. Po krótkiej naradzie i oszacowaniu swoich sił postanawiamy zejść do schroniska… no, może nie od razu. Po drodze wchodzimy jeszcze na Małą Babią Górę i podążamy na Żywieckie Rozstaje. Ponieważ myślimy już o niedzielnej wycieczce, przecieramy sobie stąd szlak na Markowe Szczawiny. Powoli wychodzi zmęczenie, ale cel coraz bliżej.
    Jeszcze niedawno byłoby to najstarsze polskie, beskidzkie schronisko. Dzisiaj niestety nie ma po nim już śladu. O, przepraszam..., jest ślad w postaci sterty belek (które podobno nadają się już tylko na spalenie). Tak kończy się historia tego szczególnego (dla prawdziwych turystów) obiektu. Wielka szkoda. A przecież były plany, by postawić je "na nowo", na przykład w skansenie w Zubrzycy. Jak to często bywa, skończyło się na planach... Obecnie na Markowych Szczawinach króluje "nowe". Brak jednak starej, dobrej atmosfery. Obsługa też "jakaś nie taka" (może gorszy dzień?, może długi brak słońca?). I mimo, że od chwili oddania schroniska do użytku nie minęły jeszcze trzy miesiące, widać już pewne niedoskonałości projektowo – wykonawcze. Ale dość narzekań. Atmosferę stworzyliśmy sobie sami. I chociaż nie dane nam było obejrzeć "srebrnych skoków" Adasia (telewizor był trudno dostępny - tylko dla wybranych) to wieczór minął wspaniale.
    Niedzielny poranek rozpoczęła (pierwsza w tym sezonie) schroniskowa Msza Święta. Później już zgodnie z tradycją, wspólne śniadanie pod znakiem jajecznicy. W międzyczasie, na zmianę organizujemy wrzątek, ponieważ obsługa schroniska wpadła na genialny pomysł, by turyści sami go sobie przygotowywali. W tym celu wystawiono jeden (!!!) czajnik bezprzewodowy o pojemności ok. 1,5 litra. Jednorazowy czas gotowania wynosił 6 minut, a chętnych do napełnienia termosów było kilkudziesięciu. Na szczęście my zdążyliśmy zając w kolejce pierwsze miejsca. I już kilkanaście minut po dziewiątej byliśmy "czujni, zwarci i gotowi". Tymczasem zaniepokojone rodziny informowały nas o śniegowym kataklizmie w Tarnowie. Na Markowych też musiało w nocy "mocno" sypać, bowiem warstwa śniegu przy schronisku zwiększyła się o ok. 4 cm. Wśród tych "zasp" powiększyliśmy znowu nasze TOWARZYSTWO przyjmując oficjalnie "Shazze" do naszego grona i wyruszyliśmy na szlak. Drogę na Żywieckie Rozstaje przetarliśmy sobie wczoraj. Pogoda dopisywała. Chmury podniosły się nieco i było bezwietrznie. W ten sposób, idąc przez Przełęcz Jałowiecką dotarliśmy do Mędralowej. Tym samym zaliczyliśmy, najbardziej na północ wysunięty punkt Słowacji. Potem przez Halę Kamińskiego zeszliśmy do Zawoi Czatoży. O trzynastej zakończyliśmy akcję górską.

    I znowu jak w przypadku naszych poprzednich wyjść, im bliżej Tarnowa byliśmy, tym większe zaspy widzieliśmy za oknami busa. Nasze miasto było całkowicie zasypane. Pojawiła się nawet myśl, by z powrotem założyć stuptuty, aby dotrzeć spokojnie do domów... Oj dziwna jest ta tegoroczna zima.

    Janusz Foszcz


    13.02.2010 - Na szczycie Babiej Góry - (fot. Barbara Kasperek)

    {rokbox title=|Poświąteczny spacer na Liwocz| title=|27.12.2009 - fot. Jerzy Zieliński|}images/stories/Teksty/liwocz01.jpg{/rokbox}
  • Po Walnym Zgromadzeniu w O/PTT w Tarnowie

    W dniu 27 lutego 2009 r. odbyło się Walne Zgromadzenie Oddziału PTT w Tarnowie. Zgromadzenie rozpoczęło się w pierwszym terminie o godz. 1700, a uczestniczyło w nim 31 z 43 uprawnionych do głosowania członków zwyczajnych. W zebraniu wzięli również udział w charakterze obserwatorów przedstawiciele Zarządu Głównego PTT w osobach: Jerzy Piotr Krakowski – Wiceprezes PTT (O/Mielec) oraz Nikodem Frodyma – Sekretarz PTT (O/Kraków).
    Po rozpoczęciu obrad dokonano wyboru przewodniczącego, którym została Renata Gruca i sekretarza w osobie Michała Kani po czym powołano Komisję Mandatową w składzie: Kazimierz Remian – przewodniczący i Marek Burnóg, która stwierdziła prawomocność Zgromadzenia oraz Komisję Skrutacyjną w składzie: Marcin Jeleń – przewodniczący oraz Karolina Dumańska i Aneta Żmuda-Zielińska. W dalszej części wysłuchano sprawozdania Prezesa z działalności, udzielono absolutorium ustępującemu Zarządowi dotychczasowego Koła PTT w Tarnowie oraz przystąpiono do wyboru władz nowego Oddziału.
    W głosowaniach wybrano na stanowisko Prezesa Jerzego Zielińskiego oraz 6-cio osobowy Zarząd, który po zakończeniu obrad ukonstytuował się na swoim pierwszym posiedzeniu w składzie: Janusz Foszcz i Marek Trojan – Wiceprezesi, ks. Robert Piechnik COr – Sekretarz, Bernadeta Kwaśna – Skarbnik oraz Bogusław Furtek i Kamil Nowak – członkowie Zarządu. W skład Komisji Rewizyjnej weszli: Piotr Biś – Przewodniczący, Bożena Anna Madeja – Zastępca i Barbara Kasperek – Sekretarz, a do Sądu Koleżeńskiego: ks. Paweł Cyz COr – Przewodniczący, Marcin Wiśniewski – Zastępca i Beata Wideł – Sekretarz.
    Na zakończenie obrad zgłoszono i przyjęto wnioski o powołanie przy Oddziale Komisji ds. GOT PTT i Referatu Weryfikacyjnego GOT PTT, nadaniu Oddziałowi w Tarnowie im. ks. Bogusława Królikowskiego COr ze zgromadzenia Księży Filipinów oraz uchwalono system obowiązujących składek członkowskich w tarnowskim Oddziale PTT i ewentualnie w przyszłości należących do niego Szkolnych Kołach PTT.

    Jerzy Zieliński


    27.02.2009 - Walne Zgromadzenie Członków O/PTT w Tarnowie - (fot. Jerzy Zieliński)

  • 07-08.02.2009 Wiosna w Lutym w Beskidzie Małym

    To był naprawdę szczególny wyjazd. Na jego wyjątkowość wpłynęło zresztą kilka powodów. Dla niektórych była to inauguracja sezonu turystycznego w 2009 roku, niektórzy odwiedzili te miejsca po raz    pierwszy. Jeżeli dodamy do tego nietypową (jak na tą porę roku) pogodę i szczególną datę (8 lutego przypadała 100-tna rocznica śmierci Mieczysława Karłowicza w lawinie na stokach Małego Kościelca) to  chyba wystarczy. Jest jednak jeszcze jedna okoliczność, z całą pewnością najważniejsza. To był nasz pierwszy wyjazd, w którym uczestniczyliśmy jako członkowie ODDZIAŁU PTT w Tarnowie. I to juz tydzień po powołaniu go do życia. Ale dość już tego patosu, bo to ma być relacja z wyjazdu... W sobotni poranek trzy autka pomknęły z Grodu Leliwitów w stronę Suchej Beskidzkiej.Tutaj kolumna powiększyła się o jeszcze jeden pojazd. Wkrótce dotarliśmy do Targoszowa, skąd rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Wszystkich zaskoczyła temperatura (+13 stopni), której towarzyszyło słoneczko i halniaczek. Najpierw zboczami Czarnej Góry doszliśmy do zielonego szlaku prowadzącego z Krzeszowa w stronę Łamanej Skały. Błota i śniegu (jak przystało na luty) nie zaobserwowaliśmy. Minąwszy polanę Suwory dotarliśmy do połączenia ze szlakiem czerwonym gdzie poczuliśmy tchnienie zimy czyli zobaczyliśmy... śnieg. Stąd po krótkim postoju z widokiem na Wadowice i Andrychów ruszyliśmy na Łamaną Skałę i dalej do studenckiej chatki "Pod Potrójną". Tutaj Jurek sprawdził stan pianina (taki instrument jest rzadkim widokiem w schronisku) a reszta odpoczywając zabawiała się z owczarkami gospodarza (Dexterem i Ałtajem) oraz czarnym kotem (o nieustalonym imieniu). Po kilkunastu minutach ruszyliśmy z powrotem na Łamaną Skałę by następnie przez Potrójną Górę i Przełęcz Beskidek dotrzeć do Leskowca. Mieliśmy szczęście. Co prawda śniegu było jak na lekarstwo ale za to jaka panoramka. Z radością rozpoznawaliśmy kolejne pasma i szczyty z dominującą nad wszystkim Królową Beskidów. Odżyły wspomnienia z poprzednich wyjazdów, więc by nie rozkleić się do końca pospieszyliśmy do schroniska na Leskowcu na nieco spóźniony, ale jakże zasłużony obiad. Miłej atmosfery nie zmącił nawet brak prysznica i możliwości kąpieli. Wkrótce dołączyli do nas Marek z Edytą (oni musieli dojechać, aż ze stolicy) i.... nieważne… ważne, że wszyscy grzecznie poszli spać i równie grzecznie wstali. Niedzielny poranek powitał nas deszczem, więc po tradycyjnej już Mszy Świętej w schronisku i śniadaniu mogliśmy się poświęcić kolejnej porcji rozmów i planowaniu następnych wyjazdów (szczegóły na najbliższym spotkaniu Oddziału). Kiedy tylko chmurki nieco się podniosły podeszliśmy do kaplicy na Groniu Jana Pawła II by nacieszyć znów swoje oczy panoramką. Niestety wkrótce chmury szczelnie ją zakryły, a my zdecydowaliśmy się jeszcze podejść na szczyt Leskowca. Po chwili zaczęliśmy schodzić żółtym szlakiem do Targoszowa.Powrót do Tarnowa był tylko formalnością, tak więc niedzielny obiadek każdy zjadł już w swoim domku (z czego niewątpliwie ucieszyli się najbliżsi) A zima? Pewno ją jeszcze w górkach spotkamy (może gdzieś w maju lub w czerwcu)...

    Janusz Foszcz


    08.02.2009 - Na szczycie Leskowca w Beskidzie Małym - (fot. Jerzy Zieliński)

  • 31.01.2009 Powstał Oddział PTT w Tarnowie

    NO I STAŁO SIĘ !!!

    Z radością pragniemy poinformować, iż na ostatnim posiedzeniu Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, które odbyło się w dniach 30-31.01.2009 r. w Krościenku nad Dunajcem, ZG PTT "jednogłośnie" utworzył "na bazie" tarnowskiego Koła PTT - Oddział PTT w Tarnowie.


    Tak więc po 70 latach Polskie Towarzystwo Tatrzańskie ma ponownie swój Oddział w naszym mieście.


    31.01.2009 - Nasza grupa na Posiedzeniu ZG PTT w Krościenku - (fot. Ludwik Rogowski)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama