Regulamin Odznaki PTT „Szlak Tarnów – Wielki Rogacz”

Filtr
  • Nigdy nie mów nigdy czyli krioterapia na Niemcowej.

    Jak śpiewał nie jeden klasyk "Godzina 5 minut 30 kiedy”....dzwoni mój budzik. Czas wstawać i szykować się. Szykować się, ale właśnie na co?
    Później okaże się, iż na najbardziej niesamowitą zimową wyprawę na słynną już Niemcową, gdzie słowo „nigdy” ma zupełnie inne znaczenie.

    Miejsce naszej zbiórki to dworzec PKP w Tarnowie. Punktualnie o 6.42 zajmujemy miejsca w pociągu. Zmierzamy do Piwnicznej Zdrój, skąd wyruszymy żółtym szlakiem do naszego celu. Jesteśmy już prawie w komplecie, choć po drodze dosiadają się Szczepan w Tuchowie oraz Karol w Nowym Sączu. Gosia dotrze do nas samotnie w późniejszych godzinach.

    Podziwiając najnowsze osiągnięcia i wyposażenie Polskich Kolei Państwowych, zwarci i gotowi, ruszamy spędzić niezwykłe chwile w zimowej scenerii w Chatce pod Niemcową. Tam łazienki pozostają w wiecznym remoncie, woda leje się pomału, prąd pozostaje nieodnaleziony niczym Święty Graal, ale co tam, nawet takie warunki nam nie straszne.
    Przed godziną dziewiątą wysiadamy na stacji. Robimy pamiątkowe zdjęcia i ruszamy w drogę. 

  • III Pogórzański Marsz Trzech Króli i oddziałowe spotkanie opłatkowe

    Upłynął kolejny rok i rozpoczął się nowy… Za sobą pozostawiliśmy różnego rodzaju dokonania, w wymiarze osobistym i organizacyjnym.  Dzień 6 stycznia - Święto Trzech Króli – tradycyjnie upłynął w turystyczno-świątecznej atmosferze, łącząc dwa wydarzenia ważne dla naszego Oddziału. Pierwszym z nich była trzecia już edycja Pogórzańskiego Marszu Trzech Króli, a więc spacer stanowiący prolog sezonu. Tym razem trasa „królewskiego” spaceru biegła z Tarnowa przez Zawadę do szosy łączącej Łękawicę z Łękawką, a w drodze powrotnej do Tarnowa przez Kolonię Łękawica i  Górę Św. Marcina. Zima zdecydowała się wreszcie na przyjście i pokazanie w całej pełni. W nocy spadł świeży śnieg, a temperatura w dzień wynosiła w granicach -13 stopni. Dodając do tego wiatr, który pojawił się w otwartym terenie, temperatura odczuwalna była o kilka stopni niższa. Warunki te nie zniechęciły (a może nawet zachęciły) do uczestnictwa - w imprezie wzięło udział 10 osób. Od czasu do czasu spomiędzy chmur prześwitywało słońce, a Pogórze pięknie wyglądało w zimowej scenerii. Wracając żółtym szlakiem, w  okolicach Kolonii Łękawica spotkaliśmy zmierzającą w kierunku Pleśnej  sympatyczną grupę turystów ze Skawiny, określających się jako „niezależni” – łącznie kilkanaście osób, które w ramach trzydniowego wyjazdu przemierzały szlaki w okolicach Tarnowa i Zakliczyna. Nasz spacer niestety szybko minął, a w drodze powrotnej powstał pomysł aby 6 stycznia przyszłego roku przejść  trasą z Tuchowa do Tarnowa.

  • Marsz Trzech Króli i Spotkanie Opłatkowe

    Tegoroczny dzień 6 stycznia pomieścił dwie imprezy, zorganizowane przez nasz Oddział. Zgodnie ze zwyczajem zapoczątkowanym przed rokiem, rozpoczęliśmy świąteczną środę drugą edycją Marszu Trzech Króli. Jak na dzień świąteczny przystało nie było rano potrzeby wczesnej pobudki, a trasa została pomyślana jako spacer po przylegających do Tarnowa terenach Pogórza Ciężkowickiego. Wiadomo, że jeśli rozpoczynać trasę w Tarnowie, to najlepiej uczynić to pod kapliczką Św.Walentego, gdzie biorą swój początek dobrze nam znane szlaki turystyczne niebieski i żółty. Tak właśnie uczyniliśmy, a trasa wiodła przez Zawadę, gdzie dołączyła reszta uczestników, do Łękawicy. Tutaj z uczuciem pewnego niedosytu opuściliśmy szlak niebieski i po osiągnięciu żółtego już w Łękawce, wróciliśmy do Zawady. Końcowym punktem spaceru było wyjście na ruiny Zamku Tarnowskich. Prognozy pogody nie sprawdziły się i zamiast dużego zachmurzenia można było oglądać pogórzańskie krajobrazy w słońcu, ozdobione delikatną warstwą świeżego śniegu.

    Drugie wydarzenie stanowiło tradycyjne Spotkanie Opłatkowe. Licznie przybyłe grono członków i sympatyków Oddziału, tradycyjne łamanie się opłatkiem i życzenia, wśród których przeważały te odnoszące się do górskich eskapad. Uczestnicy zadbali o obfity stół, a całość organizacyjnie ogarnęła w niezawodny sposób Kinga. Pani Prezes należą się szczególne słowa podziękowania nie tylko za tę imprezę, ale również inne ciekawe inicjatywy i zaangażowanie. Oprócz wzajemnych życzeń i rozmów była też okazja do wspólnego kolędowania. Jak zwykle na początku nowego roku nasuwać poczęły się refleksje o tym, co udało się osiągnąć w ramach wspólnej obecności w PTT i o planach na 2016 rok. Pozostaje satysfakcja ze spotkania w gronie Przyjaciół, połączonych wspólnotą zainteresowań i pasji i oczekiwanie, że życzenia wspaniałych górskich przejść, których plan zapisaliśmy w oddziałowym kalendarzu imprez 2016,  spełnią się we właśnie rozpoczętym roku…

  • Zaczynamy GR, czyli Szczęśliwego Nowego... Szlaku

    Nie ma chyba miłośnika górskich wędrówek u którego akronim GR nie wywoływałby szybszego bicia serca. Nawet ci horolezcy, dla których szczytem możliwości jest wejście na Marcinkę północną ścianą ( z bazą w ,,Zamkowej") w skrytości ducha marzą by kiedyś sprostać temu wyzwaniu. A wyzwanie to prawdziwe - kilkaset kilometrów szlaku, w tym wiele po bezdrożach, gdzie łatwiej spotkać dzikie zwierzęta niż przedstawicieli homo sapiens.

    Oczywiście, także w tarnowskim Oddziale PTT słynącym z licznej populacji długodystansowców propozycja przejścia tegoż szlaku spotkała się z żywym odzewem. Dwa lata minęły od czasu gdy pierwszy raz ,,oddziałowo" zaczęliśmy przemierzać szlak długodystansowy z Tarnowa na Wielki Rogacz w Beskidzie Sądeckim. Projekt ten, pomyślany jako forma uczczenia obchodów 90 lecia naszego Oddziału okazał się przysłowiowym strzałem w ,,sedno tarczy" by odwołać się do cytatu z filmu ,,Rozmowy kontrolowane" . Po nas, z wyzwaniem tym  zmierzyli się piechurzy z Klubu Górskiego PTTK Kielce, a w tym roku niebieski szlak przemierzać będą nasze koleżanki i nasi koledzy z nowosądeckiego Oddziału PTT. Życzymy powodzenia!

     

  • 17-18.01.2015 "Zima w Beskidzie Sądeckim"

    Przez lód, śnieg i błoto czyli różne smaki styczniowej wędrówki...

    Układając na początku grudnia 2014 roku kalendarz wyjazdów Anno Domini 2015 zaplanowaliśmy, że pierwszą dwudniową wycieczkę w Nowym Roku przeprowadzimy w paśmie Jaworzyny Krynickiej. Założyliśmy bowiem, że w połowie stycznia w Beskidzie Sądeckim niepodważalnie panować będzie zima. Prawdziwa zima. Taka ze śnieżnymi zaspami i solidnym mrozem. Swoje przypuszczenia opieraliśmy na dogłębnej analizie klimatu panującego w pierwszym miesiącu roku, w południowej części naszego kraju. Klimat jak wiadomo wyznacza się na podstawie wieloletnich obserwacji, a te wskazywały jednoznacznie, że w drugiej dekadzie stycznia dane nam będzie stąpać po ubitej, twardej warstwie leżącego od kilku tygodni śniegu. Niektórzy marzyli nawet o brodzeniu w świeżo spadłym białym puchu. Jako osoby starannie i wszechstronnie wykształcone wiedzieliśmy oczywiście, że czasem zdarzają się anomalie pogodowe, ale uznaliśmy, że wystarczająco duże były już podczas ubiegłorocznej zimy, by mogły się powtórzyć obecnie. Życie (i pogoda też) bywa jednak przewrotne. Ostatni raz śnieg w okolicach Tarnowa widzieliśmy w okolicach Nowego Roku. I była to warstwa ledwie przykrywająca zieleniącą się trawę. Potem można było zetknąć się już tylko z porywistym wiatrem, temperaturami przekraczającymi pięć stopni Celsjusza i padającym od czasu do czasu deszczem. Tłumaczenie pogodowych wybryków syndromem Polskiego Bieguna Ciepła jakoś specjalnie nikogo nie przekonywało. Szybko doszliśmy do wniosku, że na stan atmosfery wpływ mamy (póki co) dość ograniczony, ale realizacja przyjętego planu wyjazdów spoczywa wyłącznie w naszych rękach. Lista chętnych do szukania styczniowych śladów zimy w górach zapełniała się błyskawicznie. Z tego powodu zmieniliśmy nawet środek transportu.


    17-18.01.2015 - "Zima w Beskidzie Sądeckim" - (fot. Jarosław Zakrzewski)

    Zamiast skorzystać z usług Kolei Regionalnych, wybraliśmy przejazd busem, uatrakcyjniając w ten sposób kolejny weekend naszemu oddziałowemu kierowcy. Któż bowiem oprze się możliwości spędzenia kilku godzin w tak doborowym towarzystwie? A jeśli przy okazji może zarobić i uciec od domowych obowiązków…
    Sobotni poranek powitał nas lekko zachmurzonym niebem i podmuchami fenowego wiatru nazywanego popularnie halnym. Jadąc w stronę Nowego Sącza przyglądaliśmy się wczesnowiosennym krajobrazom Pogórza Rożnowskiego. W czasie krótkiego postoju w Łososinie Dolnej z radością dostrzegliśmy jednak w oddali ślady śniegu. Zalegał polanę pod Jaworzem - najwyższym szczytem Pasma Łososińskiego. Biorąc pod uwagę wysokość polany, byliśmy pewni, że dziś wieczorem ściągniemy w schronisku buty, które całkowicie pozbawione będą śladów błota. Dalszą jazdę kontynuowaliśmy więc w doskonałym nastroju. Minęliśmy Nowy i Stary Sącz, Rytro oraz Piwniczną. Zaraz za tą ostatnią, przekroczyliśmy Poprad po prowizorycznym drewnianym moście. Po chwili z uznaniem oglądaliśmy powstający nowy most graniczny, który już na wiosnę połączy Łomnicę Zdrój i słowacki Mnišek. Nasze wyjazdy oddziałowe np. w Słowackie Tatry skrócą się wtedy o kilkadziesiąt kilometrów. Teraz jednak objeżdżamy rondo, kierując się w stronę centrum Łomnicy. Tuż przy budynku szkoły opuszczamy nasz wehikuł. Trafiamy wprost w podmuchy halnego. Na okolicznych wzgórzach resztki śniegu. Właściwie to więcej jest zieleni niż bieli. Ruszamy żółtym szlakiem w stronę Parchowatki. Towarzyszy nam również czerwony szlak gminny prowadzący z Łomnicy przez Wierchomlę na Pustą Wielką. Śniegu brak, za to pod nogami lodowisko. Niektórzy postanawiają założyć raczki. Większość ryzykuje, idąc ostrożnie „krokiem pingwinim”.


    17-18.01.2015 - "Zima w Beskidzie Sądeckim" - (fot. Artur Marć)

    To stosowany przez mieszkańców terenów północnej Europy sposób na pokonywanie zalodzonych ścieżek. Świetnie sprawdza się na odcinkach płaskich lub wznoszących się delikatnie. Na bardziej stromych już niekoniecznie. Ale kiedy pojawia się pierwsze podejście, sprawnie „wdzieramy się” na położoną obok łąkę i znowu unikamy nałożenia raczków. Wkrótce docieramy do charakterystycznej białej kapliczki z XIX wieku. W dole Łomnica i piętrzący się nad nią szczyt Kicarza. Szlaki prowadzą teraz grzbietem po betonowych płytach. Przy drewnianym krzyżu żegnamy szlak żółty. Co prawda moglibyśmy iść nim na Halę Łabowską, ale wówczas pozostałby nam niedosyt wędrowania. Tego zaś chcemy za wszelką cenę uniknąć. Kierujemy się więc w stronę Wierchomli Wielkiej. Wcześniej Piotrek zmniejsza nieco wagę swojego kajnerowego „ryngrafu” o imponującej pojemności. Napój wytwarzany przez szkockich górali ma jak zwykle spore grono zwolenników. Basia częstuje za to grzanym dwójniakiem doprawionym wg własnej receptury. Chwilo trwaj - rzekłby poeta, ale jeszcze nie pora na romantyczne ekscytacje. Przed nami proza turystycznej dniówki. Wracamy do rzeczywistości. Od czasu do czasu spotykamy na ścieżce resztki śniegu, częściej lód lub… błoto. Mijamy cerkiew w Wierchomli i żegnamy szlak gminny. Idąc asfaltem kierujemy się w stronę Wierchomli Małej i zaczynającego się trochę wcześniej czarnego szlaku. Po drodze, w małym sklepie uzupełniamy zapasy na „schroniskowy wieczór”. Pomimo obciążających barki plecaków, poruszamy się szybko. Wiatr wieje dalej, chociaż już zdecydowanie słabiej. Spomiędzy chmur przebija się słońce. Przechodzimy obok stacji narciarskiej i rozłożonych u jej stóp drewnianych punktów gastronomiczno-handlowych. Po chwili żegnamy ostanie zabudowania i rozpoczynamy podejście w kierunku Bacówki nad Wierchomlą. Znowu rozpoczyna się walka z lodem.


    17-18.01.2015 - "Zima w Beskidzie Sądeckim" - (fot. Artur Marć)

    Jak zwykle w takich przypadkach rozciągamy się nieco. Bez obaw. Bacówka stanowić będzie punkt konsolidacyjny. Zresztą nie tylko taki. Gastronomiczny również. Wzrok ucieka w stronę walczących z chmurami Tatr. Błękitu jest jednak coraz więcej. Stadnie uzupełniamy kalorie. Piwo w takim miejscu i okolicznościach smakuje wybornie. Bez względu na rodzaj (jest kilka do wyboru), ilość ekstraktu czy sposób warzenia. Czas płynie jednak nieubłaganie, a przed nami jeszcze parę kilometrów. Pamiątkowe zdjęcie z bałwanem (o dziwo, takim ze śniegu) i dziarsko (trzeba się nieco rozgrzać) ruszamy w stronę Runku. Błyskawiczna przerwa na zalesionym szczycie i dalej w drogę. Jest wreszcie trochę śniegu i czerwony GSB. W nawianych miejscach warstwa „białego” ma nawet ze czterdzieści centymetrów. Żeby nie było zbyt pięknie, trafiają się też odcinki całkowicie przewiane. Dziewięćdziesiąt minut później, w blasku zachodzącego słońca docieramy do schroniska na Hali Łabowskiej.
    Trzy dziesięcioosobowe pokoje zapewniają całkowitą „równość” zakwaterowania. Zanim podzieleni na dwójki sprawnie dokonamy schroniskowych ablucji, rozprawiamy się ostatecznie z „ryngrafem” Piotrka. Artur częstuje jeszcze bułgarską anyżówką. Wspomnienie wakacji. Smak i zapach Bałkanów zabieramy ze sobą pod prysznic. Obiadokolacja przywraca chęć do życia i stanowi doskonały prolog przed wieczornym spotkaniem przy kominku. W międzyczasie dociera do nas Grzesiek - kolega z Ostrowca Świętokrzyskiego. Tradycyjnie o dziesiątej ciszę nocną rozpoczyna schroniskowy agregat prądotwórczy. Swoją działalność wznowi dopiero w niedzielny wieczór więc do tego czasu schronisko pozbawione jest dopływu prądu. To niewątpliwie jedna z dużych zalet „Hali Łabowskiej”.


    17-18.01.2015 - "Zima w Beskidzie Sądeckim" - (fot. Artur Marć)

    Mroki styczniowej nocy rozświetlają teraz jedynie płonące w kominku bukowe szczapy, świeczki stojące na stołach oraz czołówki. Wymarzona atmosfera do wspólnych rozmów okraszonych na przykład odrobiną litewskiej pigwówki. Ten wieczór ma zresztą dużo więcej smaków. Ogień w kominku dogasa. Jeszcze po kropelce beherovki… Zbliża się północ. Kończy się powoli sobota, a wraz z nią również nasza aktywność. Nadchodzi czas na sen. Kto nie zaśnie błyskawicznie, usypiany jest (lub nie) miarowym chrapaniem współtowarzyszy.
    Który to już raz w niedzielny poranek w schronisku, zamiast promieni słońca zagląda nam w okno gęsta mgła. Nic nie szkodzi. Opuszczamy ciepłe śpiwory. Zimna woda skutecznie przepędza resztki snu. Mimo, iż nie ma jeszcze ósmej, schroniskowa kuchnia wydaje już posiłki. Kolejne porcje jajecznicy lądują na stołach. Szybkie pakowanie i przed dziewiątą pierwsi śmiałkowie wychodzą w zamgloną górską rzeczywistość. Jeszcze wczoraj postanowiliśmy, że kilka osób (nazwijmy ich umownie „niedochodzonymi”) powędruje przez Pisaną Halę i Makowicę do Barcic. Pozostali pozostaną na szlaku czerwonym, po drodze zrobią sobie przerwę w Chacie na Cyrli, a później zejdą do Rytra. Kolejne grupy wyruszają na zaplanowaną trasę. Widoków brak. Zarówno tych krajobrazowych, jak i tych na poprawę pogody. Mimo to na Hali Pisanej robimy panoramę. Stali bywalcy tych okolic posługują się w tym celu wyobraźnią i „latami doświadczeń”, młodsi pomagają sobie „pomocą dydaktyczną” przezornie zabraną przez Basię. Wokół roznosi się delikatny (pozwalający wyostrzyć zmysły) zapach wiśni. Na Jaworzynie Kokuszczańskiej „podziwiamy” szczyty Tatr ukryte szczelnie za białą kotarą. Chwilę później stoimy na skrzyżowaniu szlaków. Chociaż perspektywa nieodległego schroniska na Cyrli kusi nas bardzo, nie dajemy się złamać. Posileni herbatnikami Darka oraz ciepłą herbatą ruszamy niebieskim szlakiem w kierunku Makowicy.


    17-18.01.2015 - "Zima w Beskidzie Sądeckim" - (fot. Artur Marć)

    Znikoma ilość odbitych w śniegu śladów obuwia świadczy dobitnie o tym, że ten odcinek jest zdecydowanie mniej popularny. Szybko osiągamy wierzchołek. Kolejna krótka przerwa smakuje pigwą. Tymczasem z nieba zaczyna spadać mżawka. To przyspiesza naszą decyzję o kontynuowaniu marszu. Położona niedaleko od szczytu polana, jest ostatnim miejscem, gdzie leży stała pokrywa śnieżna. Wkraczając do lasu zmieniamy gwałtownie porę roku wkraczając do królestwa błota z kilkoma autonomicznymi obszarami lodu. Marzenia o zachowaniu nieskazitelnej czystości obuwia pryskają niczym bańka mydlana.
    Leśną drogą (starając się utrzymać równowagę) schodzimy w dół. Wkrótce dołącza do nas, płynący głęboko wciętym wąwozem Życzanowski Potok. Przekraczamy go długim drewnianym i zadaszonym mostem zbudowanym w miejscu zwanym z racji wyglądu Głębokim Jarem. Turystyczna wiata zbudowana za mostem zachęca do kolejnego postoju. Tym bardziej, że mżawka przybrała na sile. Znowu czuć smak wiśni. Chyba magiczny, bo po kilku minutach deszcz ustaje. Jeszcze chwilę tracimy wysokość i rozpoczynamy ostatnie tego dnia podejście. Stokami Dzielnicy pniemy się w stronę Woli Kroguleckiej. Oznaką dotarcia do cywilizacji jest nitka asfaltu. Resztki topniejącego w rowie melioracyjnym śniegu stanowią doskonałą myjnię obuwia. Do Barcic - celu naszej niedzielnej wędrówki - dojdziemy więc pozbawieni śladów mokrej, błotnistej jesieni. Tak, jak przystało na styczniową eskapadę. Chwile oczekiwania na mającego nadjechać z Rytra busa umilamy sobie ciepłą herbatą i chłodnym napojem o lekko korzennym smaku. Zanim pojawi się nasz pojazd, minie nas kilka kursowych busów. Wreszcie jest i białe „Iveco”. W środku uradowana pozostała część ekipy. Nie brakuje nikogo. Rozgrzana atmosfera i poczucie dobrze spędzonego weekendu. Różnorodność warunków na szlaku i wielość smaków atakujących nasze kubki smakowe, z całą pewnością dobrze wróżą na przyszłość. Zwłaszcza grupie uzależnionych koneserów, kochających degustować GÓRY przy każdej dostępnej okazji i bez względu na okoliczności…

    Janusz Foszcz


    17-18.01.2015 - "Zima w Beskidzie Sądeckim" - (fot. Artur Marć)

  • VI Ponadgimn. Konkurs Wiedzy o Górach "Beskid Sądecki"

    25 marca 2015 r. (środa) o godz. 10.00 w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie, przy ul. Nowy Świat 30 odbędzie się VI Ponadgimnazjalny Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach poświęcony w tej edycji konkursu Beskidowi Sądeckiemu


    Patronat Honorowy:

    Marek Sowa - Marszałek Województwa Małopolskiego
    Roman Łucarz - Starosta Tarnowski
    Józef Haduch - Prezes Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego


    Organizatorzy:

    Społeczne Gimnazjum Matematyczno – Przyrodnicze STO w Tarnowie
    Oddział PTT im. ks. Bogusława Królikowskiego COr w Tarnowie

    Cel konkursu:
    Popularyzacja i rozpowszechnianie wiedzy o górach Polski

    Szczegółowy zakres tematyczny:

    Ogólna wiedza z geografii, historii, topografii, geologii i hydrologii Beskidu Sądeckiego, fauna i flora, szlaki turystyczne i schroniska oraz formy ochrony przyrody na w/w terenie.

    Regulamin Konkursu znajduje się na zamieszczonym >>>plakacie<<<

    >>>Karta Zgłoszenia<<<

  • 06.01.2015 Noworoczne Spotkanie Opłatkowe

    Noworoczne Spotkanie Opłatkowe.

    Wśród wielu spotkań członków i sympatyków odrodzonego Oddziału PTT w Tarnowie, jakie odbywają się w ciągu roku, jedno ma szczególny charakter. To spotkanie opłatkowe, podczas którego składamy sobie życzenia i dajemy wyraz temu, co nas łączy. Tegoroczne spotkanie opłatkowe było już siódmym w historii odrodzonego tarnowskiego PTT. Po powitalnych słowach Prezesa nadszedł czas na przełamanie się opłatkiem i składanie sobie życzeń. Był również miły akcent artystyczny w postaci wręczenia naszej koleżance Iwonie Leśniowskiej-Sułek nagrody za zajęcie trzeciego miejsca w konkursie na najpiękniejszą ozdobę świąteczną, ogłoszonym przez Redakcję „Tarnowskiej Perci”. Na świątecznym stole nie brakowało przekąsek, ciast, słodyczy i napojów, przygotowanych i przyniesionych specjalnie na to spotkanie. Tradycyjnie zabrzmiały kolędy.


    06.01.2015 - Noworoczne Spotkanie Opłatkowe - (fot. Jerzy Zieliński)

    W niepowtarzalnej atmosferze była okazja do rozmów i refleksji, bo przecież skończył się kolejny rok w naszym życiu i wspólnej aktywności w Towarzystwie, a rozpoczął następny, z nowymi perspektywami i zamierzeniami. W 2014 roku z pewnością wiele się wydarzyło. Jubileusz 90-lecia Oddziału z imprezą na Turbaczu. Przejście wyznakowanego przez naszych Poprzedników szlaku Tarnów-Wielki Rogacz i ustanowienie specjalnej odznaki wraz z opracowaniem zasad ubiegania się o nią. Liczne wycieczki w różne pasma gór i pogórzy w Polsce i na Słowacji. Bardzo często było tak, że co tydzień można było uczestniczyć w wypadzie w bliższe lub dalsze okolice. Kolejne numery kwartalnika „Tarnowska Perć” i ciekawe prelekcje. I wreszcie najbardziej spektakularne osiągnięcie, jakim było pokonanie przez Janusza, Roberta i Andrzeja blisko tysiąca kilometrów Camino na trasie Irun-Santiago de Compostela. Okazji do przemierzania szlaków nie zabraknie też w nowym 2015 roku (sezon został już zainaugurowany 3 stycznia na Pogórzu Dynowskim), a propozycji tegorocznych przejść jest znacznie więcej niż możliwości wygospodarowania wolnego czasu. Pomyślnego 2015 roku!

    Wiesław Izworski


    06.01.2015 - Noworoczne Spotkanie Opłatkowe - (fot. Jerzy Zieliński)

  • 03.01.2015 Inauguracja Sezonu na Pogórzu Dynowskim...

    ...czyli rzecz o późnym kończeniu i wczesnym zaczynaniu.

    Pewien polski polityk zasłynął stwierdzeniem, iż prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale po tym jak kończy. Ten wieloznaczny bon mot, w nieco zmodyfikowanej wersji można odnieść do aktywności naszego Oddziału na przełomie sezonów turystycznych. Gdy niektórzy swoją aktywność kończą jesienią, by wrócić do niej wiosną po okresie kumulowania energii (jak eufemistycznie można nazwać zimowe lenistwo), w naszym Oddziale sezon kończymy po Bożym Narodzeniu, by na górskich szlakach zameldować się początkiem stycznia, po okresie niezbędnym na dojście do pełnej sprawności psychofizycznej po szaleństwach Sylwestrowej nocy.
    Oczywiście okres tzw. międzyczasu pomiędzy wyjazdami górskimi nie upływa nam bezczynnie. Wtedy to, korzystając z zasobów map tradycyjnych (czyli papierowych), elektronicznych oraz internetowych kalkulatorów szlaków możemy oddać się temu co lubimy najbardziej, czyli zaplanować górsko nadchodzący rok. Plan zaś, jak wiadomo z czasów słusznie minionych warto realizować, a nawet przekraczać, by zasłużyć na zaszczytne miano Przodownika (Górskiej) Roboty.


    03.01.2015 - Inauguracja Sezonu 2015 na Pogórzu Dynowskim- (fot. Sylwia Szafarz-Zakrzewska)

    A ponieważ przejście od fazy planowania do fazy konsumacyjnej nigdy nie trwa u nas długo, zatem już 3 stycznia obraliśmy kurs na południe, by następnie za Brzostkiem skorygować go na kurs południowo-wschodni. Nasze górskie zachowania apetytywne swojej inauguracji AD 2015 doczekały się na nigdy „oddziałowo” nieodwiedzanym Pogórzu Dynowskim.
    Tuż za Frysztakiem na horyzoncie pojawił się Zamek Kamieniec znany z „Zemsty” Aleksandra hr. Fredry. Pod murami tej nieco nadgryzionej zębem czasu warowni zaczęła się nasza wędrówka. Jako że zjawiliśmy się tuż przed planowanym na godz. 9:30 otwarciem muzeum zamkowego, postanowiliśmy przespacerować się wokół murów. Po, nazwijmy to, pierwszej rundzie zaczęliśmy się niecierpliwić widząc zamkniętą na głucho bramę. No cóż, wiemy że ten obiekt zasłynął w historii polskiej literatury murem zagradzającym nieproszonym gościom dostęp, ale myśleliśmy, że to już przeszłość. Korzystając z dobrodziejstw jak najbardziej współczesnych telefonów komórkowych kontaktujemy się z administratorem Muzeum. Ten nie zostawia złudzenia, najwcześniej może zjawić się za około półtorej godziny


    03.01.2015 - Inauguracja Sezonu 2015 na Pogórzu Dynowskim- (fot. Jerzy Zieliński)

    Nas to oczywiście nie urządza, nie zamierzamy inaugurować sezonu drepcząc w miejscu. Szkoda tylko, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej, ale przecież „co los spuści przyjąć trzeba, niech się dzieje wola nieba” by odwołać się do mistrza Fredry...
    Zatem zostawiając za sobą duchy Cześnika Raptusiewicza i Rejenta Milczka zaczynamy przygodę pt. czarnym po białym. Nieobecnym wyjaśnię, iż chodzi o przejście po czarnym szlaku od Zamku Kamieniec, przez rezerwat Prządki, aż do Węglówki. A białe to oczywiście śnieg, dzięki któremu zaoszczędzona nam była „błotna kąpiel” w pogórzańskich lasach. Na części szlaku widać było głębokie koleiny, pozostałość po zrywce drzewa. Dziękowaliśmy Opatrzności za ten lekki mróz, w przeciwnym wypadku ta wędrówka w przypadku roztopów mogłaby przypominać przeprawę Legii Cudzoziemskiej po bezdrożach Gujany Francuskiej.
    W rezerwacie „Prządki” podziwiamy piękne kilkudziesięciometrowe ostańce skalne. Dobrze nam znane skałki w „Skamieniałym Mieście” w Ciężkowicach na ich tle wypadają raczej blado. Oglądając fantazyjne kształty stworzone przez naturę przypominamy sobie legendę o pochodzeniu nazwy „Prządki”. Otóż według mitu skały te były kiedyś dziewczętami, które za przędzenie lnu w święto zamienione zostały w kamień.


    03.01.2015 - Inauguracja Sezonu 2015 na Pogórzu Dynowskim- (fot. Artur Marć)

    Niestety same zainteresowane nie chciały nam potwierdzić prawdziwości tej legendy. Zatem nasza znajomość z „Prządkami” nie trwa długo, przed nami była bowiem dzisiejsza kulminacja czyli Sucha Góra, najwyższy szczyt, czy raczej wzniesienie Pogórza Dynowskiego mierzące 585 m n.p.m. Zmierzamy tam przez wieś Czarnorzeki, by następnie skręciwszy na ścieżkę edukacyjną rozpocząć „atak szczytowy”. Zanim jednak zdobyliśmy Suchą Górę na ścieżce edukacyjnej mijamy nieczynną sztolnię i Źródło „Mieczysław”. Przy zamkniętej sztolni Marcin głośno wyraża swoje niezadowolenie. Czyżby niespełniony talent speleologiczny?
    Na zalesionym wierzchołku Suchej Góry przystajemy na chwilę by uwiecznić dzisiejsze szczytowanie. Wyciągamy aparaty fotograficzne i oczywiście oddziałową „flażkę”. Gdzieś zza drzew, na wschodzie, przebijają wzniesienia Pogórza Dynowskiego. Górska część dzisiejszej wycieczki zostaje zrealizowana, teraz będzie już tylko „z górki”. Jeszcze tylko spojrzenie na wątpliwej urody betonową wieżę zwieńczoną przekaźnikiem telewizyjnym i zaczynamy zejście do Węglówki. Ta ukryta wśród wzniesień Pogórza wieś ma za sobą bardzo ciekawą historię.


    03.01.2015 - Inauguracja Sezonu 2015 na Pogórzu Dynowskim- (fot. Jerzy Zieliński)

    Zamieszkana była niegdyś przez tzw. Zamieszańców, grupę etniczną spokrewnioną z Łemkami. Końcem ich historii na tych terenach był rok 1946 kiedy to ówczesne władze podjęły decyzję o wysiedleniu, czy raczej wywózce na Ukrainę. Po Zamieszańcach pozostały piękne cerkwie w Węglówce oraz pobliskich wsiach: Czarnorzekach, Rzepniku i Krasnej. Ale Węglówka to nie tylko Zamieszańcy - swoją mogiłę znalazł tu angielski admirał Nelson Keith pod koniec XIX wieku szukający ropy na Podkarpaciu. O tym, że nie były to bezowocne poszukiwania świadczą liczne szyby naftowe rozrzucone w dolinie Czarnego Potoku. Niemym świadkiem trudnej i ciekawej historii tych ziem jest rosnący obok cerkwi w Węglowce 650-letni dąb „Poganin”.
    Chyba po raz pierwszy na naszych wycieczkach aktywność górska przeplata się tak często z walorami - nazwijmy to - krajoznawczymi. Zapoznanie się z Węglówką nie jest ostatnim punktem dzisiejszego programu. Korzystając z dobrodziejstw wczesnej pory zatrzymujemy się przy rezerwacie „Herby”, by po krótkim podejściu wspiąć się na punkt widokowy powyżej starego kamieniołomu. Widzimy pod sobą Bramę Frysztacką, miejsce gdzie Wisłok przeciska się między wzniesieniami Pogórzy Dynowskiego (na wschodzie) i Strzyżowskiego (na zachodzie). Na północy przed nami są najwyższe wzniesienia Pogórza Strzyżowskiego Chełm i nieco ukryte za nim Bardo.


    03.01.2015 - Inauguracja Sezonu 2015 na Pogórzu Dynowskim- (fot. Jerzy Zieliński)

    Kolejnym przystankiem na trasie dzisiejszej wycieczki jest schron kolejowy w Stępinie. Długi na blisko 400 metrów betonowy tunel, wybudowany w czasie II wojny światowej przez więźniów na polecenie Wehrmachtu, jest unikatem na skalę światową. Według niektórych źródeł latem 1941 roku spotkał się w nim Hitler z Mussolinim. Kilka fotek i czas w dalszą drogę.
    Ostatnim przystankiem na trasie naszej pogórzańskiej inauguracji jest niewielkie bezimienne wzniesienie w pobliżu góry Chełm. Według osobistego i bardzo subiektywnego rankingu autora relacji jest to najlepszy punkt widokowy na Pogórzu Strzyżowskim. Na horyzoncie majaczy nadajnik na Głobikowej, na północnych krańcach Pogórza Strzyżowskiego. Na wschodzie mamy tajemniczy Chełm, prawdopodobne miejsce kultu w czasach pogańskich. Pod nami widać dolinę Wisłoka, zaś ponad nią wzniesienia Pogórza Dynowskiego - Pasmo Jazowej i Suchą Górę. Lodowaty wiatr nie pozwala się zbyt długo cieszyć panoramą. W końcu jest zima, a skoro jest zima to musi być zimno. Można też powiedzieć: sorry, taki mamy klimat. Niezależnie od tego czy odwołamy się do „bareizmu” czy „bieńkizmu” nasza wycieczka dobiega końca. Teraz już bez przystanków zmierzamy w stronę Tarnowa. Inauguracja sezonu za nami. Pewne jest, że będzie to dobry sezon. Skąd ta pewność?
    Czy któryś rok spędzony na górskich szlakach można uznać za zły rok?

    Artur Marć


    03.01.2015 - Inauguracja Sezonu 2015 na Pogórzu Dynowskim- (fot. Jerzy Zieliński)

  • Komunikat Zarządu Oddziału

    Zarząd Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie uprzejmie informuje, że w związku z organizowanym w dniu 6 stycznia 2015 r. "Spotkaniem Opłatkowym" (na które serdecznie zapraszamy wszystkich Członków i Sympatyków Oddziału) planowane na dzień 7 stycznia 2015 r. środowe spotkanie klubowe się nie odbędzie.
    Wszystkich zapraszamy na kolejne spotkanie w III środę miesiąca stycznia czyli w dniu 21.01.2015 r.

    Z tatrzańskim pozdrowieniem - Zarząd Oddziału PTT w Tarnowie

  • 27-28.12.2014 Zakończenie Sezonu 2014 na Niemcowej

    Poświąteczny spacer czyli wszystkie drogi prowadzą na Niemcową...

    Święta, święta a po świętach długo wyczekiwane i jeszcze dłużej „wychodzone” zakończenie wyjątkowo aktywnego turystycznie sezonu 2014. Wyjazd był z niecierpliwością wyczekiwany również z innego powodu, zbiegł się bowiem z ostatnim - ósmym etapem naszego projektu „Tarnów-Wielki Rogacz 2014”. A żeby było jeszcze bardziej rocznicowo, był to również ósmy, poświąteczny spacer w historii tarnowskiego PTT. Być może właśnie kumulacja ósemek (albo chęć spalenia nadmiaru pozostałych po świątecznych smakołykach kalorii) sprawiły, że lista chętnych bardzo szybko się zapełniła i trzeba było zamówić już nie jedną, a dwie komfortowe sale noclegowe. Ale zacznę od początku...
    Wczesnym - jak na zimową porę - rankiem, około godziny siódmej (+/- 10 minut) wyruszyliśmy w dwóch, a nawet trzech różnych składach (drugi i trzeci skład wyruszyły niezależnie od siebie do Kosarzysk samochodami) w kierunku Szczawnicy i Doliny Białej Wody, gdzie zakończyliśmy poprzedni - siódmy etap projektu Tarnów-Wielki Rogacz. Nie było z nami co prawda wodzireja number one - Leszka, ale przez lata wyszkolił już sobie godnych następców tak, że wraz z pierwszymi promykami wschodzącego za oknem słońca, rozweselające płyny popłynęły (o mały włos byłyby to również inne płyny) przez pokład busa wprawiając wszystkich już nie w dobre, ale w znakomite humory.


    27-28.12.2014 - VIII Poświąteczny Spacer i Zakończenie Sezonu 2014 - (fot. Mariusz Nytko)

    Nasza pogoda ducha przyciągnęła do siebie szybko tą zwyczajną pogodę (atmosferyczną), zapewniając nam słoneczny dzień i bezchmurne, błękitne niebo już od początku trasy. Ruszyliśmy zatem żółtym szlakiem pod górę w kierunku Przełęczy Rozdziela oglądając się co kawałek za siebie, bo właśnie pojawiały się coraz piękniejsze widoki na szczyty Pienin, Gorców i Beskidu Sądeckiego, w białych, zimowych szatach. Podziwiać mogliśmy m.in. Wysoką, Wysoki Wierch, Trzy Korony, na dalekim horyzoncie również szczyt Lubania, a wprawne oko dostrzec mogło również sam Turbacz. Krótki postój na Przełęczy Rozdziela pozwolił nam na „ochy i achy” zachwytu, a komu sam widok nie wystarczył do wzniesienia się na coraz wyższe poziomy radości, pomagał sobie innymi rozweselającymi napojami. Najważniejsze, że każdy na swój sposób zapewniał sobie i współwędrującym nieschodzący z twarzy uśmiech. Z Przełęczy Rozdziela pomaszerowaliśmy już „naszym” niebieskim szlakiem, który jak wszystkim wiadomo dociera tu aż z Tarnowa. Od czasu do czasu łączył się z nami nie tylko duchowo, ale również telefonicznie Janusz, który wraz ze swoimi podopiecznymi oraz z Markiem wędrującym również ze swoją ekipą wystartowali z Kosarzysk, by zdobyć Radziejową, a następnie spotkać się z nami na Wielkim Rogaczu. Wcześniej jednak dołączył do nas osobiście na chwilę, by skontrolować stan drużyny i przywitać się ze wszystkimi.


    27-28.12.2014 - VIII Poświąteczny Spacer i Zakończenie Sezonu 2014 - (fot. Mariusz Nytko)

    Po kilkunastu minutach pobiegł w stronę Radziejowej, goniąc swoją ekipę. W wejściu na najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego postanowił towarzyszyć mu Darek.
    Nasza lekko uszczuplona w ten sposób grupa, zmodyfikowała nieco zaplanowaną trasę, aby skrótami, które w rzeczywistości okazały się drogą okrężną dojść do Bacówki na Obidzy i tam posilić się przed dalszą drogą w kierunku naszej bazy czyli Chatki na Niemcowej. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, część ekipy została pobiesiadować w cieple lokalu, podczas gdy reszta powędrowała ostatnim podejściem na Wielki Rogacz. Lekko zmrożony śnieg skrzypiał pod butami, a słońce swoimi promieniami rozświetlało powierzchnię śniegu niczym posypaną kryształami i złotym pyłem. Do tego błękit nieba i oprószone skrzącą się w słońcu bielą drzewa i krzewy sprawiały wrażenie, jakbyśmy wędrowali po krainie baśni. Po drodze czekały nas dwie niespodzianki. Pierwszą był nasz kolega Galon wędrujący konkurencyjnie ze swoimi przyjaciółmi, a zmierzający na nocleg do schroniska na Prehybie. Drugą stanowili Andrzej, Rafał i Michał czyli wędrowcy z klanu „PTT & friends”. Jako ostatni wyruszyli w sobotnie przedpołudnie z Kosarzysk, by spędzić z nami wieczór kolędowy na Niemcowej.
    Jeszcze ostatnie metry podejścia i na Wielkim Rogaczu czekał już na nas Janusz ze swoją grupą oraz Darkiem, witając nas serdecznym uśmiechem.


    27-28.12.2014 - VIII Poświąteczny Spacer i Zakończenie Sezonu 2014 - (fot. Mariusz Nytko)

    W ten sposób zakończyło się nasze, podzielone na osiem etapów przejście szlaku niebieskiego z Tarnowa. Nie była to jednak pora na świętowanie, odznaczanie i przemówienia, ponieważ ekipa była mocno podzielona, a oczekiwanie na jej skompletowanie mogłoby skończyć się hipotermią oczekujących. Po krótkiej sesji zdjęciowej (z udziałem zaprzyjaźnionej ekipy Galona i podwójnym kompletem „bliźniąt”) ruszyliśmy czerwonym szlakiem prosto do Chatki na Niemcowej, która już tak, jak Turbacz na Mikołajki wpisała się w stały punkt zimowych dwudniówek PTT. W Chatce urzędował już Marek wraz z podopiecznymi. Zaczęli nawet już rozpalać w kuchennym piecu, by przywitać nas prawdziwie ciepłą atmosferą. Co prawda oprócz ciepłej atmosfery przywitał nas w ten sposób duszący dym, szczypiący w oczy bardziej niż mróz na trasie, ale pozostali fachowcy szybko zajęli się poprawianiem drożności przepływu powietrza w piecu - z różnym zresztą efektem w ciągu długiego wieczoru.
    Do chatki dochodzili kolejni umęczeni nie tylko trasą wędrowcy, na których czekał gar gorącej wody na herbatę oraz inne rozgrzewające i poprawiające krążenie płyny.
    Mimo, że słońce powędrowało już przyświecać mieszkańcom zachodniej półkuli, humory nas nie opuszczały. Wieczór był pełen uroków i bogactwa stołu biesiadnego.


    27-28.12.2014 - VIII Poświąteczny Spacer i Zakończenie Sezonu 2014 - (fot. Mariusz Nytko)

    Co najmniej czwórka wyśmienitych śpiewaków (Karol, Rafał, Boguś, Wojak) umiliła nam wszystkim atmosferę koncertem kolęd, do śpiewania których przyłączyło się spore grono uczestników. A Ci, których natura nie obdarzyła anielskim głosem włączali się swoim murmurando, wszak „śpiewać każdy może, ale z szacunku do innych nie każdy to powinien robić”.
    I jak tu nie być szczęśliwym - białe święta w górskiej chatce, przy zastawionym stole, w blasku świec, przy piecu (a nawet dwóch) lub kozie (takiej metalowej, do grzania), przy kolędach, w przyjacielskiej atmosferze, bezwietrznej, gwieździstej nocy - ach co to był za wieczór.
    Z nocą już tak pięknie nie było, jak to zwykle w zbiorowej sali - ktoś śpi (i chrapie), by inni spać nie mogli, albo odwrotnie. To jednak nikomu nie przeszkodziło, by wstać w dobrych humorach.
    Po krótkiej, ale uroczystej (ze śpiewaniem psalmu i kolęd) mszy z kazaniem w dwóch częściach, odprawionej przy zapalonych świecach (rozjaśniających mroki pomieszczenia) przez księdza Rafała, czekała nas kolejna niespodzianka. Dario przyrządził pyszną jajecznicę. Wykorzystał do tego przyniesioną przez siebie patelnię oraz zawartość 1,5 litrowej butelki wypełnionej tzw. „wkładem jajecznym”. W ten sposób stało się zadość tradycji, którą jest dla wielu z nas niedzielna schroniskowa jajecznica na śniadanie. Dostarczywszy organizmom niezbędnych kalorii, robimy szybkie porządki (segregacja śmieci) i ruszamy na trasę Niemcowa-Wielki Rogacz-Radziejowa-Rytro.


    27-28.12.2014 - VIII Poświąteczny Spacer i Zakończenie Sezonu 2014 - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Pogoda już nie taka bajowa jak w dniu poprzednim, ale za to zrobiło się bardziej biało i śniegu przybywało z każdą chwilą ku radości narciarzy. Przez myśl przemknął nawet pomysł, by z uwagi na gorszą pogodę skrócić planowaną trasę, na szczęście jednak szybciej ta myśl umarła, niż się pojawiła. Na Wielkim Rogaczu główny pomysłodawca naszej ośmioetapowej wędrówki z Tarnowa - Janusz - wręczył piątce pierwszych zdobywców - szczęśliwców, specjalnie zaprojektowane na tę okazję odznaki. Odznaki wciąż czekają, by trafić do rąk pozostałych uczestników projektu, natychmiast po uzupełnieniu przez nich brakujących etapów trasy. Tradycyjnie po sesji zdjęciowej ruszyliśmy już prosto na Radziejową. Wiatr wzmagał się coraz bardziej, niebo pokryły gęste chmury z których praktycznie całą drogę prószył śnieg. Pogoda zatem skłoniła nas do szybkiego przejścia zaplanowanej trasy i zakończenia sezonu w ryterskim schronisku „Pod Roztoką”. Podróż do Tarnowa upłynęła jeszcze szybciej i już zaczęliśmy tęsknić za kolejnym razem. Cóż - wszystko co dobre, szybko się kończy. Nasze zakończenie sezonu 2014 przeszło do historii…
    Ale mamy przecież okres Bożego Narodzenia, czas wyjątkowy, wypełniony radością i nadzieją, także tą o równie owocnym dla nas sezonie 2015, którego rozpoczęcie już tuż, tuż…

    Barbara Kasperek


    27-28.12.2014 - VIII Poświąteczny Spacer i Zakończenie Sezonu 2014 - (fot. Przemysław Klesiewicz)

  • Wyniki Świątecznego Konkursu

                      .                .                                               .        .      . .                          .                             .                        ..   .


  • 26.01.2014 Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa

    Polski rock na Pogórzu, albo sorry taki mamy klimat...

    W starych dobrych dla polskiego rocka czasach, grupa Lady Pank śpiewała piosenkę "Minus 10 w Rio, dżuma w Santa Fe". Obserwując termometr w styczniu tego roku wielokrotnie przypominaliśmy sobie ten evergreen. I nie chodzi oczywiście o ewentualne zagrożenie epidemiologiczne w stanie Nowy Meksyk, tylko o temperaturę, umownie zwaną "zimową". Ta bowiem wcale zimową być nie chciała, a zamiast minus 10 stopni nie tylko w Rio mieliśmy temperatury, przy których zaczynały kwitnąć bazie. Istniało też niebezpieczeństwo, że zdezorientowane niedźwiedzie zaczną porzucać gawry i rozpoczną polowanie na ubranych w czerwone polary przedstawicieli gatunku homo sapiens, przemierzających leśne ostępy. Na szczęście wieszczona przez pogodynki płci obojga tzw. włoska zima na stałe u nas nie zagościła i w końcu przyszło długo wyczekiwane "mniej niż zero" (to Lady Pank po raz drugi) na termometrze.
    A skoro jest zima to jak wiadomo musi być... wycieczka po Pogórzu. Członkowie naszego Oddziału nie należą bowiem do tych, którzy w niedzielny poranek zajmują się kontemplowaniem świata z wysokości kanapy i zapewnili frekwencję, którą gdzie indziej można by obdzielić nawet trzy wyjazdy. Zrazu planowana wycieczka z Falkowej do Tabaszowej została przełożona, a zamiast niej wybieramy wariant marszu z Gromnika na Wał i Słoną Górę.


    26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa- (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Wysiadając z pociągu na stacji w Gromniku oglądamy ośnieżone wzniesienia Pogórzy: Ciężkowickiego i Rożnowskiego. "Za progiem mój normalny świat", nucę sobie kolejny kawałek Lady Pank, patrząc na to z czym za chwilę przyjdzie nam się zmierzyć.
    Opodal Kościoła św. Marcina Biskupa w Gromniku po raz pierwszy uruchamiamy aparaty fotograficzne. Nasza grupa wzbudza ciekawość osób spieszących na poranną mszę.
    Rozgrzewamy mięśnie na pierwszym podejściu. Wzniesienie nad Gromnikiem nosi znajomo brzmiącą nazwę. To... Babia Góra. Oczywiście nie jest to Królowa Beskidów, tylko jej mniejsza siostra, a raczej siostrzyczka. W nieco lepszych warunkach pogodowych moglibyśmy stąd podziwiać dolinę Białej, lecz dziś widoczność ogranicza nam padający śnieg i mgła. Żal widoków, no ale "sorry, taki mamy klimat", by zacytować klasyczny już bon-mot.
    Po raz pierwszy zatrzymujemy się przy cmentarzu nr 149 projektu Heinricha Scholza. Wędrując przez Pogórza co raz spotykamy nekropolie z I wojny światowej, pamiątki z czasów gdy poległych w walce towarzyszy i przeciwników traktowano jeszcze z szacunkiem.
    La belle epoque, odeszła do przeszłości rozstrzelana na polach bitew wielkiej wojny...


    26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa- (fot. Artur Marć)

    Wprowadzamy do układu pokarmowego płyny rozgrzewające i ruszamy w stronę Wału.
    Maszerujemy dalej, by wkrótce opuścić przysiółki Gromnika i zagłębić się w las. Po raz pierwszy musimy torować sobie drogę w śniegu, dotychczas wędrówkę ułatwiały nam pługi śnieżne, sprawnie radzące sobie z białym puchem. Dla nas to żaden problem, teraz dopiero zaczyna się prawdziwa wędrówka. Do tego na niebie pojawia się błękit. A na twarzach pojawia się radość, oczywiście po raz kolejny dzisiejszego dnia. Skrzący się śnieg osadza się na naszych włosach, przynajmniej u tych którzy owłosienie jeszcze posiadają.
    Następna przerwa na Wale. Łyk herbaty z termosu, kanapka i zmieniamy kolor szlaku na żółty. Przed nami Rychwałd i Pleśna.
    W Rychwałdzie mijamy kolejną nekropolię z czasów I wojny. To cmentarz nr 188, projektowany również przez Heinricha Scholza. W pogórzańskim krajobrazie wyróżnia go kilka rosnących na nim lip. Założenia cmentarne projektowanych blisko sto lat temu nekropolii są starannie przemyślane, stąd też i te drzewa nie znalazły się tu przypadkowo. Lipa bowiem w tradycji słowiańskiej i germańskiej jest uważana za drzewo święte. Dodatkowo kilka wysokich drzew pełni tu rolę swego rodzaju żywych gontyn, tak dobrze znanych z cmentarzy na Rotundzie lub w Grabiu, wskazujących z daleka miejsce pochówku.


    26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa- (fot. Artur Marć)

    Pogoda zaczyna nas rozpieszczać. Coraz więcej błękitu na niebie i coraz więcej radości.
    Nad Pleśną widoki są już bardziej niż przyzwoite. Pasmo Wału i Słona Góra prezentują się w całej krasie. Zbiegamy do wsi, by po chwili po raz drugi dzisiaj przekroczyć Białą. Skuta lodem rzeka przypomina, że prawdziwa zima w końcu nadeszła.
    Zasypanymi śniegiem serpentynami zmierzamy w stronę wierzchołka Słonej Góry. Mijają nas terenowe samochody. Najwyraźniej nie wszyscy uważają, że niedzielny spacer po Pogórzu to dobry pomysł. Nasza grupa rozciąga się na podejściu, kilkugodzinny wysiłek daje już znać o sobie. Wypłaszczenie pod Słoną Górą to dobre miejsce na wyrównanie oddechu i zwarcie szeregów.
    A skoro jesteśmy na Słonej Górze to także "czas na mały blues". Pobliska Oberża pod Grzybem kusi przytulnym wnętrzem, bo przecież "ma się ochotę na jednego" (Lady Pank po raz kolejny). Perspektywa odpoczynku i czegoś do odpoczynku powoduje, że niektórym zdumiewająco szybko wraca energia zostawiona w śniegu na podejściu na Słoną Górę.


    26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa- (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Zasiadamy, zamawiamy, jemy i pijemy. Pod Grzybem oprócz nas jest tylko jedna rodzina na niedzielnym obiedzie. Na stoły wjeżdżają flaczki, żurki, frytki i zupki. Te chmielowe oczywiście. Barmanka dowiedziawszy się skąd i dokąd zmierzamy oferuje nam podwiezienie do Tarnowa. Tyle tylko, że musielibyśmy poczekać, aż skończy pracę, czyli do dwudziestej. Dziękujemy za dobre chęci. Jest niedziela, więc niektórzy z nas zamierzają jeszcze oddać dziś Bogu co boskie i chcą zdążyć na popołudniową mszę u Filipinów. Na twarzy barmanki niedowierzanie miesza się z podziwem, a my przystępujemy do realizacji ostatniego dzisiejszego odcinka.
    Obieramy kurs na Łękawkę i Zawadę. Wędrujemy przez zaśnieżone pola. Z daleka nasza grupa prezentuje się niczym "Myśliwi na śniegu" z obrazu Pietera Bruegela. Przemierzamy jeszcze żółtym szlakiem, by przed Zawadą wejść na niebiesko znakowaną ścieżkę. Jesteśmy znów na szlaku wiodącym z Tarnowa na Wielki Rogacz. Dwa tygodnie temu w zupełnie innych warunkach pogodowych szliśmy nim w stronę Tuchowa.
    Przy Kościele w Zawadzie robimy ostatnią wspólną fotkę i... po raz pierwszy wyciągamy z plecaka naszą flagę oddziałową. Co to bowiem za wycieczka bez flażki. Takie naruszenie tradycji (nowej, świeckiej) byłoby niedopuszczalne. Z Marcinki zbiegamy do Tarnowa. Mimo trzydziestu kilometrów w nogach utrzymujemy przyzwoite tempo. Punktualnie o 15.30 meldujemy się u Filipinów. A tutaj wysłuchujemy kazania "z różnych ambon i z różnych stron". I to już by było na tyle rocka na Pogórzach.

    Artur Marć


    26.01.2014 - Wycieczka pogórzańska z Gromnika do Tarnowa- (fot. Przemysław Klesiewicz)

  • 25.01.2014 Nepalski wieczór u Baptystów

    Nepalski wieczór u Baptystów.

    W sobotę 25 stycznia 2014 r. drugi raz w przeciągu dwóch miesięcy byłam znowu w Nepalu. Nie sądziłam, że będzie to możliwe, ale nawet niska temperatura i sypiący śnieg nie mogły zatrzymać mnie w domu. Zapadając się po kostki w białym puchu dotarłam wprost w gościnne progi Zboru Baptystów w Tarnowie. To właśnie tutaj, w ramach tzw. "wieczorów narodowych" przyszła kolej na spotkanie z historią, kulturą, religią, kuchnią i życiem codziennym jednego z najwyżej położonych krajów świata. W egzotyczną podróż zabrać mieli wszystkich uczestników koledzy z naszego Oddziału PTT w Tarnowie. W czasie dwóch wizyt w Nepalu spędzili tam bowiem ponad czterdzieści dni. W 2010 roku wędrowali wokół Annapurny, trzy miesiące temu wrócili z trekkingu wokół Manaslu.
    W progu przywitał mnie pastor Ireneusz Skoczeń i wspaniały zapach dochodzący z kuchni, który intrygował mnie przez cały wieczór. Na początku Janusz przedstawił zebranym obecnych na sali przyjaciół z którymi wędrował po himalajskich szlakach. Byli to Robert, Andrzej i Piotrek. Potem rozpoczęły się opowieści o Nepalu. Była to inna prezentacja niż ta, którą w grudniu mogli obejrzeć członkowie Oddziału. Z wiadomych powodów mniej było w niej wspaniałych Himalajów, więcej zwyczajów i tradycji, hinduizmu i buddyzmu, kultury i zabytków, świąt i narodowych potraw. Liczne pamiątki przyniesione przez Piotrka i Janusza były doskonałym uzupełnieniem opowieści i zdjęć. W tle sączyła się nepalska muzyka. Podziwialiśmy buddyjskie stupy i ich tybetańskie odpowiedniki czorteny (kapliczki), murki modlitewne i bramy kani, klasztor i szkołę mnichów. Zawitaliśmy do wysoko położonej wioski, gdzie odbywały się akurat żniwa i wykopki. Dojrzałe zboże ścinane było za pomocą sierpów. Jak tego dokonać przekonali się osobiście (własnoręcznie) Basia i Piotrek. W innej osadzie obejrzeliśmy ubój jaków, świadczący niezbicie o nadchodzącej powoli w Himalaje długiej i śnieżnej zimie. Często na szlaku wędrówki (zwłaszcza wysoko w górach) powiewały flagi modlitewne w pięciu kolorach, które symbolizują: żółty (ziemię), zielony (wodę), czerwony (ogień), biały (powietrze, wiatr, chmury), a niebieski (przestrzeń).


    25.01.2014 - Wieczór nepalski u Baptystów - (fot. Janusz Foszcz)

    Rozwieszane są zawsze w takiej właśnie kolejności. W stolicy Nepalu, Katmandu podziwialiśmy zabytkowe pałace i świątynie. Mogliśmy również zobaczyć jak wygląda przygotowanie stosu do spalenia zwłok, które potem jako prochy lub niekoniecznie całkiem spalone szczątki trafiają do świętej rzeki Bagmati, będącej dopływem Gangesu. O ile zabytki są wspaniałe i stanowią atrakcję turystyczną, która przyciąga tysiące turystów, tak czystość nepalskich miast pozostawia wiele do życzenia. Nasi „himalaiści” mieli również okazję uczestniczyć w największym hinduskim święcie religijnym o nazwie Daśain. Trwa ono aż 15 dni. Zaproszeni do jednego z domostw zostali bardzo sympatycznie przyjęci, czego dowodem była tiki - czerwone kropki będące mieszaniną ryżu i barwnika - wykonane przez najstarszą kobietę rodu. Są one symbolem błogosławieństwa i braterstwa. Świętu towarzyszyły tańce, w których uczestnicy wyjazdu również wzięli udział.
    Zwieńczeniem wieczoru była niespodzianka, która swoim zapachem przywitała mnie w progu. Była to tradycyjna potrawa nepalska czyli dal bhat, danie z ryżu z zupą z soczewicy (bardziej o konsystencji sosu), warzywami z curry, ostrym paprykowym sosem i pieczywem chapati. Smakowało wybornie i jak się później dowiedziałam przygotował ją nie zawodowy kucharz lecz polonista Paweł. Jakość potrawy świadczyła jednak dobitnie o tym, że z azjatycką kuchnią jest za pan brat. Wkrótce zresztą okazało się, że gotowanie jest wielką pasją Pawła i w ten sam sposób kończy się każdy „wieczór narodowy”. Zmienia się oczywiście jedynie potrawa, będąca za każdym razem wyróżnikiem danego kraju. Tym smacznym akcentem zakończył się dwugodzinny wieczór nepalski u Baptystów.

    Iwona Leśniowska-Sułek


    25.01.2014 - Wieczór nepalski u Baptystów - (fot. Janusz Foszcz)

  • 24-25.01.2014 "Górnolotni" w Tarnowie

    "Górnolotni" w Tarnowie.

    W 5 rocznicę spotkań z podróżnikami w dniach 24-25 stycznia 2014 r. MCK zorganizowało festiwal na miarę zaspokojenia smaków tarnowskich miłośników gór. Kraków od ładnych kilku lat ma swój festiwal górski, a najwyraźniej autostrada z Krakowa do Tarnowa przybliżyła nasze miasto do ludzi wielkiego formatu, którzy zawitali w nasze skromne progi, by pochwalić się swoimi sukcesami i zachęcić do eksploracji górskiej różnych zakątków świata.
    Program serwował rosnące napięcie zaczynając w piątek od umiarkowanych doznań, choć znaczących dla polskiego akcentu w odkrywaniu gór odległych. Wojciech Lewandowski zabrał nas w podróż w Andy i choć tytuł prezentacji brzmiał "Polskie Andy - pięć lat eksploracji", pan Wojciech zaserwował nam podróż wehikułem czasu przesuwając horyzont czasu w Ameryce Południowej z teraźniejszości do lat trzydziestych XX wieku.
    Wraz z prowadzącym ulecieliśmy "Wyżej niż Kondory" podążając śladami Adama Karpińskiego, Stefana Osieckiego, Wiktora Ostrowskiego, Stefana Daszyńskiego, Konstantego Jodko-Narkiewicza - uczestników I Polskiej Wyprawy w Andy. Uczestnicy pomimo znacznie gorszego niż współcześnie sprzętu i odzieży dalekiej od marzeń dzisiejszego turysty, weszli na szczyt Aconcagua nową drogą-wschodnią ścianą, która na ich cześć nazwana została Ruta de los Polacos. Wyprawa zdobyła również czwarty co do wysokości szczyt Ameryki - Cerro Mercedario (6670 m). Rola Polaków została doceniona przez Argentyńczyków, którzy na mapy Andów wprowadzili nazwy Glacier Ostrowski, Glacier Karpiński i El Pico Polaco.
    Różnorodność barw Doliny El Colorado urzekła tęczowymi kolorami niejednego uczestnika Górnolotnych. Mogliśmy zobaczyć dwukolorową rzekę, rude skały, żółte odcienie piaskowców, zieleń traw i wiele innych krajobrazów.
    Pan Wojciech opowiadał nam również o szczęściu w nieszczęściu czyli ratunku z bezkresnych pustkowi Andów po wypadku pożyczonym od miejscowej kobiety (na ksero paszportu) jeepem w celu szukania zaginionego współtowarzysza. Pasażerowie wyszli z auta cało po dachowaniu, niestety samochód nie nadawał się do dalszej jazdy po wejściu w reakcję z „gorącym paliwem”. Ofiarą śmiertelną mogła być właścicielka jeepa, z którą rozmowa była najtrudniejszym elementem podróży, czemu nikt z oglądających zdjęcia się nie dziwił.
    Dowiedzieliśmy się również jak odznaka podarowana przez strażników parku, uratowała ekipę przed przetrzymywaniem przez chilijskich pograniczników i chęcią aresztowania.
    Zwieńczeniem prezentacji i wielu innych historii i historyjek Pana Wojciecha w temacie pięcioletniej eksploracji Andów był film z podróży z wplecionymi urywkami zarejestrowanej kamerą wyprawy uczestników sprzed ponad 80 lat.
    Wychodząc po tylu wrażeniach pierwszego dnia, z niecierpliwością czekało się na to, co przyniesie sobota. A przyniosła eksplozję marzeń wywołaną wspomnieniami prowadzących prezentacje. Dostaliśmy góry w czterech odsłonach.
    Jako przystawkę Piotr Sztaba zaserwował nam zasady bezpieczeństwa w górach. Wieloletni instruktor wspinaczki górskiej i taternictwa PZA doradził jak planować wyjście w góry, aby z nich bezpiecznie wrócić. Ułańska fantazja góromaniaków, szczególnie naszych rodaków jest znana nam nie tylko z opowiadań, a hasło „Polak potrafi” również odnosi się do wielu górskich wyjazdów. Wraz z Piotrem Sztabą przechodziliśmy przez strefę komfortu, kontrolowanego ryzyka oraz strefę paniki, które są ściśle związane ze smakowaniem gór.


    25.01.2014 - "Górnolotni" w Tarnowie - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Strefa komfortu choć wygodna i bezpieczna, uwstecznia nas jako górfanów zabijając w nas chęć szukania nowych wrażeń i rozwoju poza znane nam granice turystyki górskiej. Strefa paniki - jak wskazuje sama nazwa - również nie jest pozytywnie rokującym stanem pozbawiając nas odczuwania przyjemności z miejsca lub (i) sytuacji, w których się znajdujemy. Najlepsza z punktu widzenia ambitnego turysty górskiego jest strefa bezpiecznego ryzyka, gdyż pozwala nam wyjść poza strefę komfortu, zaryzykować nieznane, nowe, ciekawe, zaakceptować pewien stopień ryzyka (dla każdego różny), rozwinąć górskie żagle, ruszyć w drogę do marzeń, ale bez naruszania strefy paniki czyli większego ryzyka od odczuwanej przyjemności, a więc korzyści.
    Prowadzący na własnym przykładzie zaprezentował na czym polega dobre planowanie wyjazdu w góry i rola lidera w grupie. Na wszystkich etapach od planu poprzez jego realizację, aż do zakończenia ważne są: warunki, ludzie, czas [WLC]. Ich kontrola pozwala weryfikować przebieg wycieczki górskiej, a dobry plan zakłada również plan awaryjny uzależniony od zmienności warunków, stanu uczestników wycieczki oraz czasu. Dobry lider przed wyjazdem sprawdza mapę koncentrując się na kilku wybranych punktach trasy, gdzie należałoby przeprowadzić kontrolę WLC - weryfikacja pogody na trasie, kondycji uczestników lub innych czynników ludzkich oraz odchyleń czasowych planowanego przejścia. Tak mało, a jednocześnie tak wiele, by wyjazdy górskie nie były przygodą życia.
    Po bezpiecznej przystawce zapodano nam niebezpieczne danie - spotkanie z Marcinem Lewandowskim, który zaprezentował swoje żelazne przywiązania do gór. Wspinaczka po via-ferratach jest połączeniem trekkingu (do początku ferrat często idzie się kilka godzin), adrenaliny i wysiłku (liny prowadzą kilkusetmetrowymi prawie pionowymi ścianami w mocno wyeksponowanym terenie) oraz rozkoszy wzrokowej (widoki nie tylko na góry, ale i jeziora jako start ferraty z wody). Wiszące nad przepaściami mosty, stalowe liny drabinki, kołki wbite w skały na znacznej wysokości i inne atrakcje przyciągają coraz więcej chętnych. Minusem jest oczywiście konieczność posiadania sprzętu wspinaczkowego (kask, uprząż, lonża, karabinki, rękawice na ferraty, czasem raki, lina własna itp.), ale czego się nie robi dla marzeń. Podobnie jak dla turystów górskich i wspinaczy również miłośnicy via - ferrat znajdą nie tylko w Dolomitach trasy o różnych stopniach trudności i długości. Zdjęcia i opowieści Marcina Lewandowskiego zachęciły chyba każdego, by choć raz w życiu zakosztować żelaznych dróg.
    Daniem głównym dla tarnowskich górfanów była prezentacja Marcina YETI Tomaszewskiego. Czytając program myślałam, że to będzie najmniej dla mnie ciekawa część programu, ale szybko okazało się jak bardzo się pomyliłam. Yeti pokazał nam zdjęcia z realizacji projektu 4 Żywioły, w ramach którego Marcin wraz z partnerem skalnym Reganem wspinał się po Big Wallach Ziemi Baffina, Wenezueli, Patagonii oraz Alaski. Marcin poprzez zbiór fantastycznych obrazów zabrał nas ze sobą na ścianę Great Trango Tower (6286 m) - drogą wojownika BUSHIDO. Na początku prezentacji zapytany o dobór drużyny na realizację wyzwań "wielkościennych" powtórzył słowa Piotra Sztaby, iż „stały, sprawdzony partner jest gwarancją bezpieczeństwa” zaznaczając, że najlepszy partner nie może być kobietą. Jako kobieta poczułam lekki niesmak, ale w trakcie prezentacji muszę przyznać rację prowadzącemu. Nocowałam w różnych dalekich od komfortu warunkach, czasem nawet mocno niebezpiecznych, ale w wiszącym na jednym haku na skalnej ścianie namiocie jeszcze nie i ani za karę, ani za pokutę nawet siłą nie dałabym się tam wsadzić. Każdy ruch, zmiana pozycji w czasie snu w namiocie muszą być sygnalizowane partnerowi, aby namiot "z wkładem" nie spadł ze ściany lub nie zawisł na mocowaniach asekuracyjnych. Niesamowite było również wciąganie 150 kg szpeju po linach poręczowych wcześniej mocowanych przez jednego z uczestników. Wytyczanie drogi to żmudna praca w skale z daleka od komfortu, w różnych warunkach pogodowych od upału u podnóża skały, poprzez wiatr, aż do śniegu i chłodu w szczytowych partiach ściany. Aby w ogóle podjąć próbę wytyczenia nowej drogi konieczne jest posiadanie sporej ilości tzw. szpeju innymi słowy żelastwa o sporej wadze, różnych kształtach i rozmiarach (kości, friendy, jebadełka, ekspresy, karabinki, śruby, sporo lin, przyrządów zjazdowych, taśm itp.).


    25.01.2014 - "Górnolotni" w Tarnowie - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Cały sprzęt nie tylko sporo waży, ale jeszcze więcej kosztuje i co najgorsze - sporo tej wartości zostaje już na stałe w ścianie - wg Marcina w Great Trango Tower zostało w skale kilkadziesiąt tysięcy zł (!). Mówi się, że pieniądze leżą na ulicy (nie zauważyłam), ale wiem na pewno, że są w skałach. Pokonanie drogi wojownika BUSHIDO zajęło YETI i Reganowi 20 dni, wymagało zrobienia 46 wyciągów, o długości 1996 metrów i biwakowania na ścianie w wiszącym namiocie 4 dni. Równie imponującym wyczynem była działalność Marcina Tomaszewskiego z Markiem "Reganem" Raganowiczem na północnej ścianie Polar Sun Spire w Ziemi Baffina w Kanadzie, czego dowody zdjęciowe zostały nam okazane, powodując coraz większy wytrzeszcz oczu ze zdziwienia i podziwu widzów. Wytyczenie nowej drogi wymagało pokonania 1500 metrowej niemal gładkiej ściany, co zajęło uczestnikom 24 dni.
    Po prezentacji YETI chylę czoła przed wspinaczami i uważam, że zdecydowanie za mało docenia się ich wyczyny. Świat zwariował na punkcie szczytów najwyższych, wszelkich koronowanych gór (Korona Ziemi, Korona Europy, Korona Himalajów, Śnieżna Pantera itp.), choć często o sukcesie decyduje zasób portfela. W przypadku wytyczania nowych dróg wspinaczkowych, od początku do końca jest to ciężka praca prawdziwych zdobywców, którzy omijają łatwiznę, spoglądając tam, gdzie jeszcze nikt nie dotarł.
    Myślę, że nie tylko moje serce zdobył tą prezentacją Marcin, przed którym chylę czoła - WIELKI SZACUN YETI!
    Po daniach głównych przyszedł czas na deser, na który czekała wypełniona po brzegi sala MCK. Oto pojawił się człowiek wielkiego formatu - Piotr Pustelnik - zdobywca korony Himalajów i Karakorum - wszystkich 14 ośmiotysięczników ("Wyżej już wyjść się nie da"). Tych, dla których spotkanie z panem Piotrem było pierwszym w ich życiu zaskoczyła otwartość i niesamowite poczucie humoru pana Piotra, który bardzo szybko zjednał sobie całą publiczność - "Ja się tylko nazywam Pustelnik..." - mówił. Mieliśmy okazję dorastać z trzecim ukoronowanym Himalajami Polakiem w jego wspomnieniach o rodzącej się miłości do wspinaczki, do sportu pomimo przeciwności losu, zakazu rodziców i opinii lekarzy ("Niech się pani do syna nie przyzwyczaja..."). Nawet instruktor wspinaczki stwierdził, że młody Piotr kompletnie się nie nadaje na wspinacza. To, co zabronione zazwyczaj najlepiej smakuje i pewnie dlatego Piotr Pustelnik nigdy nie zrezygnował ze swoich marzeń. Tarnowscy góromaniacy poznali życie w base campie, gdzie spędza się 90% czasu jak czeka się na pogodę i 80% jeśli pogoda dopisuje. Zobaczyliśmy oczami Pustelnika panoramę z ośmiotysięczników, a fragmenty filmów sprawiły, że niemal na własnej skórze poczuliśmy chłód, wysokogórskiego powietrza, usłyszeliśmy głos himalajskiego wiatru i odczuliśmy ciężar zapadających się w głębokim śniegu nóg. Kolejny raz usłyszeliśmy, że czasem trzeba zawrócić nawet jeśli jest się blisko celu, aby uratować życie swoje lub kogoś, komu możemy pomóc. Nawet najlepszych himalaistów czasami pogoda, czasem inne okoliczności zmuszają do zmiany planów - jak mawiał nasz gość "głowa by chciała, ale ciało już nie ma sił". Warto zapamiętać lekcję, że góry stały milion lat i stać wciąż będą znacznie dłużej niż trwa nasze życie, zatem lepiej się wycofać żywym, niż za wszelką cenę próbować zamknąć plan na 100%, bo tylko żywi, możemy ponownie wrócić po swoje marzenia. A Pustelnik wie co mówi - ostatni z ośmiotysięczników - Annapurnę próbował zdobyć 4 razy bezskutecznie, aż za piątym podejściem góra się poddała.
    Nie sposób opisać czym było spotkanie z tak wielkim Himalaistą, ale z pewnością większość uczestników tarnowskiego festiwalu - o ile nie wszyscy - na nazwisko Pustelnik uśmiechnie się nie tylko ze względu na jego górnolotne i koronowane sukcesy, ale przede wszystkim ze względu na bardzo sympatyczny, bezpośredni, ciepły i dowcipny sposób bycia.
    Podsumowując "Górnolotni" byli wielką, rozkoszną i wyrafinowaną ucztą, a jedyne, czego można żałować to rzadkość takich imprez w Tarnowie.

    Barbara Kasperek


    25.01.2014 - "Górnolotni" w Tarnowie - (fot. Przemysław Klesiewicz)

  • Kanonizacja Jana Pawła II w Łagiewnikach

    Oddział PTT w Tarnowie
    oraz Stowarzyszenie
    "Przyjaciele Dróg Świętego Jakuba w Polsce"

    Zapraszają na wspólną pielgrzymkę pieszo-rowerową Drogą Św. Jakuba "Via Regia" z Tarnowa do Krakowa Łagiewnik na uroczystości Kanonizacji Ojca Świętego Jana Pawła II.
    Pielgrzymka odbędzie się w dniach 22-27.04.2014 r. w VI Etapach o łącznej długości 109 km.
    Pielgrzymowanie pieszo lub na rowerze można rozpocząć w dowolnym punkcie trasy.
    Godzinę i miejsce startu prowadzącego na poszczególnych etapach ustalono uwzględniając długość trasy, godzinę Mszy św. i możliwości dojazdu (dojścia) do punktu wyruszenia na szlak.
    Z uwagi na zmiany czasu i rozkładu jazdy pociągów może on jeszcze ulec zmianie.
    Rezerwacji noclegów można dokonywać indywidualnie lub poprzez kol. Stanisława Tomaszka do 10 lutego 2014 r.


    Etap I: (22.04 - 7:45 - Katedra) Tarnów - Porąbka Uszewska (27 km)
    Etap II: (23.04 - 10:00 - Kościół) Porąbka Uszewska - Brzesko (10 km)
    Etap III: (24.04 - 7:45 - Kościół) Brzesko - Bochnia (16 km)
    Etap IV: (25.04 - 8:30 - Bazylika) Bochnia - Staniątki (26 km)
    Etap V: (26.04 - 8:30 - Klasztor) Staniątki - Wieliczka (17 km)
    Etap VI: (27.04 - 6:00 - Klasztor) Wieliczka - Kraków Łagiewniki (13 km)

    Kontakt i zgłoszenia:
    Stanisław Tomaszek, kom.: 509-905-595, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
    Jerzy Zieliński, kom.: 501-022-666, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

    >Kliknij po więcej informacji<

  • 22.01.2014 "Włóczykijów przygoda z Gruzją"

    Prelekcja Barbary Kądziołki i Zbigniewa Bigasia.

    22 stycznia 2014 roku w tarnowskim Oddziale Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, odbyła się prelekcja pt:"Włóczykijów przygoda z Gruzją", którą poprowadzili Barbara Kądziołka i Zbigniew Bigaś. "Tarnowscy Włóczykije" zabrali nas w wirtualną podróż do Gruzji, z której jak sami mówią, nie mogą duchowo powrócić. Na kolejną wyprawę życia wyruszyli 8 października 2013 roku z lotniska w Katowicach, by po około trzech tygodniach przygody, zmierzyć się ponownie z polską rzeczywistością. Perfekcyjnie przygotowana prelekcja, przez pasjonatów podróży i gór, przyciągnęła do nas wielu zainteresowanych. Zbysiu opowiedział nam historię Gruzji, czyli starszej siostry Rzymu, wraz z początkami chrześcijaństwa oraz trudnymi czasami dla tamtejszej ludności, jak najazd Mongołów czy w późniejszych latach, przyłączenie się Gruzji do Rosji. Gruzja, to kraj pasterski, mało zaludniony, jednak ci, którzy doznali gościny gruzińskiej, znają ich ogromną życzliwość. Zbysiu przytoczył wiele przykładów, na jaką pomocną dłoń mogli liczyć, w czasie wyprawy. Podczas nocnej podróży, przebili oponę w wypożyczonym samochodzie i niespodziewanie ktoś z przejeżdżających zatrzymał się i pomógł zmienić felerną oponę, nic nie chcąc w zamian. Innym razem, poprosili o możliwość rozbicia namiotu na podwórku jednego z domostw, a gospodarz zaprosił ich do domu, udzielając najlepszej sypialni wraz z wyżywieniem.


    22.01.2014 - Prelekcja "Włóczykijów przygoda z Gruzją" - (fot. Artur Marć)

    Przesuwające się szybko slajdy, tak barwnie okraszone opowieściami, ukazały nam suto zastawione stoły, gruzińskiej kuchni. Mężczyźni zamarzyli o wyprawie do kraju, w którym głównym składnikiem potraw jest mięso. Jeden ze slajdów przedstawiał Zbysia, który smakował pajdę chleba z przydrożnej piekarni. Odstraszyły nas jedynie targi z mięsem, które wisiało lub leżało, wbrew wszelkim przyjętym u nas zasadom. Odpady i wszędobylskie śmieci, które nie wyglądają estetycznie w tak pięknym kraju, wraz z rurami gazu, przebiegającymi nad ziemią, rujnowały krajobraz. Przenieśliśmy się wraz ze Zbysiem i Basią do Tibilisi. Dzięki dużej wiedzy prelegentów i slajdom, mogliśmy zobaczyć największe zabytki stolicy. Zachwycał nas rozległy Plac Wolności, pomnik św. Jerzego, który lśni się złotym kolorem, Katedrę Sioni, która jest główną świątynią Kościoła Prawosławnego i wiele innych ciekawych miejsc. Atrakcją okazały się wiszące domy, ich ciekawa architektura i położenie. Wrażenie zrobiła na nas, nocna panorama stolicy, ze wzgórza Mtacminda. Basia zapewniła wszystkich planujących podróż w ten rejon, o panującym bezpieczeństwie i dużej ilości patrolującej policji, która wręcz pomaga turystom.


    22.01.2014 - Prelekcja "Włóczykijów przygoda z Gruzją" - (fot. Artur Marć)

    Kolejne dni, to wciąż nowe miejsca i zmieniające się widoki. Z miast przejeżdżali przez pustynię, odpoczywali nad jeziorem Zhinvali, wybrali się na Przełęcz Datvis 2676 m n.p.m., wszędzie tam, gdzie zdołali dotrzeć, robili fantastyczne zdjęcia. Kilka z nich przedstawiało widoki wschodów i zachodów słońca nad górami, kilka chmury otaczające Kazbek i przepiękny widok z Klasztoru Cminda Sameba. Rozbijając namiot w górach, często słyszeli skowyt wilków. Oprócz realnego zagrożenia, osłodę przyniosły im owoce granatów i wizyty w winnicach. Podczas prelekcji mogliśmy degustować czerwone wina z gruzińskiej ziemi. Termin pobytu w tym gościnnym kraju, zbiegł się z terminem tamtejszych wyborów, a w związku z nimi, odbywającymi się wieloma festynami wyborczymi. Podczas festynów, oprócz lokalnych win i potraw, brali udział w pokazie tańca i w koncercie. Przemierzając drogi i bezdroża Gruzji, przejechali 3640 kilometrów. W wyprawie udział wziął również Dominik, który przyczynił się do sukcesu podróży. Pokaz slajdów zakończył film, w którym Basia podsumowała wizytę w uroczej Gruzji. Ze swoim temperamentem i z rękoma wzniesionymi ku niebu, zadeklarowała swoją miłość do ziemi, która ugościła ich swoim duchowym bogactwem.

    Kinga Buras


    22.01.2014 - Prelekcja "Włóczykijów przygoda z Gruzją" - (fot. Artur Marć)

  • 18.01.2014 "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap II

    Szlak zza krat czyli przygoda z bramą - Etap II.

    Dzień wstał pochmurny i mglisty. W nocy padał deszcz i pozostawił po sobie duże kałuże wody. Z pogodą może być w najbliższych godzinach różnie, ale to nas nie zniechęca. Ostatecznie w gronie 8 osób wsiadamy na tarnowskim dworcu autobusowym do bojowo wyglądającego, ale dość leciwego busa i kierujemy się w stronę Tuchowa. Przy Starym Cmentarzu wsiada Galon i dalej jedziemy w docelowym 9-osobowym składzie.
    Przejeżdżając przez Tuchów łapiemy kontakt telefoniczno-wzrokowy z Berni. W Jodłówce Tuchowskiej wysiadamy w miejscu, w którym przed tygodniem zakończyliśmy trasę I etapu. Krótką chwilę idziemy wzdłuż potoku Rostówka, po czym skręcamy w prawo. Szlak wiodący asfaltową drogą (co się niestety często na Pogórzu zdarza) wyprowadza nas na granicę Kołkówki do szosy biegnącej działem z Gromnika w stronę Rzepienników. Tymczasem sytuacja pogodowa zaczyna przybierać coraz lepszy obrót.


    18.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap II - (fot. Janusz Foszcz)

    W gęstej do niedawna warstwie chmur pojawiają się coraz większe kawałki błękitu, zaczyna świecić słońce. Jest cieplej niż przed tygodniem. My natomiast, będąc nieopodal przysiółka Księży Las widzimy już zabudowania Rzepienników, od zachodniej strony Strzyżewskiego, a od wschodu Biskupiego, do którego wkrótce schodzimy. Przechodzimy obok kościoła w Rzepienniku Biskupim - jednego z pierwszych polskich kościołów neogotyckich, wzniesionego w II połowie XIX wieku, po czym kierujemy się na zachód w stronę Ciężkowic. Wreszcie kończy się asfalt i można iść po normalnym szlaku, ale trwa to niestety krótko. Lekkie podejście przez las i wkrótce, mijając po lewej stronie miejsce straceń w 1942 roku Żydów zamieszkujących Pogórze, dochodzimy do Dąbrów. Schludny cmentarzyk i dwa pomniki upamiętniają tragiczne wydarzenia z 17 września 1944 roku. W wyniku donosu, w nierównej walce zginęło tutaj 18 żołnierzy plutonu "Regina II" Armii Krajowej. Gospodarz, który dopuścił się zdrady, wyjechał po wojnie na Ziemie Zachodnie i w okolicach Wrocławia "utrwalał" władzę ludową w szeregach Milicji Obywatelskiej. Na podstawie amnestii z 1953 uniknął kary (!).
    Po krótkim postoju i małym posiłku idziemy dalej i wkrótce dochodzimy do szosy łączącej Rzepiennik Strzyżewski z Ciężkowicami.


    18.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap II - (fot. Dariusz Polak)

    Tutaj przystajemy przy cmentarzu wojskowym nr 141, niedawno odnowionym, na którym pochowani są żołnierze polegli podczas walk w ramach operacji gorlickiej w maju 1915 roku. Po chwili ruszamy w dalszą drogę. Centrum Ciężkowic zostaje po północnej stronie, my natomiast dochodzimy do rezerwatu Skamieniałe Miasto. W Jarze Wodospadu robimy pamiątkowe fotografie. Okazuje się, że to miejsce nie tylko dla mnie jest najbardziej urokliwym fragmentem Skamieniałego Miasta. Sprawnie mijamy kolejne skałki i szlakiem prowadzącym wzdłuż szosy osiągamy pierwsze zabudowania Ciężkowic. Zbliża się oczekiwany już przez wielu odpoczynek, zaplanowany w restauracji Relaks. Aby tam dotrzeć przechodzimy przez most na Białej, przekraczając w ten sposób umowną granicę pomiędzy Pogórzem Ciężkowickim, a Pogórzem Rożnowskim. Z mostu widać ławice ryb, więc z czystością Białej wcale nie jest tak źle, jak wielu sądzi. Po uzupełnieniu kalorii w Relaksie wkraczamy do Kąśnej Dolnej. Obok leniwie pracującego tartaku i wygrzewających się w słońcu kotów dochodzimy do dworu Paderewskiego. I tutaj spokojny przemarsz niebieskim szlakiem nabiera niespodziewanej dramaturgii. Napotykamy bowiem przeszkodę, ustanowioną w celu zniechęcenia turystów. Jest znak niebieski na słupie, a parę kroków dalej szeroka stalowa brama wjazdowa, uniemożliwiająca przejście. Brama jest sterowana elektronicznie, obok widać kamery monitoringu wizyjnego. Wygląda na to, że utopiono tu sporo kasy, zapewne w głównej mierze unijnej. Słowem jest bardzo miła, zachęcająca atmosfera. Brakuje jakiejkolwiek informacji dla turystów co zrobić, jeśli brama jest zamknięta (a zwykle jest).


    18.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap II - (fot. Janusz Foszcz)

    Po dłuższej dyskusji z zarządzającym obiektem i pokazie sprawności technicznej bramy zostajemy przepuszczeni przez teren parku okalającego dworek (tędy prowadzi szlak wyznakowany na drzewach!) i po kilku minutach opuszczamy to jakże gościnne miejsce.
    Wkrótce w promieniach wcale nieźle przygrzewającego styczniowego słońca osiągamy kulminację Styrka i dochodzimy do wieży widokowej w Bruśniku, którą Gmina Ciężkowice wybudowała w 2013 roku. Wieża ma 23 m wysokości, a najwyższy taras widokowy znajduje się na poziomie 18 metrów. Widok z niego jest rozległy, a bliższe i dalsze okolice, w tym Maślana Góra, Chełm, Jaworze, Pasmo Łososińskie, Wał i Pasmo Brzanki pięknie prezentują się w słoneczne popołudnie. Mamy wrażenie, że to wiosna, a nie połowa stycznia. Po opuszczeniu wieży przemieszczamy się w kierunku centralnej części Bruśnika. Przechodzimy obok neoromańskiego kościoła w tej miejscowości, po czym po sforsowaniu kolejnego wzgórza kierujemy się grzbietową drogą ku widocznej z daleka na wzgórzu (504 m) dużej rozwidlonej lipie, zwanej przez okoliczną ludność zdrobniale "lipką", z kapliczką i stojącym obok krzyżem. Jak pisze Władysław Krygowski: "Spod lipki jeden z najpiękniejszych widoków Pogórza, z majaczącą w dali przy pogodzie sylwetką Tatr na pd. zach."


    18.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap II - (fot. Janusz Foszcz)

    Do "lipki" tym razem nie dochodzimy, ale kawałek przed nią osiągamy miejsce, z którego zbiega w prawo droga do nieodległej stąd Falkowej. Stąd właśnie rozpoczniemy przejście kolejnego, trzeciego etapu. Tymczasem szybko schodzimy do Falkowej i po paru minutach jesteśmy na przystanku, naprzeciwko remizy i sklepu. Na przyjazd busa oczekujemy 20 minut, co utwierdza nas w przekonaniu, że logistyka wycieczki była perfekcyjna. W chwili, gdy niektórzy zaczynają już snuć domysły, że w sobotnie styczniowe popołudnie w tak uczęszczane miejsce kursowy bus może jednak nie przyjechać, punktualnie nadjeżdża pojazd monopolisty konsorcjum trzech firm, obsługujących komunikację na okolicznych terenach. Do Ciężkowic podróżujemy wyłącznie we własnym gronie, co daje posmak jazdy oddziałowym busem. Później dosiada się parę osób. Parę minut po godzinie 16 jesteśmy w Tarnowie. A następny etap... niebawem.

    Wiesław Izworski


    18.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap II - (fot. Janusz Foszcz)

  • II Posiedzenie ZG PTT IX Kadencji w Krakowie za nami

    18 stycznia 2014 roku odbyło się w siedzibie Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Krakowie II Posiedzenie Zarządu Głównego IX Kadencji pod przewodnictwem prezesa Józefa Haducha. W trwających sześć godzin obradach uczestniczyło 17 członków Zarządu Głównego oraz przedstawiciele Głównej Komisji Rewizyjnej (2 osoby), Głównego Sądu Koleżeńskiego (2 osoby), nowy prezes Oddziału "Karpackiego" w Łodzi Stanisław Flakiewicz i jeden gość. Uchwalono składy komisji przy Zarządzie Głównym. Wyznaczono opiekunów Oddziałów (Bielsko-Biała - Remigiusz Lichota, Chrzanów - Nikodem Frodyma, Dęblin - Robert Stanisławski, Jaworzno - Zbigniew Jaskiernia, Kraków - Józef Haduch, Łódź - Janusz Machulik, Łódź O/Karpacki - Janina Mikołajczyk, Mielec - Aleksander Stybel, Nowy Sącz - Jerzy Zieliński, Opole - Barbara Morawska-Nowak, Ostrowiec Świętokrzyski - Kinga Buras i Jerzy Zieliński, Ostrzeszów - Tomasz Rakoczy, Poznań - Zbigniew Jaskiernia, Radom - Joanna Dryla-Bogucka, Sosnowiec - Barbara Rapalska, Tarnów - Jerzy Piotr Krakowski, Warszawa - Maria Grażyna Hermanowicz). Przyjęto harmonogram pracy ZG na rok 2014. Omówiono przygotowania do uruchomienia kursu przewodnickiego i potrzebę opracowania prezentacji multimedialnej o PTT. Powołano zespół roboczy w składzie Barbara Rapalska i Antonina Sebesta, który zajmie się przygotowaniami do obchodów w roku 2015 - "Roku Kazimierza Przerwy-Tetmajera". Uchwalono regulamin i wzór nowych Odznak Krajoznawczo-Turystycznych PTT "Wielkiej Korony Beskidów". Janina Mikołajczyk omówiła plan akcji sprzątania gór. Nikodem Frodyma przedstawił założenia budżetu Zarządu Głównego na rok 2014. Wybrano nowego skarbnika - Joannę Gąsiorek z Oddziału w Chrzanowie. Barbara Morawska-Nowak omówiła sprawę dystrybucji tomu 21 "Pamiętnika PTT” i plany związane z wydaniem kolejnego tomu naszego rocznika. Zaakceptowano propozycję Oddziału w Bielsku-Białej, aby najbliższe posiedzenie Zarządu Głównego oraz Nadzwyczajny Zjazd Delegatów PTT odbyły się 7 czerwca 2014 roku w Kozach.
    Zaniepokojenie wywołało niezłożenie przez część Oddziałów w wymaganym terminie sprawozdań merytorycznych i finansowych.

    Mariusz Ryńca


    18.01.2014 - II Posiedzenie ZG PTT IX Kadencji w Krakowie - (fot. Jerzy Zieliński)

  • 11.01.2014 "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap I

    Wiosna w styczniu czyli z Tarnowa ku Wielkiemu Rogaczowi - Etap I.

    "Jak jest zima, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury". Otóż niekoniecznie. W tym roku pogoda stara się całkowicie zaprzeczyć cytowanemu powyżej fragmentowi dialogu pani kierowniczki ADM-u i szefa kotłowni z niezapomnianego "Misia". W związku z tym uległ również modyfikacji plan naszych wyjazdów. Z powodu braku białego puchu zrezygnowaliśmy póki co z wyjazdu w odleglejsze pasma górskie i postanowiliśmy zainaugurować (planowane pierwotnie na kwiecień i maj) przejście długodystansowego szlaku prowadzącego z Tarnowa na Wielki Rogacz - szczyt w Paśmie Radziejowej w Beskidzie Sądeckim. Ponieważ duże jego fragmenty wyznakowali w okresie międzywojennym nasi przodkowie z tarnowskiego Oddziału PTT uznaliśmy, że kilkuetapowy marsz doskonale wpisze się w obchody Roku Jubileuszowego.


    11.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap I - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    W całkowitych ciemnościach, w sobotę 11 stycznia kilkanaście osób opuściło domowe pielesze, by punktualnie o siódmej rano spotkać się przy kapliczce św. Walentego położonej obok najstarszej tarnowskiej nekropolii. To samo miejsce (możecie o nim przeczytać więcej w relacji Wieśka) było zresztą nie tak dawno temu punktem zbiórki przed wieczornym spacerem grzbietem Góry św. Marcina. Tutaj ma swój początek niebieski szlak, który po 184 km doprowadza wytrwałych wędrowców do celu czyli na wierzchołek Wielkiego Rogacza. I stąd wystartujemy do pierwszego etapu, który zakończymy w Jodłówce Tuchowskiej. To dość długi odcinek więc niezwłocznie ruszamy. Tym bardziej, że z Jodłówki wracać będziemy kursowym busem, a ten czekać z pewnością nie będzie. Szybko znajdujemy się na Alei Tarnowskich, która niczym pas startowy prowadzi nas ku Górze św. Marcina - pierwszemu wzniesieniu na naszej trasie, będącemu zarazem najdalej na północ wysuniętym punktem Karpat. Pierwszy, króciutki postój w okolicy drewnianego kościółka św. Marcina w Zawadzie wykorzystujemy na zrobienie kilku fotek oraz nawiązanie kontaktu z goniącym nas Wieśkiem (właśnie zaczyna podejście na "Marcinkę").


    11.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap I - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Ruszamy dalej i za chwilę oglądamy na horyzoncie… wschód słońca. W okolicach Łękawki dopada nas Wiesiek i nasza grupa jest już skompletowana. Na niebie coraz więcej błękitu. Widać pogoda też popiera nasz projekt. Po dwóch godzinach ostrego marszu czas na przerwę śniadaniową. Zaplanowaliśmy ją na placu biwakowym na Trzemeskiej Górze. Szybko radzimy sobie z kanapkami. Gorąca herbata z termosów i odrobina "malinówki" zapobiegają wychłodzeniu rozgrzanych ciał i są sygnałem zakończenia sjesty. Teraz przed nami odcinek prowadzący do Tuchowa. Zanim zobaczymy wieże tuchowskiego klasztoru oo. Redemptorystów czeka nas przejście przez Tuchowski Las. Oprócz niebieskich znaków prowadzą nas też "żółte muszle" św. Jakuba. To fragment drogi "Via Regia" prowadzącej do Santiago de Compostela. Kilka lat temu mieliśmy okazję wędrować tędy z Pilzna. Wówczas było tutaj jednak sporo śniegu. Dziś jest raczej wiosennie. Mijamy klasztor i przechodzimy przez most na Białej, by na chwilę znaleźć się na terenie Pogórza Rożnowskiego. Niewielkie podejście doprowadza nas na tuchowski rynek. Nie zatrzymujemy się tam nawet na chwilkę bo wiemy, że za trzy minuty czeka nas wizyta w "Królestwie Berni" czyli druga z zaplanowanych przerw. Wypełniamy szczelnie niewielką komnatę. Razem z Galonem i Kasztelanem zaszywam się w… przymierzalni. Przemek nawiązuje bliski kontakt ze zgrabnymi modelkami, a Artur przechodzi heavy metalową metamorfozę. Tyle atrakcji w ciągu kilku minut. Niesamowite.


    11.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap I - (fot. Artur Marć)

    Żegnani przez Szefową wracamy na szlak. Przechodzimy obok dworca PKP i stadionu MKS Tuchovia kierując się w stronę Burzyna. Ten odcinek można by z wiadomych przyczyn nazwać "Magistralą Berni". Znowu przekraczamy Białą wracając na Pogórze Ciężkowickie. Gdzieś wyżej po lewej stronie widać już charakterystyczną sylwetkę miejscowego kościoła. Nim minie kwadrans znajdziemy się obok niego. Południowe słońce przygrzewa całkiem mocno. Przed nami (prawie na wyciągnięcie ręki) Pasmo Brzanki. Na jego zboczach, bliżej doliny Białej wznosi się Rekolekcyjny Ośrodek Redemptorystów w Lubaszowej. Trudno go nie dostrzec. Utrzymujemy niezłe tempo i za chwilę zatrzymujemy się przy ośrodku rekreacji hippicznej. Przyglądając się pasącym koniom zwieramy szeregi. Przed nami bowiem odcinek terenowy czyli podejście na Brzankę. Kilka lat temu szlak niebieski zmienił tutaj swój przebieg. Zmian tych nie ma jeszcze na mapach, ale przecież trudno się zgubić w okolicach domu. Wchodzimy w las. W pewnym momencie ścieżka zamienia się w pokryte wielką ilością błota grzęzawisko. Tak bywa, gdy zima przypomina wczesną wiosnę. Opuszczamy więc "bagienko" i idąc zboczem osiągamy grzbiet Pasma Brzanki. Ponieważ "nowy" niebieski nie dochodzi do bacówki, kierując się wcześniej do Jodłówki Tuchowskiej, modyfikujemy (wydłużamy) nieco trasę.


    11.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap I - (fot. Artur Marć)

    W ten sposób zapewniamy sobie godzinną przerwę w przytulnej i całkowicie pustej bacówkowej jadalni. Zresztą nie mamy się gdzie spieszyć, godzinę zejścia wyznacza przecież odjazd kursowego busa. Konsumujemy, wspominamy, planujemy. Miłe sobotnie wczesne popołudnie. W tle Animalsi, Chris Rea, Foreigner… Lekko się rozleniwiamy, ale czas jest nieubłagany. Pamiątkowe zdjęcie i wspinamy się na wieżę widokową. Cudne Tatry są zwieńczeniem pięknego dnia. Będą nam jeszcze towarzyszyć podczas zejścia do Jodłówki (oczywiście niebieskim szlakiem). Stamtąd rozpoczniemy kolejny etap. Kiedy? Jeżeli zima dalej będzie bawić się w wiosnę, to pewnie już za tydzień. My przecież… "palimy się cały czas".

    PS. A cztery osoby (w ramach zagospodarowania nadmiaru czasu) przebiegły się jeszcze z Jodłówki do Lubaszowej…

    Janusz Foszcz


    11.01.2014 - "Tarnów-Wielki Rogacz 2014" - Etap I - (fot. Przemysław Klesiewicz)

  • "Co słychać?" - Nr 1 (277) / 2014

    Styczniowy, dwunastostronicowy numer "Co słychać?" otwiera artykuł Niny Mikołajczyk o ochronie przyrody, stanowiący wstęp do opublikowanego na drugiej stronie stanowiska PTT w sprawie budowy basenu na Myślenickich Turniach, które wysłano do Premiera.
    Aż pięć stron liczą wiadomości z życia ZG PTT i Oddziałów. Wśród tych pierwszych można przeczytać o I posiedzeniu Prezydium ZG PTT IX kadencji, wizycie przedstawicieli PTT na obchodach 17. rocznicy powstania słowackiego SVTS oraz odbywającej się pod patronatem honorowym PTT akcji "Góry Cooltury". Znajdziemy tu także apel o odbudowę kościółka na Stecówce, informacje o kontroli bezpieczeństwa w górach przez Najwyższą Izbę Kontroli i zniżkach w Bacówce PTTK na Krawcowym Wierchu oraz zaproszenie na organizowany przez SVTS Kurs Zimowy w słowackich Tatrach Wysokich.
    Wiadomości z Oddziałów przybliżają nam obchody 90-lecia Oddziału PTT w Krakowie oraz wybory nowych władz Oddziału PTT w Poznaniu. Działalność wśród dzieci i młodzieży to XIV Turniej wiedzy o górach w Myślenicach oraz powołanie Szkolnego Koła PTT w Jankowicach - o tym też piszemy w naszym miesięczniku.
    Wzmocnienie redakcji "Co słychać?" przez Kingę Buras z O/Tarnów przynosi w tym numerze wymierne efekty w postaci dwóch wywiadów - z prezesem PTT Józefem Haduchem oraz Szymonem Baronem - jego poprzednikiem na tym stanowisku.
    Numer uzupełniają relacja Barbary Morawskiej-Nowak z konferencji poświęconej przyrodzie i kulturze Peru, notka o skutkach halnego w polskich Karpatach oraz zaproszenie na V Ponadgimnazjalny Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach "Pogórze Ciężkowickie, Rożnowskie i Wiśnickie" organizowany przez Oddział PTT w Tarnowie.

    Życzymy przyjemnej lektury! (pobierz -> 1,19 MB)

    Szymon Baron

  • Honorowy Patronat PTT nad akcją "Góry Cooltury"

    Koło Miłośników Beskidów "Diablaki" z Dąbrowy Górniczej działające przy Szkole Podstawowej nr 18 w Dąbrowie Górniczej zainicjowało ogólnopolską akcję "Góry Cooltury", której celem jest przede wszystkim przywracanie pięknego (niestety odchodzącego do lamusa) zwyczaju pozdrawiania się podczas wędrówek oraz ograniczenia liczby śmieci pozostawianych w górach. W tym celu zamierzają podjąć szereg akcji, o których można przeczytać na stronie internetowej www.diablaki.com. Opiekunem Diablaków jest Norbert Owczarek, członek Oddziału PTT w Bielsku-Białej, a Polskie Towarzystwo Tatrzańskie objęło akcję honorowym patronatem.

    Szymon Baron

  • 04.01.2014 Rozpoczęcie Sezonu 2014 na Chełmie

    Wycieczka w stylu retro, czyli krótka rzecz o tym, że warto stare plany realizować...

    Sławetni poprzednicy Oddział nasz powołując, powzięli plany zdobycia góry Chełm nad Grybowem, ongiś Grzybowem zwanym. Plany te jednak na niczem spełzły, albowiem przytomni na założycielskim spotkaniu zainteresowania peregrynacją na tak marne szczyty nie okazali, o czym kroniki oddziałowe wspominają.
    Na długie dziewięć dekad plany owe odłożone zostały, aż do nastania Roku Pańskiego 2014, kiedyż to nastał wreszcie czas dobry by w jubileum ekskursję uczynić. Zima tego roku od zarania stycznia przyjść nie chciała, co znamionowało, iż chętni do górskich eskapad z błotem gęstą warstwą łemkowską ziemię zalegającym zmierzyć się musieli. Ale gdy pogoda dopisuje, a siła w lędźwiach jest, członkom naszego Oddziału w pieleszach usiedzieć trudno. Dziwne owe rzeczy, ciepło dotąd o tej porze roku nieznane, brak śniegu za sobą pociągające, zrazić nas nie mogły.
    Zatem soboty pierwszej w styczniu automobilem wielu chętnych mogącym pomieścić ku Grybowowi udaliśmy się, mijając po drodze Ciężkowice z ostańców skalnych znane i Bobową gdzie ohel sławnego rabina Szlomo Halbersztama stoi.


    04.01.2014 - Rozpoczęcie Sezonu AD 2014 - (fot. Artur Marć)

    Do Grybowa przybyliśmy rankiem, gdzie na stacji do zatankowania automobilów rozpoczęliśmy wędrówkę w stronę Chełma. Nogi nasze raczej do skał nawyknięte frasunek miały, albowiem magistrat grybowski, by lud tutejszy zadowolić, cały dukt na Podchełmiu asfaltem i betonem pokryć kazał. Szczęściem w odpowiedni prowiant zaopatrzeni w porę przed drogą się nim raczyliśmy, takoż napitkiem nie gardząc i nawet taka niesprzyjająca wędrówce sposobność zmartwieniem dla nas nie była.
    Z przysiółka Podchełmiem zwanego widać było góry okoliczne, spośród których wyliczyć trzeba Jodłową i Rosochatkę, a także żelazną wieżycą przyozdobione Jaworze, gdzie po ostatnich Świętach od obfitych stołów powstając spacer odbyliśmy. Widok na szczyty okoliczne, mocno gęstym borem porośnięte, okraszony był małym Kościołem, w którego kronikach zapisany jest ślub naszych przyjaciół pp. Nowaków.
    Szczęściem tuż za Kościołem z gruntem leśnym się przywitaliśmy, a buty nasze przyozdobione zostały błotem i liśćmi. Leśna ścieżyna, po której miejscowi jeno chodzą, na szczyt nas stromo prowadziła. Na czele, jako prezesowi przystało, kroczył Janusz, exemplum wytrwałości innym dając. Oprócz członków naszych dopisali także i ci, którzy z ideą górską sympatyzują, a zamiłowanie do wędrówek mają. W stanie dobrym wierzchołek Chełma polanką zwieńczony osiągnęliśmy, gdzie spoczynek krótki też uczyniliśmy. Do krzyża na Chełmie, który lud miejscowy bogobojny wystawił, prowadził nas czas cały znak niebieską farbą malowany.


    04.01.2014 - Rozpoczęcie Sezonu AD 2014 - (fot. Artur Marć)

    Na szczycie odprawione zostały obrzędy, dla postronnych może i niezrozumiałe, po których Dawid, solidnie kijami obity, choć dla śmiechu jedynie, członkiem Oddziału został, z czego dumny był wielce.
    Zażywszy nieco odpoczynku, poganiani wiatrem z Chełma ku Wawrzce kierować się poczęliśmy, wprzódy gratulując sobie, że oto czego poprzednicy nasi nie potrafili dokonać, my lat wiele później uczyniliśmy sławiąc brać turystyczną, która pod znakami PTT góry przemierza.
    Bór gęsto wierzchołek Chełma porastający wcale w zimową szatę przyobleczony nie był, w tenże czas jedynie liście pod nogami naszemi szeleściły o dawno minionej jesieni nam przypominając. Do Wawrzki schodząc poczęliśmy się mocniej kijami zapierać, przydając uwagę by pośród liści ukryte kamienie omijać. Przy pierwszych domach Wawrzki jeszcze na chwilę przystanęliśmy, by tych którzy z tyłu szli z oczu nie tracić. Witały nas przy tym zaciekawione spojrzenia tutejszych, którzy mając góry za uciążliwość jedynie codzienną, gdy do miasta jechać przyjdzie, nie cenią smaku wędrówki oraz ujadanie psów, zawżdy obcych obszczekujących.
    Z Wawrzki ku Klimkówce się kierując postanowiliśmy naonczas protestację ku władzom poczynić, by resztki dróg polnych asfaltem nie wylewać, co dla nas wędrowców wielce jest niemiłe. Buty nasze w zagranicznych manufakturach poczynione i solidnem groszem opłacone uszczerbku od asfaltu bowiem doznają.


    04.01.2014 - Rozpoczęcie Sezonu AD 2014 - (fot. Artur Marć)

    Dochodząc do góry Flaszą zwanej przystanęliśmy by się porachować i tych, którzy z tyłu bieżyli w ochocie do dalszego wędrowania, jak się nam zdawało, utwierdzać. Jednakowoż rychło okazało się, że w błędzie byliśmy, sądząc iż koledzy nasi ochotę tracą i siły ich opuszczają. Oni to bowiem ochoty wcale nie potracili, a jeno uznali, że okazja ku temu by przed Flaszą flaszę wyciągnąć, co by po raz wtóry uczcić osiągnięcie nasze dzisiejsze. Pogoda sprzyjała nam wyjątkowo, toteż przy drewnie równo porżniętym znów odpoczywaliśmy, jadłem i napitkiem się racząc. Siły nam prędko wróciły, a cel nasz, osada łemkowska Klimkówka, już na wyciągnięcie ręki zdawać się był.
    Po skończonem tym ostatnim na wzgórzu popasie, gdy pogoda się już popsowała, czas było naszą eskapadę kończyć i do Klimkówki zszedłszy do domu wracać. Lubo przecie niektórym, już w Klimkówce, mało było wysiłku i wrażeń tedy jeszcze chcieli nad zaporą na Ropie do innej wsi łemkowskiej pomaszerować. Wieś ta, Łosiami zwana, drzewiej z fachu maziarskiego słynęła. Chwatów, którzy do tej wsi pomaszerowali tuż przed Łosiami dogonili Janusz i Darek, nie bacząc na to, iż nogi obute w ciężkie pionierki mieli. Dwaj owi bergsteigerzy, iście himalajską krzepę prezentując, niemal na spotkanie automobila z nami wybiegli. Tem samem, eskapada ku chwale poprzedników naszych poczyniona, w zgodnej opinii wybornie przebiegająca, końca dobiegła. A nam tam obecnym pozostało jedynie dalsze plany snuć, wzrok i myśli ku górom kierując...
    Ja tam byłem, okowity ani piwa nie piłem, co widziałem to spisałem.

    Artur Marć


    04.01.2014 - Rozpoczęcie Sezonu AD 2014 - (fot. Artur Marć)

  • Apel o wsparcie odbudowy kościółka na Stecówce

    Koleżanki i Koledzy,

    W nocy z 2/3 grudnia 2013 r. spłonął drewniany kościółek pw. Matki Bożej Fatimskiej w Istebnej-Stecówce w Beskidzie Śląskim. Kościółek ten stanowił nie tylko przystanek w celu duchowego wzmocnienia sił wędrowców, ale był także pięknym przykładem drewnianego budownictwa sakralnego. Choć niewielki swą bryłą to był wielki swą duszą i klimatem. Był także skarbnicą dzieł artystów z okolicznych miejscowości, w tym, między innymi, Jana Wałacha. Pięknie położony zachęcał wprost do wstąpienia choć na chwilę. Kościółek służył nie tylko nielicznym mieszkańcom przysiółków Istebnej, ale także, a może nawet głównie licznym rzeszom turystów i wczasowiczów poznających szlaki turystyczne w okolicy Wisły i Istebnej.
    Około 450-osobowa parafia Matki Bożej Fatimskiej na Stecówce nie będzie w stanie sama w szybkim tempie odbudować zniszczonego kościoła. Dlatego apelujemy do Koleżanek i Kolegów o pomoc w zebraniu środków finansowych na w miarę szybką odbudowę. W celu zebrania funduszy na odbudowę proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej założył specjalne konto: 05 8129 1014 3002 0029 8087 0001.
    Prosimy o dokonywanie wpłat na ten szczytny cel.

    Z tatrzańskim pozdrowieniem,

    Józef Haduch (Prezes ZG PTT)
    Mariusz Ryńca (Sekretarz ZG PTT)


    Spalony kościółek w Istebnej-Stecówce - (fot. www.gazetacodzienna.pl)

  • 28.12.2013 Zakończenie Sezonu 2013 na Babiej Górze

    O kaprysach Królowej, czyli zakończenie sezonu na Babiej Górze...

    Na początek wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Każdy rok spędzony pod znakiem górskich wędrówek jest rokiem dobrym, a nawet bardzo dobrym. I nieważne gdzie udało się pojechać - w pobliskie Beskidy, w nieco odleglejsze Alpy czy też w całkiem dalekie Himalaje. Zatem rok 2013 był bezdyskusyjnie dobrym rokiem. Ale wszystko ma przecież swój początek i koniec. Skoro coś zaczęliśmy 12 miesięcy temu to trzeba również to zakończyć...
    Taka okazja wymaga szczególnego miejsca, zatem wybór pada na Królową Beskidów. Inna Jej nazwa - jak się okaże prorocza - to Królowa Niepogody. Ale póki co zmierzając busem w stronę Krowiarek zapowiada się na pyszny górski dzień. Niebo jest bowiem lazurowe, zaś tuż za Krakowem pokazuje się grzebień Tatr. Korzystając z dobrodziejstw autostrady podróżujemy krócej niż zwykle. W busie jest wyjątkowo cicho, a nawet sennie. Dopiero w Zawoi atmosfera się nieco ożywia, gdy obserwujemy wyjątkowe zjawisko - dym z kominów zamiast pionowo układa się niemal całkiem poziomo.


    28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (fot. Artur Marć)

    Przygotowując się na Krowiarkach do wymarszu zdajemy sobie już sprawę, że Królowa znów jest w złym humorze. Szczyt Diablaka pokrywa "czapa" z chmur, które pomimo silnych podmuchów nie zamierzają opuścić wierzchołka. Ale przecież sezon trzeba zakończyć szczytowaniem, więc zaczynamy mozolne podejście w stronę Sokolicy. W odróżnieniu od ubiegłego roku, gdy na Ćwilinie i Śnieżnicy byliśmy sami, tym razem co kilka chwil spotykamy wchodzące i schodzące grupki turystycznej braci. Jak widać nie tylko my uznaliśmy, że sobota w górach to dobry pomysł.
    Maszerując już po raz ostatni w tym roku po górach wspominamy nieubłagalnie przechodzący do historii Stary Rok. Co z niego zapamiętamy? Mroźną inaugurację sezonu na Jamnej. Pobliskie Pogórza mają swój urok. Potem luty i wycieczka na Niemcową. Kultowa chatka w górach i sięgające piersi zaspy na Wielkim Rogaczu. Mglisty marcowy weekend w polskich i słowackich Pieninach. Jedne z bardziej widokowych gór tym razem z kiepską widocznością. Kwiecień to zapomniane nieco góry Leluchowskie i Czerchowskie. Te drugie może nawet nie tyle zapomniane, co w ogóle nieodkryte. Zielony maj w Bieszczadach i w Beskidzie Niskim. To wtedy odkryliśmy że technikę zjeżdżania na pewnej części ciała można stosować nie tylko zimą. Czerwiec i wrzesień to nasz tatrzański matecznik, najpierw K2 czyli Krywań i Koprowy, a potem na zakończenie wakacji Furkot i Dolina Staroleśna. A ten dwa tatrzańskie weekendy przedzieliliśmy sobotą w Beskidzie Niskim, z pstrągami i panoramą z Grzywackiej. I niech tylko ktoś powie, że Beskid Niski nie ma swojego uroku. Jesienią też oczywiście nie próżnowaliśmy. Wróciliśmy w Góry Czerchowskie. A potem w Marszu Niepodległości pomaszerowaliśmy na Jaworzynę Konieczniańską i nieco niespodziewanie po Skamieniałym Mieście. Grudzień to oczywiście Turbacz i Mikołajki, impreza wywodząca się jeszcze z czasów, gdy nie było Oddziału PTT w Tarnowie.


    28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Na Sokolicy zatrzymujemy się na chwilę by zebrać nieco rozciągniętą grupę i wyciągnąć z plecaków kurtki. To oczywiście także miejsce naszej pierwszej zbiorowej fotki. Dokumentujemy też widok na Pasmo Policy. Ale oczywiście nasz wzrok biegnie w inną stronę.
    Królowa w dalszym ciągu pokazuje swe chmurne oblicze. I nic nie wskazuje na to by dziś miała się zmienić. Wprost przeciwnie nasilający się wiatr pokazuje, że Jej kaprysy mogą osiągnąć dziś swój zenit.
    Osiągając Kępę wiemy już, że uzyskanie audiencji będzie dziś wyjątkowo trudne. W nieco innych okolicznościach przyrody śpiewalibyśmy pewnie coś o 10 stopniach w skali Beauforta. Ale jesteśmy przecież w górach, a siłę halnego mierzy się innymi jednostkami. Na Główniaku jasne już jest, iż chyba wszyscy zaliczymy swój "wietrzny rekord". Nikt z nas nie miał jeszcze okazji zmierzyć się w górach z wiatrem, którego prędkość jak się okazuje przekracza 90 km/h. Widoczność wynosi ledwie kilka metrów. W takich warunkach każdy krok wykonywany jest z wielokrotnie większym wysiłkiem. By nie stracić równowagi i się nie przewrócić trzeba się nieco pochylić. No cóż, to wszak audiencja u Królowej, więc musimy nieco zgiąć karki.
    Na wierzchołku musimy zmierzyć się z kulminacją siły wiatru. Na szczęście murek ułożony z kamieni daje nam osłonę przed wiatrem. Przez chwilę regenerujemy siły, poprawiamy potargany wiatrem ekwipunek i oczekujemy na resztę grupy. Mamy początkowo nadzieję, że wiatr nieco osłabnie, ale dość szybko po raz kolejny okazuje się czyją matką jest nadzieja. W tej sytuacji decydujemy, że Janusz i Darek pójdą po resztę naszej grupy i razem z nią zawrócą na Sokolicę. Stamtąd zaś idąc Percią Przyrodników i Górnym Płajem skierują się do schroniska na Markowych Szczawinach.


    28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (by Przemysław Klesiewicz)

    Natomiast szczęśliwi zdobywcy Diablaka po krótkim odpoczynku kierują się w stronę Przełęczy Brona. Wyniesiony w plecaku szampan musi jeszcze trochę poczekać. Zejście z kopuły szczytowej w tych warunkach jest sporym wyzwaniem. Ślizgamy się po kamieniach, starając się nie stracić z oczu oznakowań szlaku. Z każdym krokiem w kierunku Przełęczy wiatr traci na sile. Powyżej Brony kucamy w kosodrzewinie. Chwila odpoczynku i oczekiwanie na koleżanki i kolegów idących z tyłu. Po chwili nawiązujemy kontakt wzrokowy. Są, wszystko w porządku, więc zbiegamy do schroniska na Markowych Szczawinach. Tutaj okazuje się że członkom tarnowskiego Oddziału PTT niestraszne są nawet największe kaprysy Królowej. Halina, Andrzej i Przemek, którym najwyraźniej brakowało jeszcze wrażeń postanowili zdobyć nieodległy wierzchołek Małej Babiej Góry.
    W związku z dość nieoczekiwanym podzieleniem się na dwie grupy zwyczajowy odpoczynek w schronisku na Markowych Szczawinach nieco się wydłuża. Ten swoisty "bonus czasowy" wykorzystujemy na zapoznanie się z nowymi sympatykami naszego Oddziału. Są rozmowy, poświąteczne ciasto i oczywiście coś na rozgrzanie zmarzniętych ciał. Nawiązujemy też kontakt telefoniczny z Januszem i resztą wycieczki dla której ostatnią atrakcją wyjazdu są wiatrołomy na Górnym Płaju.
    Jak wiadomo koniec wieńczy dzieło. Nasze górskie dzieło A. D. 2013 zostaje zwieńczone szampanem i noworocznymi życzeniami przed schroniskiem. Przed nami 2014 r. Rok dziewięćdziesięciolecia Oddziału i kolejny rok naszych górskich peregrynacji. Jeszcze się na dobre nie rozpoczął, a my już wiemy, że będzie udany. Dlaczego? Bo przecież każdy rok mierzony górskimi wyjazdami jest rokiem udanym...

    Artur Marć


    28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (fot. Artur Marć)

  • 27.12.2013 VII Poświąteczny Spacer - Postawne i Jaworze

    Przez Postawne i Jaworze czyli magia siódemek.

    Siódemka to szczególna liczba. Od czasów najdawniejszych nadawano jej wyjątkową moc i uważano za mistyczną i pełną symboli. Już na prehistorycznym malowidle w grocie Lascaux mamy przecież siedem wielkich byków. Siódemkę wyróżniali Sumerowie, Persowie i Egipcjanie, Żydzi, Grecy i Rzymianie, Aztekowie, Hindusi i Chińczycy oraz wiele innych ludów z różnych kultur i kontynentów. Siedem dni ma tydzień. Tyle samo ramion ma menora. Siedmiu jest archaniołów, siedem sakramentów i siedem grzechów głównych. Na siedmiu wzgórzach zbudowano Rzym. W wielu mitologiach i religiach siódemka jest symbolem całości, dopełnienia, symbolizuje związek czasu i przestrzeni. W przypadku naszego Oddziału ostatni miesiąc mijającego powoli roku był również naznaczony siódemkami. Ta liczba przyporządkowana była tegorocznym "Mikołajkom na Turbaczu". Po raz siódmy wyruszyliśmy też na górski szlak tuż po świętach w celu pozbycia się nadmiaru świątecznych kalorii.


    27.12.2013 - VII Poświąteczny spacer na Postawne i Jaworze - (fot. Jerzy Zieliński)

    Kilkanaście minut po siódmej (znowu siódemka) spotykamy się w hallu tarnowskiego dworca kolejowego. Ze sprawdzeniem obecności nie ma problemu. Szybko okazuje się, że w Góry Grybowskie wyruszy… SIEDEM osób. A wokół pustka. Podróżnych jak na lekarstwo. Wszystko przez remont linii kolejowej prowadzącej w stronę Krakowa. Teraz podróż pociągiem do królewskiego miasta trwa ponad dwie godziny. Poczciwy cesarz Franciszek Józef przewraca się zapewne w swoim grobie. Dopóki na torach nie pojawi się Pendolino, pasażerowie wybierają… Voyagera i podróż autostradą. Ale to nie nasz problem. Kupujemy bilety do Ptaszkowej i przemieszczamy się na peron. A na nim czeka już Urszula. Czyżby jednak ósemka? Niestety. Nasza oddziałowa koleżanka wraca do Nowego Sącza. Po chwili spotykamy Galona. Z ciężkim plecakiem i trójką podobnie wyekwipowanych przyjaciół wybiera się do Żegiestowa, by ostatnie dni roku spędzić aktywnie na ścieżkach Beskidu Sądeckiego. Od strony Krakowa nadjeżdża pociąg. Z wymienionych powyżej przyczyn, jest prawie zupełnie pusty. Bez problemów zasiadamy więc wszyscy w jednym wagonie. Podróż mija zdecydowanie za szybko. W Ptaszkowej żegnamy towarzyszy podróży.


    27.12.2013 - VII Poświąteczny spacer na Postawne i Jaworze - (fot. Małgorzata Ciach)

    Gdyby nie kalendarz można by stwierdzić, że właśnie rozpoczyna się wiosna. Jakichkolwiek oznak zimy. Mijamy nowy kościół w Ptaszkowej i wchodzimy w "teren". Błoto w górach pod koniec grudnia to rzadki widok. Na szczęście nieco wyżej doświadczamy skutków nocnego przygruntowego przymrozku. Dzięki temu maszerujemy "po twardym". Po drodze zatrzymujemy się przy metalowym krzyżu na Postawnym. Stoi w pewnym oddaleniu od szlaku, więc do tej pory nigdy go nie oglądaliśmy. Niespodziewanie pojawia się więc element nowości. Takim elementem nie jest już z pewnością wieża na Jaworzu. Staliśmy na jej widokowym tarasie kilkakrotnie. Wchodzimy i teraz. Dobrze znana panorama przyciąga wzrok. Są wszystkie pasma, które być powinny. Jedynie Tatry zasłonięte chmurami. Szkoda. Robimy serię zdjęć i schodzimy. U stóp wieży organizujemy krótką przerwę. Dla chętnych jest nawet śnieg. Kilkucentymetrowa (z przerwami) warstwa zalega jeszcze na północnych stokach masywu. Reszta spłynęła wraz z wiejącym od wigilii halnym.


    27.12.2013 - VII Poświąteczny spacer na Postawne i Jaworze - (fot. Jerzy Zieliński)

    Niespiesznie ruszamy w stronę Grybowa. Czasu mamy sporo. Powrót wyznacza przecież godzina odjazdu pociągu do Tarnowa. Robi się naprawdę ciepło. Na łąkach nad Kąclową odnajdujemy ślady… wiosny. Są stokrotki i bazie. W dole droga prowadząca z Grybowa do Krynicy, a za nią skąpany w słońcu szczyt Chełmu. Za osiem dni zainaugurujemy na nim sezon turystyczny 2014. A jutro pożegnamy na Babiej Górze stary rok. Teraz zaś kroczymy asfaltem w stronę centrum Grybowa. Wycieczkę chcemy bowiem zakończyć łykiem piwa z miejscowego browaru. Niestety w dwóch położonych na grybowskim rynku lokalach gastronomicznych nasze marzenie nie może zostać spełnione. Toast wznosimy więc wyrobami konkurencji (panowie) lub gorącą czekoladą (panie). Potem pozostaje nam jedynie spacer na stację kolejową. W promieniach słońca i pod błękitnym niebem idzie się całkiem przyjemnie nie tylko w grudniu. Ostatnie spojrzenie na Pasmo Postawnego i Jaworza. Pociąg już się zbliża. Siódmy poświąteczny spacer przechodzi do oddziałowej historii.

    Janusz Foszcz


    27.12.2013 - VII Poświąteczny spacer na Postawne i Jaworze - (fot. Jerzy Zieliński)

  • 26-27.01.2013 - Jubileusz X-lecia Oddziału w Ostrowcu Św.

    Jubileusz X-lecia utworzenia Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim.

    W dniach 26-27.01.2013 r. Członkowie Oddziału PTT w Tarnowie wraz z "Tarnowskimi Włóczykijami" uczestniczyli w Jubileuszu X-lecia utworzenia Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim.
    Wśród zaproszonych gości, udział wzięli przedstawiciele Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, reprezentacje Członków z Oddziałów PTT w Bielsku-Białej, Chrzanowie, Krakowie, obu Oddziałów w Łodzi, Mielcu, Nowym Sączu z Kołem w Tarnobrzegu, Radomiu i Tarnowie oraz władze powiatowe, miejskie, Posłowie i firmy wspierające działalność Oddziału PTT w Ostrowcu. Nie zabrakło również przyjaciół z innych środowisk turystycznych, Kół Przewodnickich z Prezesem ostrowieckiego Oddziału PTTK im. Mieczysława Radwana na czele. W kameralnej sali MCK odbyła się część oficjalna, na której przedstawiono osiągnięcia 10-letniej działalności Oddziału w Ostrowcu wraz z pokazem multimedialnym. Na ręce Pani Prezes Grażyny Jedlikowskiej złożono gratulacje oraz dyplomy, a przemowom nie było końca.


    26.01.2013 - Jubileusz X-lecia Oddziału PTT w Ostrowcu Św. - (fot. Jerzy Zieliński)

    Doceniono również założycieli PTT w Ostrowcu, Państwa Ewę i Tomasza Gawlików. Miłym gestem dla naszego, tarnowskiego Oddziału, było wyróżnienie Jerzego Zielińskiego "Podziękowaniem za pomoc, życzliwość i poparcie działań Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim", które odebrał w gronie innych przyjaciół z Zarządu Głównego PTT: Prezesa Szymona Barona, Wiceprezesa Nikodema Frodymy oraz Skarbnika Joanny Król.
    Po części oficjalnej zostaliśmy zaproszeni na otwarcie wystawy fotograficznej autorstwa Członków rodzimego PTT. Jubileusz uświetnił koncert zespołu "Pod Wiatr" i wycieczka krajoznawcza do krainy Świętego Mikołaja, który wraz z pomocnikami przybył z daleka, by nieść radość dzieciom i uśmiech dorosłym. Podczas gdy, goście korzystali z atrakcji gościnnej ostrowskiej ziemi, Zarząd Główny PTT zebrał się na posiedzeniu, które obradowało do godzin wieczornych.


    26.01.2013 - Jubileusz X-lecia Oddziału PTT w Ostrowcu Św. - (fot. Remigiusz Lichota)

    Punktualnie o 19.30 rozpoczął się uroczysty bankiet przy muzyce. Z szampanem w dłoniach zaśpiewaliśmy "Sto lat", a suto zastawione stoły, na których pojawiały się coraz to nowe przekąski i dania, zebrały gości do wspólnego biesiadowania. Prawdziwie weselna atmosfera przy akompaniamencie zespołu, porwała na parkiet organizatorów wraz z zaproszonymi gośćmi. "Tarnowskie Włóczykije" królowały na parkiecie do białego rana. Nie zabrakło też akcentów turystycznych i wspólnego śpiewania przy akompaniamencie aż trzech gitar.
    Niedziela przywitała nas rześkim porankiem. Jeszcze tylko próba odpalenia wszystkich samochodów i udaliśmy się do kościoła Najświętszego Serca Jezusowego na Mszę świętą. Ksiądz Proboszcz serdecznie powitał nas w swojej parafii, jak również ofiarował modlitwę i złożył życzenia nam, pasjonatom i miłośnikom gór. Piękny drewniany kościół, zaprojektowany w stylu zakopiańskim, przy wejściu głównym zgromadził nas do wspólnego zdjęcia.


    26.01.2013 - Jubileusz X-lecia Oddziału PTT w Ostrowcu Św. - (fot. Krzysztof Florys)

    Kolejnym punktem bogatego programu, było zwiedzanie Rezerwatu Krzemionki. Rezerwat Archeologiczno-Przyrodniczy jest obiektem unikatowym, stanowi jedną z największych w Europie neolitycznych kopalni krzemienia. Dla zwiedzających udostępniona jest trasa podziemna oraz skansen neolityczny. W Muzeum Historyczno-Archeologicznym przywitał nas Dyrektor placówki, który przekazał oprowadzenie naszej grupy miejscowemu przewodnikowi. Muzeum łączy turystykę z badaniami naukowymi oraz edukacją. Przewodnik zabrał nas wyznaczoną ścieżką w Rezerwacie do specjalnie przygotowanych kopalń, wraz z manekinami, które obrazowo przedstawiają pracę i narzędzia, którymi się wówczas posługiwano. Zeszliśmy również do kopalni, w której górnicy w wąskich szczelinach pracowali nad wydobyciem krzemienia. Czas pobytu dobiegł końca i żegnając gospodarzy, którzy z prawdziwą życzliwością ugościli nas i zabrali do atrakcyjnych miejsc ziemi ostrowskiej, wróciliśmy do domów z pamiątkami zapraszającymi w Świętokrzyskie. Z całego serca dziękujemy wszystkim Członkom Oddziału PTT w Ostrowcu za zaproszenie nas na swój uroczysty Jubileusz i za program pełen atrakcji, który długo pozostanie w naszych sercach. Mam nadzieję, że przyjaźń między Oddziałami będzie naszą misją i do zobaczenia na szlaku!

    Kinga Buras


    27.01.2013 - Jubileusz X-lecia Oddziału PTT w Ostrowcu Św. - (fot. Jerzy Zieliński)

  • IX Posiedzenie ZG PTT VIII Kadencji za nami

    26 stycznia 2013 r., w Ostrowcu Świętokrzyskim odbyło się IX posiedzenie Zarządu Głównego VIII kadencji PTT. Kilka szczegółów wyróżniało je spośród innych posiedzeń. Spotkaliśmy się na obrzeżu Gór Świętokrzyskich przy okazji obchodów X-lecia utworzenia Oddziału w Ostrowcu Świętokrzyskim. Gościnnie przyjęci, z pewnym żalem "urywaliśmy się" z koncertu, żeby zdążyć na obrady.
    Jak zwykle było wiele spraw administracyjnych i finansowych, ale pojawiły się też wątki interesujące szersze grono. Jak choćby prywatyzacja PKL i nasze w tej sprawie działania mające chronić kolejkę na Kasprowy.
    Istotnym tematem było przedstawienie rozliczenia wpływów z 1%. Co zaradniejsze oddziały miały co rozliczać :-). Mamy nadzieję, że w tym roku także o nas nie zapomnicie wypełniając swoje PITy.
    Podsumowaliśmy obchody Roku Ochrony Przyrody oraz akcje, w których braliśmy udział.
    Kolejnym tematem były sprawy wydawnicze. Mamy już praktycznie dopięty 21 tom Pamiętnika PTT w którym ukarzą się, między innymi, teksty laureatów naszego konkursu. Przygotowaliśmy też program obchodów 140-lecia powstania Towarzystwa Tatrzańskiego. W przerwie gospodarze - w osobach Grażyny Jedlikowskiej oraz Ewy i Tomka Gawlików - rozpieszczali nas przy pomocy żurku.
    Ostatnim istotnym tematem obrad były przygotowania do Zjazdu. Przy okazji dwa słowa do drogich czytelników: jeśli chcecie coś wnieść do naszego Towarzystwa, realizować nowe pomysły, omijać rafy, o które my się kaleczymy - pozwólcie się wybrać na delegatów. Spotkajmy się jesienią w Zakopanem!

    Tomasz Kwiatkowski


    26.01.2013 - Pamiątkowe zdjęcie uczestników posiedzenia ZG PTT - (fot. Kinga Buras)

  • Janusz Foszcz laureatem konkursu na artykuł do Pamiętnika

    Miło nam poinformować, że Janusz Foszcz - wiceprezes naszego Oddziału wygrał konkurs na artykuł do 21. tomu Pamiętnika PTT, ogłoszony przez redakcję rocznika naszego Towarzystwa. Januszowi serdecznie w tym miejscu gratulujemy, a poniżej prezentujemy notkę z wynikami konkursu opublikowaną na stronie Zarządu Głównego PTT.

    "Jury w składzie: Barbara Morawska-Nowak, Szymon Baron, Tomasz Kwiatkowski (redakcja tomu), Justyna Rybka (redakcja językowa) oceniło nadesłane prace. Cieszymy się, że pomysł się przyjął i że nadesłaliście całkiem sporo dobrych artykułów. Różniły się one zarówno formą, jak i wielkością. Autor najdłuższej pracy potrzebował ośmiu stron do przekazania swych myśli; najkrótsza praca zmieściła się na jednej stronie. Pewnym zaskoczeniem było, że autorzy wszystkich nadesłanych artykułów to reprezentanci zaledwie trzech oddziałów: bielskiego, krakowskiego i tarnowskiego".

    Wyniki konkursu:

    I MIEJSCE (ex aequo)

    • Janusz Foszcz (O/Tarnów)
    • Marcin Kolonko (O/Kraków)

    II MIEJSCE

    • Celina Skowron (O/Bielsko-Biała)

    III MIEJSCE

    • Wacław Morawski (O/Bielsko-Biała)

    Laureatom serdecznie gratulujemy, a wszystkim uczestnikom dziękujemy za nadesłane prace. Niektóre z nich pojawią się pewnie w najbliższych numerach "Co Słychać?".

    Tomasz Kwiatkowski

  • 18.01.2013 - GórFanka w Tarnowie

    Spotkanie z Anną Czerwińską w Centrum Sztuki Mościce.

    18.01.2013 r. Centrum Sztuki Mościce w Tarnowie gościło Annę Czerwińską - najlepszą polską alpinistkę i himalaistkę. Pierwszą Polkę, która zdobyła Koronę Ziemi.
    Z wykształcenia doktor nauk farmaceutycznych. Bohaterka wspomnień spisanych przez Romana Gołędowskiego opisujących wyprawy w najwyższe góry świata. Wraz z Krystyną Palmowską stworzyły team kobiecy, który przez lata spektakularnie dokonywał wejść na szczyty gór. Wciąż na niebezpiecznej ścieżce życie, którą obrała w 1968 roku. Jak mówi o sobie "określiłabym się obrazowo 'młotkiem psychicznym' mentalnie mocna, nie do zdarcia".Światowy autorytet, nauczycielka gór.
    W piątkowy zimowy wieczór, sala spotkania wypełniła się do ostatniego miejsca stojącego. Członkowie Oddziału PTT w Tarnowie wraz z "Tarnowskimi Włóczykijami" również uczestniczyli w tym spotkaniu.
    Naszym oczom ukazała się sylwetka Anny Czerwińskiej. Osoba skromna, a zarazem obdarzona charyzmą. Opowieść zaczęła od pierwszego młodzieńczego doświadczenia z górami, gdzie z trudem zaatakowała szczyt Jaworzyny. Zabawna historia, która zdeterminowała późniejszą "GórFankę" do wyzwań znacznie trudniejszych.


    18.01.2013 - Spotkanie z Anną Czerwińską w Centrum Sztuki Mościce

    Wykształcenie daje możliwość pani Ani pomocy każdej osobie, która podczas wyprawy ulegnie wypadkowi lub zachoruje na chorobę wysokościową. Doświadczeniem, które zdobyła przez lata wspinaczki, dzieli się na prelekcjach, spotkaniach czy w książkach. Wspomnienia te dobre, przeplatają się również z gorzkimi chwilami, jak śmierć kolegów, brak wzajemnych relacji, porozumień czy pomocy. Nie raz wzmagała się z dyskryminacją, że jest kobietą, a tym bardziej z Polski, zza żelaznej kurtyny. Uległa kilku poważnym wypadkom w górach, z których szczęśliwie wyszła żywa, by nauczyć nas pokory do gór, wytrwałości i determinacji, a także odpowiedzi na pytanie - kim jesteśmy, gdyż w najtrudniejszych chwilach wypraw, gdzie często brakuje tlenu i organizm odmawia posłuszeństwa, wychodzi prawda o naszym człowieczeństwie. Nie raz marzenie o zaatakowaniu szczytu pani Ania oddaliła od siebie, gdyż ważniejsza była pomoc drugiemu człowiekowi, który uległ wypadkowi. Wszystko to, o czym zabawnie opowiadała pani Ania, można przeczytać w książkach. Na każdej stronie zamieszczone są fotografie z wypraw, jak również można poznać historię Anny Czerwińskiej, warszawianki, która porzuciła dobrze płatną pracę dla swojej pasji. I wygrała… życie pełne przygód i wolność, którą daje obcowanie z górami. Spotkaniu towarzyszyła projekcja filmu "Art of Freedom" w reżyserii Wojciecha Słoty i Marka Kłosowicza.

    Zdjęcia publikujemy dzięki uprzejmości Centrum Sztuki Mościce, za co serdecznie dziękujemy.

    Kinga Buras


    18.01.2013 - Spotkanie z Anną Czerwińską w Centrum Sztuki Mościce

  • IV Ponadgimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach-Tatry Polskie

    12.03.2013 r. (wtorek) o godz. 10.00 w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie, przy ul. Nowy Świat 30 odbędzie się IV Ponadgimnazjalny Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach poświęcony w tej edycji konkursu Tatrom Polskim


    Patronat Honorowy:

    Marek Sowa - Marszałek Województwa Małopolskiego
    Mieczysław Kras - Starosta Tarnowski
    Szymon Baron - Prezes Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego


    Organizatorzy:
    Społeczne Gimnazjum Matematyczno – Przyrodnicze STO w Tarnowie
    Oddział PTT im. ks. Bogusława Królikowskiego COr w Tarnowie


    Cel konkursu:
    Popularyzacja i rozpowszechnianie wiedzy o górach Polski

    Szczegółowy zakres tematyczny:

    Ogólna wiedza z geografii, historii, topografii, geologii i hydrologii Tatr Polskich, fauna i flora Tatr, szlaki turystyczne i schroniska w Tatrach oraz formy ochrony przyrody w Tatrach

    Regulamin Konkursu znajduje się na zamieszczonym >>>plakacie<<<                                       >>>Karta Zgłoszenia<<<

  • Jubileusz X-lecia Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim

    Zarząd Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim
    serdecznie zaprasza na


    Jubileusz X-lecia Oddziału

    w dniach 26-27 stycznia 2013 r.


    Program uroczystości:


    26.01.2013 - (sobota):
    - do godz. 9:30 - przyjmowanie uczestników
    (Pensjonat "Wichrowe Wzgórze" ul. Opatowska 126)
    - godz. 10:00 - rozpoczęcie uroczystości, przywitanie gości
    (sala kameralna MCK, ul. Siennieńska 54)
    - "10 lat naszej historii" - prelekcja z pokazem multimedialnym
    - wystąpienia gości
    - otwarcie wystawy fotograficznej
    - koncert zespołu "Pod Wiatr"
    - godz. 12:00 - 17:00 - wycieczka krajoznawcza
    (równolegle odbędzie się IX Posiedzenie ZG PTT VIII Kadencji)
    - godz. 17:30 - obiad
    - godz. 19:00 - uroczysty bankiet przy muzyce

    27.01.2013 - (niedziela):
    - godz. 8:00 - śniadanie
    - godz. 9:30 - Msza Święta w kościele p.w. Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Sandomierskiej
    - godz. 11:00 - zwiedzanie Rezerwatu Krzemionki
    - ok. godz. 13:00 - pożegnanie gości

    Koszt uczestnictwa - 90 zł
    Cena obejmuje: nocleg z 26/27 stycznia, obiad, bankiet, śniadanie, bilet wstępu do Rezerwatu Krzemionki
    (istnieje możliwość dodatkowego noclegu z 25/26 stycznia w cenie 30 zł/os.)

    Zgłoszenia udziału w uroczystości prosimy nadsyłać pocztą e-mail na adres:
    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. do dnia 12.01.2013 r.
    Wpłaty na konto: PKO BP 89102026740000270200235044 również do dnia 12.01.2013 r.

    UWAGA!!! Dla osób z naszego Oddziału zainteresowanych wzięciem udziału w uroczystościach w Ostrowcu Świętokrzyskim w odpowiednim wątku na Forum TMG podane są dwa warianty zorganizowanego wyjazdu.

  • 08.12.2012 - Wycieczka na Kudłoń w Gorcach

    Grudniowa sobota na Kudłoniu.

    Na taki dzień czekaliśmy długo. Śmiem twierdzić nawet, że gdzieś od marca. Lekki przedsmak mieliśmy co prawda w ubiegłym tygodniu w czasie "Mikołajek na Turbaczu", ale trochę brakowało błękitu nad głową i większej warstwy białego puchu pod nogami. Jak na złość śnieg zaczął sypać zaraz po tym, kiedy opuściliśmy Gorce. Kolejne ponure, krótkie grudniowe dni w połączeniu z nizinną codziennością powiększały depresję. Jedynym lekarstwem zdawał się być kolejny wyjazd w góry. I to jak najszybszy, czyli w pierwszym możliwym terminie. A takim była jak zwykle sobota. Prognozy z początku tygodnia przewidywały, że będzie ona pochmurna i mroźna. Z upływem czasu, prognozowane zachmurzenie ulegało systematycznemu zmniejszeniu. Kosztem temperatury. Ta bowiem z dnia na dzień była coraz niższa. Taka zamiana specjalnie nas nie martwiła, powiem więcej byliśmy z niej bardzo zadowoleni. I tak w bardzo mroźny, sobotni poranek ruszyliśmy z Tarnowa, by rozpocząć kolejny odcinek gorczańskiego serialu. Tym razem bowiem zapragnęliśmy odwiedzić rejony Kudłonia. Z uwagi na krótki dzień, w celu przyspieszenia wyjazdu zmieniliśmy nieco tradycyjny układ przystanków. Resztę zrobiła temperatura, więc błyskawicznie opuściliśmy granice miasta.


    08.12.2012 - "Grudniowa Sobota na Kudłoniu" w Gorcach - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Zamarznięte szyby busa stopniowo rozmarzały, ukazując nam widok na zamgloną i zmrożoną Dolinę Dunajca. Słońce było chwilowo niedostępne. Wraz z Bogusiem wsiadającym w Roztoce, wtargnęła do środka kolejna fala mroźnego powietrza. Z każdą chwilą robiło się nam jednak cieplej. Może to wpływ emocji, rosnących wraz ze zbliżaniem się do upragnionego celu, a może skutek rozgrzewania się wspaniałym produktem "Szwagrów". Na tą szczególną okoliczność (okres radosnego oczekiwania) Wisior wraz z Dejwem stworzyli bowiem wybornego grzańca, który u naszych zachodnich sąsiadów nosi nazwę Glühwein i tradycyjnie degustowany bywa w okresie adwentowo-bożonarodzeniowym. Czyżby w naszym oddziale pojawiła się jakaś zakamuflowana opcja niemiecka? Nie! Z całą pewnością dobre wzorce należy jednak naśladować… Niebieski termos-weteran, pamiętający bez wątpienia czasy, kiedy byliśmy dziesiątą potęgą gospodarczą świata, wydawał się nie mieć dna. Niektórzy zresztą, by nie narazić się przy wysiadaniu na szok termiczny, usiłowali obniżyć nieco swoją temperaturę płynami bardziej chłodnymi. Tymczasem na zewnątrz mgła rzedła z każdym kilometrem. Błękitne niebo, zieleń świerków i oślepiający blask śniegu na polach i łąkach. Chcielibyśmy już rozpocząć „zajęcia terenowe”. Mijamy Szczawę i Kamienicę. Ostatni podjazd i meldujemy się na Przełęczy Przysłop. Z tego miejsca - granicy między Beskidem Wyspowym, a Gorcami, rozpoczniemy naszą wycieczkę. Najpierw poprowadzi nas żółty szlak. W pewnym sensie to "nasz" szlak. Przecież wyznakowali go w 1925 roku nasi poprzednicy - członkowie tarnowskiego oddziału PTT na czele z jego ówczesnym prezesem księdzem Walentym Gadowskim. To wspaniały, widokowy szlak prowadzący z Tymbarku do Nowego Targu. Tydzień temu wędrowaliśmy jego końcowym fragmentem. Teraz pokonamy kolejną część.


    08.12.2012 - "Grudniowa Sobota na Kudłoniu" w Gorcach - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Ruszamy dziarsko, wszak mróz zelżał tylko nieznacznie. Pierwszy króciutki fragment idziemy drogą prowadzącą do Mszany Dolnej. Po chwili skręcamy w lewo i rozpoczynamy podejście. W miarę zdobywania wysokości, panoramy stają się coraz szersze, a nasza radość coraz większa. Rozgrzane mięśnie pracują jak silniki w bolidach F1. Mijamy górną stację wyciągu narciarskiego. Na stoku całxt-align: right;">Iwona Leśniowska-Sułek


    06.01.2013 - Spotkanie Opłatkowe- (fot. Bernadeta Knapik)

  • 09-10.01.2010 Muzyczna Noc na Bereśniku

    Się działo... A zaczęło się od sobotniej, porannej "szklaneczki" na drogach i chodnikach w Tarnowie. Potem wg prognoz miało być jeszcze gorzej (marznące deszcze, śnieżyce, halny...) Na szczęście my jesteśmy tacy, że musimy wszystko sprawdzić osobiście. Ruszamy... Do New Sącza przyjeżdżamy z niewielkim opóźnieniem. Przesiadka do busika i jazda do Gabonia. Tutaj czeka na nas kilkucentymetrowa warstwa śniegu pokryta lodową glazurką. Po kilkudziesięciu minutach lód znika, śniegu z każdą chwilą mniej i robi się coraz cieplej. Jednym słowem inwersja. Momentami śnieg znika zupełnie, podobnie jak chmury (od czasu do czasu pojawia się nawet błękit). Po dwóch godzinach z gęstej mgły wyłania się schronisko na Prehybie. Jest też kilka centymetrów śniegu!!! Nie mamy żadnego problemu ze znalezieniem miejsc w jadalni, gdyż... nie ma w niej nikogo. Po godzince przed schroniskiem przyjmujemy do naszego oddziałowego grona Edytę, Ilonę, Piotrka i Michała. Kiedy wędrujemy grzbietem w stronę Dzwonkówki czujemy siłę halnego (w tym przypadku prognoza się sprawdza). Deszcz pojawia się dopiero przed Bacówką pod Bereśnikiem i będzie padał około 3 minuty. Wokół bacówki resztki śniegu i błoto. W środku tłumy, ale udaje się nam zająć trzy stoliki. Spędzimy przy nich sporo czasu, bo i zadań przed nami moc. Świętujemy urodziny Berni oraz Prezesa (niestety bez szanownego jubilata). W międzyczasie oglądamy slajdy, a potem rozpoczyna się "orkiestrowanie"... Dużo by pisać, lepiej zobaczciegalerię. Było gorąco (nawet bardzo), a za oknami lało jak z cebra. Niedzielne plany (Tylmanowa) wzięły w łeb, pojawił się wariant S. (Szczawnica)
    Z kraju napływają do nas informacje o zimowym katakliźmie (paraliż komunikacyjny). My jednak bez żadnych przeszkód docieramy do Tarnowa. Jednak im bliżej domu jesteśmy, tym więcej śniegu widzimy za oknami autobusu. Co za czasy (!) - żeby zobaczyć zaspy, trzeba by pojechać do "stolicy". No, ale zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w górach. TO SIEMA !

    Janusz Foszcz


    09.01.2010 - Nasi nowi członkowie, choć od dawna już z nami, na Przehybie
    (fot. Janusz Foszcz)

    {rokbox title=|Poświąteczny spacer na Liwocz| title=|27.12.2009 - fot. Jerzy Zieliński|}images/stories/Teksty/liwocz01.jpg{/rokbox}
  • 07.01.2010 Zimowe wędrowanie po Tarnowie

    Tarnów jest miastem, w którym każdy turysta, czy wędrowiec znajdzie coś interesującego. Zabytkowe budowle, cenne dzieła sztuki oraz historyczne miejsca sprawiają, iż to kilkusetletnie miasto jest celem podróży dla wielu osób z Polski i z zagranicy.
    My także wybraliśmy coś dla siebie. W czwartek, 7 stycznia, udaliśmy się w stronę Starego Miasta, gdzie podziwialiśmy gotycką katedrę, renesansowy ratusz i zabytkowe kamieniczki. Nie był to jednak główny cel naszej wyprawy. Po przejściu wąskich uliczek, zatrzymaliśmy się, aby przez chwilę popatrzeć na Górę Świętego Marcina (384 m n.p.m.), a następnie odwiedziliśmy żywą szopkę przy klasztorze Ojców Bernardynów. Spędziliśmy tam sporo czasu. Większość grupy próbowała nawiązać kontakt z wielbłądami, natomiast nasza zapalona amazonka, Karolina nie odstępowała kuców szetlandzkich. Dowiedzieliśmy się, że są one najmniejszą hodowlaną formą konia domowego, a wykorzystywane są między innymi do pracy w ogrodzie. Służą także dzieciom do jazdy wierzchem.
    Po nakarmieniu zwierząt, ruszyliśmy w stronę ulicy Tuchowskiej, gdzie obok kapliczki świętego Walentego ma swój początek niebieski pieszy szlak, prowadzący na szczyt Wielkiego Rogacza (1182 m n.p.m.) w Beskidzie Sądeckim. Ma on długość ok. 184 km i przebiega przez Pogórze Ciężkowickie, Pogórze Rożnowskie, Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki.
    Wracając tą samą drogą do domu, szukaliśmy oznaczeń kolejnego szlaku, który przebiega przez Tarnów. Wreszcie zauważyliśmy znaczki przedstawiające żółtą muszlę na niebieskim tle z napisem „Droga świętego Jakuba”. Jest to pielgrzymi szlak prowadzący do Santiago de Compostela w Hiszpanii, gdzie znajduje się grób świętego Jakuba Starszego. Trasa ta liczy z Tarnowa ponad 3700 kilometrów…
    Przechodząc obok kościółka Matki Bożej Szkaplerznej na Burku, znaleźliśmy się przez chwilę na jeszcze jednym bardzo znanym szlaku – Szlaku Architektury Drewnianej.
    Powróciliśmy do domów z nowymi pomysłami i planami na najbliższe dni i tygodnie. Okazuje się, że nawet krótki spacer po znanym miejscu może być bardzo inspirujący.

    Beata Wideł


    07.01.2010 - Żywa Szopka u oo.Bernardynów w Tarnowie - (fot. Beata Wideł)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama