Regulamin Odznaki PTT „Szlak Tarnów – Wielki Rogacz”

Filtr
  • 13.05.2015 Konferencja w PWSZ w Tarnowie

    Międzynarodowa Konferencja Studenckich Kół Naukowych.

    13 maja 2015 r. Studenckie Koło Naukowe Manager zorganizowało w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie Międzynarodową Konferencje Studenckich Kół Naukowych. Tematem przewodnim konferencji były „Wyzwania dla sektora turystycznego i hotelarskiego w warunkach rosnącej konkurencji”. Po przywitaniu gości i wystąpieniu Rektora PWSZ prof. dra hab. Stanisława Komornickiego i współpracowników uczelni, wykład o tematyce „Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w Tarnowie - historia i czasy współczesne” przedstawił Janusz Foszcz. Zaprezentowaliśmy szerszej publiczności historię PTT oraz czasy współczesne. Oprócz treści merytorycznej, uczestnicy zapoznali się z naszą działalnością poprzez pokaz slajdów. Wśród zaproszonych gości byli studenci z Lillehammer w Norwegii, którzy zaprezentowali dane statystyczne dotyczące rozwoju turystyki i hotelarstwa w Norwegii, jak również zmiany w budownictwie, które dokonały się na przestrzeni ostatnich lat. Dziękujemy serdecznie za zaproszenie przez Studenckie Koło Manager. Była to szansa dla Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego zaprezentowania naszej działalności wśród studentów i nauczycieli akademickich.

    Kinga Buras


    13.05.2015 - Międzynarodowa Konferencja Studenckich Kół Naukowych - (fot. Kinga Buras)

  • Odwołane spotkanie 20 maja 2015 r.


    Zarząd Oddziału PTT w Tarnowie informuje, że spotkanie oddziałowe zaplanowane na środę 20 maja 2015 r. nie odbędzie się !

    Spotykamy się dopiero 3 czerwca 2015 r. - zapraszamy.




  • 06.05.2015 Szkolenie z zakresu pierwszej pomocy

    Szkolenie z zakresu udzielania pierwszej pomocy.

    6 maja 2015 r. w Oddziale PTT w Tarnowie odbyło się szkolenie z zakresu pierwszej pomocy przeprowadzone przez ratowników Łukasza Nowaka i Bartłomieja Kurala z Malty Służby Medycznej O/Tarnów. W szkoleniu udział wzięli członkowie i sympatycy naszego tarnowskiego Oddziału oraz uczniowie ze Szkolnego Koła PTT Nr 1. Podczas wykładu prowadzonego przez Łukasza, mogliśmy zapoznać się z tematyką pomocną w życiu codziennym. Pierwszym elementem wykładu była resuscytacja krążeniowo-oddechowa, a w części praktycznej każdy z uczestników mógł przećwiczyć poszczególne etapy pomocy na fantomie. W kolejnej części szkolenia obserwowaliśmy jak prawidłowo ułożyć osobę nieprzytomną w pozycji bezpiecznej. Podczas wykładu Łukasz omówił definicje, objawy i postępowanie podczas zawału serca, zadławienia, astmie i trudnościach w oddychaniu, udarze mózgu, porażeniu prądem, krwotoku zewnętrznym i wewnętrznym, oparzeniu (objaśnił stopnie oparzeń), odmrożeniu i złamaniach. Temat, który wywołał lawinę pytań to odmrożenia, które w górach bywają poważnym zagrożeniem dla zdrowia. Kolejne pytania dotyczyły zachowań podczas wypadku w górach, porażenia piorunem i upadku z dużej wysokości.
    Pragnę podziękować Łukaszowi Nowakowi za profesjonalny wykład z zakresu pierwszej pomocy, udzieleniu słuchaczom bezcennych wskazówek oraz za poświęcenie swojego czasu na rzecz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Dziękuje również Bartłomiejowi Kuralowi za pomoc w przeprowadzeniu szkolenia.

    Kinga Buras


    06.05.2015 - Szkolenie z zakresu pierwszej pomocy - (fot. Kinga Buras)

  • 17-19.04.2015 Wycieczka w Góry Stołowe

    Nasz pierwszy raz w Sudetach...

    Przeglądając liczne galerie z naszych oddziałowych peregrynacji nietrudno zauważyć, iż ograniczaliśmy się dotychczas wyłącznie do Karpat i Gór Świętokrzyskich. Nie można tego oczywiście uznać za mankament. Karpaty i Góry Świętokrzyskie mają wiele do zaoferowania i nawet dobrze znane miejsca za każdym razem oferują coś nowego. Jednakowoż układając plan wyjazdów na 2015 r. za punkt honoru postawiliśmy sobie zorganizowanie wycieczki w Sudety, ostatni łańcuch polskich gór, w którym dotąd nasz Oddział nie zagościł. Podjęcie decyzji o wyjeździe w Sudety było tym łatwiejsze, że kilka lat temu autostrada A4 „dobiła” wreszcie do Tarnowa. To właśnie dzięki „a-czwórce” Paryż wreszcie uzyskał autostradowe połączenie z Tarnowem. Nas jednak bardziej zainteresowała możliwość szybszego przemieszczenia się w rejony znacznie - przynajmniej dla nas - bardziej interesujące niż światowe metropolie.
    Nasz wybór padł na „sudecką klasykę” czyli Góry Stołowe, zarówno ich polską jak i czeską część, a także nieco mniej znane Góry Bardzkie. Na pierwszy ogień, w piątek, miały pójść położone w Czechach Skały Adrszpasko-Teplickie. W sobotę zaplanowaliśmy wycieczkę na Szczeliniec Wielki oraz Białe i Błędne Skały, zaś w niedzielę na pożegnanie z Sudetami krótki trekking w Górach Bardzkich. Jak to zwykle bywa życie (a raczej ograniczenia związane z czasem pracy naszego drivera) nieco zweryfikowało nasze plany...
    Po raz pierwszy wyjazd na wycieczkę nastąpił w porze, gdy na ogół udajemy się na zasłużony spoczynek. Dokładnie o północy, z czwartku na piątek wyruszyliśmy na zachód, przemieszczając się szybko wspomnianą autostradą. Wraz z odległością od Tarnowa wyciszały się zwykłe rozmowy w busie i już na Śląsku, pomimo niezbyt wygodnej pozycji na sen, większość uczestników wycieczki oddała się w objęcia Morfeusza.
    Nasz sen przerywany był jedynie nielicznymi postojami na stacjach benzynowych. Do Kudowej-Zdroju dotarliśmy bladym świtem, niwecząc nadzieje na spoczynek właścicielowi pensjonatu „Wrzos”, gdzie mieliśmy zabukowane noclegi. Jak się okazało, właściciel ów właśnie pożegnał jedną grupę, która skończyła całonocną zabawę. Na szczęście nie ambarasowaliśmy za bardzo jego uwagi i zostawiwszy tzw. bagaż większy w jadalni pensjonatu z powrotem zajęliśmy miejsca w busie. Tak jak zaznaczyłem, ograniczenia czasu pracy kierowcy wymusiły na nas modyfikację planów - zamiast Skalnego Miasta w Czechach zaczęliśmy naszą sudecką przygodę od Gór Stołowych.


    17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe- (fot. Artur Marć)

    A skoro Góry Stołowe to musi być oczywiście Szczeliniec Wielki, na który wyruszyliśmy z Karłowa trasą turystyczną wytyczoną dwa wieki temu przez Franciszka Pabela.
    Po 665 kamiennych stopniach wspinaliśmy się coraz wyżej, ku wierzchołkowi słynącemu z pięknych widoków. Przedsmak tego co miało nas spotkać mieliśmy pod schroniskiem na Szczelińcu. Aura, zamiast wieszczonych przez pogodynki atrakcji w postaci deszczu, a nawet śniegu, okazała się całkiem znośna. I tak pod schroniskiem na Szczelińcu naszą pierwszą wyjazdową fotkę z „flażką” robiliśmy sobie z błękitem za plecami i nad nami. Stojąc na naturalnej platformie widokowej podziwialiśmy nieodległe Broumovske Steny w Czechach oraz całkiem bliską Pasterkę. Po krótkiej przerwie w Schronisku na Szczelińcu zagłębiliśmy się w fantastyczny labirynt skalny Szczelińca, niewątpliwie największą atrakcję Gór Stołowych. Wędrujemy trasą, której przebieg właściwie nie zmienił się od czasów najbardziej znanego sołtysa Karłowa - Franciszka Pabela. Kolejno podziwiamy skały z których Szczeliniec słynie: Fotel Pradziada, Wielbłąda i Małpoluda. Długimi Schodami schodzimy do Piekła. Spokojnie, szczelinieckie Piekło to tylko formacja skalna. Wbrew oczekiwaniom jest tu raczej chłodno, wręcz zimno. Zamiast zapachu siarki czuć rześkie powietrze. Korzystając z okoliczności obrzucamy się śnieżkami. To chyba ostatnia taka okazja w sezonie zimowym 2014/2015...
    A skoro byliśmy w Piekle, to czas także na Niebo. Tu podoba się nam o wiele bardziej, ale to chyba nic dziwnego. Niebo to taras widokowy skąd podziwiamy piękną panoramę. Po uwiecznieniu jej na fotografii znów zagłębiamy się w skalny Labirynt.
    Formacje skalne Szczelińca Wielkiego zachwycają. Nic dziwnego, że filmowcy wybrali je na plener zdjęciowy do ekranizacji „Opowieści z Narnii”. Zanim opuścimy grzbiet Szczelińca czekają jeszcze na nas chyba najbardziej znane tarasy widokowe w Sudetach. Przez chwilę podziwiamy tereny dla większości z nas nieznane.
    Starymi Schodami zbiegamy do Karłowa. Pod sklepem uzupełniamy kalorie i kierujemy się szosą ku Fortowi Karola, a właściwie jego ruinom. Położony na wzgórzu strzegł niegdyś okolicy. Dziś zasługuje na odwiedzenie głównie z tego powodu, iż roztacza się z niego znakomity widok na Szczelińce: Wielki i Mały.


    17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe- (fot. Artur Marć)

    Nasza dalsze wędrówka to kolejne skały. Wkraczamy w las otaczający Białe Skały, wspaniałe ostańce skalne wypiętrzające się ponad drzewa. Znów w ruch idą aparaty fotograficzne. Ta część Gór Stołowych została spopularyzowana jeszcze przed wojną, gdy wspinacze dla lepszej orientacji nadali skałom „karciane”nazwy. Mamy zatem Asa Atu, Damę Pik, a nawet... Dupka Dzwończego. Doprawdy inwencja naszych poprzedników była niespotykana. Robimy swego rodzaju pętlę wokół Torfowiska Batorowskiego. Przechodzimy na jego południowe krańce. Tym razem zamiast przypominających wieże skał mamy Urwisko Batorowskie. Wędrówka jego krawędzią budzi w nas skojarzenia z wenezuelską Roraimą, oczywiście na nieco mniejszą skalę.
    Pod naszymi nogami padają Kopa Śmierci i Narożnik. Na tym drugim szczycie przystajemy na chwilę w zadumie. To miejsce tragicznej śmierci dwójki studentów w 1997 r. Pomimo upływu lat sprawcy ich morderstwa wciąż nie zostali ujęci. Z Narożnika zbiegamy na Lisią Przełęcz i ruszamy dalej do skrzyżowania szlaków w pobliżu Fortu Karola. Tym razem jednak kierujemy się ku Błędnym Skałom. To kolejny w Górach Stołowych labirynt skalny. Znów czeka nas przeciskanie się przez szczeliny. Ale nikt nie narzeka. Na twarzach widać uśmiech. Piątek czasem bywa znośny...
    Późnym popołudniem schodzimy do Kudowej-Zdroju. Szybko dokonujemy wieczornych ablucji i zasiadamy do obiadokolacji. Tradycyjna wieczorna posiada jest dziś krótsza niż zwykle, trzeba wszak odespać poprzednią noc spędzoną w busie.
    A sobota wita nas zachmurzeniem. Z nieba spadają nawet płatki śniegu. To oczywiście nas nie zraża przed udaniem się na wycieczkę do Teplickiego Skalnego Miasta i Skał Adrszpaskich. Położone już w Czechach, tuż przy granicy stanowią niewątpliwie jedną z największych górskich atrakcji w kraju słynącym ze Szwejka i dobrego piwa. My zapoznanie z czeską częścią Gór Stołowych zaczynamy od miasta Teplice nad Metują. Po uiszczeniu opłaty za wstęp szutrową drogą zaczynamy podejście w kierunku wyłaniających się skał. Wkrótce skręcamy w prawo i zaczynamy podejście po metalowych schodkach na skałę stanowiącą dobry punkt widokowy. Na szczycie we znaki daje się zimny wiatr. No cóż, w końcu jest jeszcze kwiecień. Zbiegamy w dół po schodach i podążamy dalej w skalnym labiryncie. Mamy wrażenie deja vu. Teplickie Skalne Miasto przypomina bowiem wczoraj poznane Błędne Skały.


    17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe- (fot. Artur Marć)

    Tylko w zdecydowanie większej skali. Jak na jeden z najpopularniejszych regionów w Czechach turystów spotykamy póki co niewielu. Sprawnie zatem pokonujemy skalne szczeliny i wąskie przejścia. Raz po raz zadzieramy głowy i patrzymy do góry. Mamy także okazję wejść do jaskini.
    Wczesnym popołudniem zaczynamy drugą część sobotniej przygody w czeskich skałach. Po przejściu Wilczego Wąwozu wkraczamy na teren Adrszpaskich Skał. Stanowią one drugą część rezerwatu znanego jako Skały Adrszpasko-Teplickie. Choć są mniejsze powierzchniowo od Teplickiego Skalnego Miasta, to jednak zdecydowanie górują nad nim popularnością. Ilość turystów na szlaku jest tego najlepszym potwierdzeniem. W pobliżu małego jeziorka twarz jednego z turystów z daleka wydaje się być znajoma. Nie do wiary, to nasz oddziałowy driver Pan Janusz postanowił sobie skrócić oczekiwanie na nas spacerem wśród skał. A te nieodmiennie zachwycają. Widzimy wśród nich Kochanków, Starościnę, Starostę i Ząb. Jest też Głowa Cukru. Tylko Copacabany brakuje. Raz po raz schodami wspinamy się do góry by z wysokości podziwiać niezwykłe formy stworzone przez naturę. Przy Skalnej Kapliczce odczytujemy z metalowych tabliczek nazwiska tych którzy w górach pozostali na zawsze...
    Nasza wizyta w kraju słynącym z wybornego piwa nie mogłaby być kompletna bez zapoznania się z tym szlachetnym trunkiem. We wsi Adrszpach przed odjazdem potwierdzamy, że jest to sława zasłużona. Jeszcze tylko krótki postój w Nachodzie przy sklepie, w celu zakupu - nazwijmy to tak - płynnych suwenirów, i znów meldujemy się na polskiej ziemi.
    W gościnnym pensjonacie Wrzos spędzamy drugą i niestety ostatnią noc pobytu w Kudowej-Zdroju. Przewrotna aura w niedzielny poranek oferuje nam błękitne, wręcz lazurowe niebo. Na ten dzień w planach mieliśmy zaplanowaną krótką wycieczkę w Górach Bardzkich. Nasz kierowca znów uświadomił nam jednak pewne ograniczenia związane z jego czasem pracy. Zatem opcja podwiezienia nas na szlak rano odpada. Sięgamy po mapy i analizujemy okoliczne szlaki. Decyzja zapada szybko. Idziemy przez Wzgórza Lewińskie z Kudowej-Zdroju do Dusznik-Zdroju. Spod pensjonatu Wrzos zielonym szlakiem kierujemy się do Jerzykowic Wielkich, potem zaś wkraczamy na czerwono znakowaną ścieżkę, która zaprowadzi nas do Dusznik. W grupie pieszej brakuje kilku uczestników wycieczki. Skalne stopnie Szczelińca i Skał Adrszpasko-Teplickich dały się niestety we znaki.


    17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe- (fot. Artur Marć)

    Ale ci, którzy zdecydowali się na wędrówkę nie żałują. Łagodnymi pagórkami kojarzącymi się raczej z Beskidem Niskim zmierzamy na wschód. Na wzniesieniach podziwiamy widoki - na południe dobrze widać Pogórze Orlickie i nieodlegle Czechy, zaś na północy dominują Wzgórza Darnkowskie. Ale ten szlak to nie tylko fantastyczne widoki. Wędrując przez Jerzykowice Wielkie i Dańczów napotykamy też na budynki i przydrożne krzyże będące pamiątką po niemieckiej ludności zamieszkującej niegdyś te ziemie. Na jednym z budynków dostrzegamy datę 1873. To rok założenia naszego Towarzystwa.
    Podchodząc na Lewińską Przełęcz długo spoglądamy za siebie. Na horyzoncie pojawia się bowiem sudecka klasyka, czyli pasmo Karkonoszy. Pokryte jeszcze śniegiem góry prezentują się wspaniale. A przed nami kolejna przełęcz, czyli Przełęcz w Grodźcu i przyozdobiony wątpliwej urody przekaźnikiem masyw Grodczyna. To nasza dzisiejsza kulminacja. Nie imponuje może wysokością, liczy bowiem niewiele ponad 800 metrów, za to z jego południowo-wschodnich zboczy fantastycznie prezentuje się Batorowskie Urwisko w Górach Stołowych.
    Na pożegnanie z Sudetami zostaje nam jeszcze... Homole. To nie pomyłka, nie jesteśmy w Pieninach. Taką samą nazwę nosi zamek, a raczej jego ruiny, położone na wzniesieniu nad Dusznikami. Wydzielona grupa bojowa wspina się pod ruiny. Reszta wycieczki rozsiada się na łące i wystawia twarze do słońca. Ech, chciało by się zostać tu dłużej. Niestety zbliża się to co nieuchronne, czas powrotu do codzienności.
    Na stacji benzynowej w Dusznikach spotykamy się z tą częścią wycieczki, która nie zdecydowała się dziś na górską wędrówkę. Przejeżdżając przez Kłodzko podziwiamy jeszcze potężną twierdzę. Nasz pierwszy raz w Sudetach dobiegł końca. A my myślimy już o kolejnym wyjeździe w te piękne góry. Gdzie tym razem? Karkonosze, może Śnieżnik. Czas pokaże...

    Artur Marć


    17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe- (fot. Artur Marć)

  • VII Gimnazjalny Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach

    3 czerwca 2015 r. (środa) o godz. 10.00 w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie, przy ul. Nowy Świat 30 odbędzie się VII Gimnazjalny Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach, poświęcony w tej edycji konkursu Spiszowi i Podhalu.


    Patronat Honorowy:

    Prezydent Miasta Tarnowa
    Prezes Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego


    Organizatorzy:

    Społeczne Gimnazjum Matematyczno – Przyrodnicze STO w Tarnowie
    Oddział PTT im. ks. Bogusława Królikowskiego COr w Tarnowie

    Cel konkursu:
    Popularyzacja i rozpowszechnianie wiedzy o górach Polski


    Szczegółowy zakres tematyczny:

    Ogólna wiedza z geografii, historii, topografii, geologii i hydrologii Spiszu i Podhala, fauna i flora, szlaki turystyczne i schroniska oraz formy ochrony przyrody na w/w terenie.

    Regulamin Konkursu znajduje się na zamieszczonym >>>plakacie<<<

    >>>Karta Zgłoszenia<<<

  • Nasze najbliższe wydarzenia

                      .                .                                               .        .      . .                          .                             .                        ..   .




  • 10-11.05.2014 Spotkanie Oddziałów PTT na Turbaczu

    XXIX Ogólnopolskie Spotkanie Oddziałów PTT na Turbaczu.

    Podczas IX Zjazdu Delegatów PTT, który odbył się w listopadzie 2013 r. wiceprezes Oddziału PTT w Tarnowie, Janusz Foszcz zapraszał członków i sympatyków PTT z całej Polski na obchody 90-lecia tarnowskiego PTT. Pojawił się pomysł, aby w ramach tego wydarzenia zorganizować XXIX Ogólnopolskie Spotkanie Oddziałów PTT…
    Minęło pół roku. Pierwsi przedstawiciele Oddziałów PTT z Tarnowa i Sosnowca do schroniska PTTK na Turbaczu dotarli już w piątkowe popołudnie, 9 maja 2014 r., natomiast w ciągu kolejnych dwóch dni na gorczańskich szlakach zaroiło się od czerwonych polarów z biało-zielono-białym paskiem na piersi…
    Oddział PTT w Bielsku-Białej wyruszył niebieskim szlakiem z Koninek przez Suchy Groń i Czoło Turbacza, sprzątając ten szlak wraz z grupą z Oddziału PTT w Ostrowcu Świętokrzyskim w ramach akcji "Sprzątamy Beskidy z PTT 2014". W ramach tej akcji od drugiej strony, z Nowego Targu Kowańca, wyruszyli koledzy z Oddziału PTT w Chrzanowie, którzy wraz z Kołem Miłośników Beskidów "Diablaki" z Dąbrowy Górniczej sprzątali zielony szlak oraz członkowie Koła PTT w Kozach, którzy wybrali żółty szlak. Z Obidowej przez Bukowinę Obidowską i Bukowinę Miejską do schroniska na Turbaczu dotarli sprzątając szlaki przedstawiciele Oddziału PTT w Łodzi. Koledzy z Jaworzna przybyli z Rabki Słone przez Maciejową i Stare Wierchy, a nowosądeczanie dotarli do schroniska na Turbaczu również Głównym Szlakiem Beskidzkim, lecz z przeciwnej strony - wystartowali bowiem z Przełęczy Knurowskiej.
    W XXIX Ogólnopolskim Spotkaniu Oddziałów PTT na Turbaczu wzięło udział łącznie ponad 170 osób z Oddziałów PTT w Bielsku-Białej (w tym K/Kozy), Chrzanowie, Jaworznie, Krakowie (w tym K/Balice i K/Oświęcim), Łodzi, Mielcu, Nowym Sączu, Ostrowcu Świętokrzyskim, Sosnowcu i Tarnowie (w tym tarnowskie SK PTT Nr 2). Byli też dość przypadkowo przedstawiciele byłego Oddziału PTT w Gdańsku. Niektórzy przyjechali tylko na sobotę, lecz zdecydowana większość postanowiła w doborowym towarzystwie spędzić również i niedzielę.


    11.05.2014 - Jubileusz 90-lecia Oddziału PTT w Tarnowie na Turbaczu - (fot. Artur Marć)

    Organizatorzy zapewnili nam szereg atrakcji. Pierwszą z nich była wspólna wycieczka na Jaworzynę Kamienicką, gdzie przy Bulandowej Kapliczce krótko przedstawiono historię Oddziału PTT w Tarnowie do roku 1950. W drodze powrotnej mieliśmy okazję zobaczyć przepiękną panoramę Tatr ze szczytu Kiczory. Następnie spotkaliśmy się wszyscy w sali kominkowej schroniska, by obejrzeć multimedialną prezentację na temat działalności tarnowskiego PTT od reaktywacji w roku 2008. Sala wypełniona była po brzegi, a zabawne komentarze prowadzącego prezentację Janusza Foszcza wywoływały co chwilę salwy śmiechu oraz gromkie brawa. Były gratulacje i prezenty od kolegów z innych oddziałów.
    Gdy za oknem zrobiło się ciemno, spotkaliśmy się przy ognisku, gdzie mieliśmy okazję już w luźniejszej atmosferze poznać koleżanki i kolegów z innych oddziałów PTT oraz porozmawiać na tematy nie tylko górskie. Było pieczenie kiełbasek, wspólne śpiewy i doskonała atmosfera.
    Nie był to jednak koniec sobotnich atrakcji. Po powrocie do schroniska większość z nas wzięła udział w wieczorze tanecznym, a przy dobrej muzyce bawiliśmy się prawie do trzeciej nad ranem.
    Ostatnim punktem XXIX Ogólnopolskiego Spotkania Oddziałów PTT była wspólna, niedzielna msza św. Punktualnie o 9:15 zebraliśmy się przy Szałasowym Ołtarzu na Hali Turbacz, gdzie ks. Rafał Zieliński COr odprawił mszę św. w intencji Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Po jej zakończeniu członkowie PTT rozeszli się w różnych kierunkach.
    Organizatorom, przede wszystkim Januszowi Foszczowi, Arturowi Marciowi i Kindze Buras, należą się ogromne podziękowania za sprawne i ciekawe zorganizowanie naszego corocznego spotkania oraz gratulacje za ciekawą i urozmaiconą działalność, o której mieliśmy się okazje przekonać, a wszystkich członków i sympatyków PTT już teraz zapraszamy na przyszłoroczne, jubileuszowe, XXX Ogólnopolskie Spotkanie Oddziałów PTT. Gdzie? Tego jeszcze nie ustalono, ale wiemy jedno - na pewno spotkamy się w dobrym Towarzystwie!

    Szymon Baron


    11.05.2014 - Jubileusz 90-lecia Oddziału PTT w Tarnowie na Turbaczu - (fot. Przemysław Klesiewicz)

  • "Co słychać?" - Nr 5 (281) / 2014

    Majowy, 12-stronicowy numer "Co słychać?" przynosi wiele informacji o działalności oddziałów PTT. Możemy poczytać o XV Wielkopiątkowej Drodze Krzyżowej oraz wycieczce oddziału poznańskiego na Dziewiczą Górkę. Znajdziemy krótką relację z kolejnego rajdu oddziału radomskiego, a także z zimowego wejścia na Kozi Wierch członków PTT O/Sosnowiec. Z numeru dowiadujemy się także o współpracy Oddziału PTT "Beskid" w Nowym Sączu z PD "Kamenjak" Rijeka, nowych władzach SKK PTT przy I LO w Chrzanowie oraz zawiązaniu nowego SKK PTT w Libiążu. W tej części numeru znajdziemy także notkę o urodzinach seniora - Józefa Kwiatkowskiego, relację z kolejnego etapu akcji "Sprzątamy Beskidy z PTT 2014" - tym razem w rejonie Bukowskiego Gronia oraz obszerny artykuł o XXIV Dniach Gór w Łodzi.
    Po Wojtku Szarocie, którego sylwetkę przybliżyliśmy w poprzednim numerze, tym razem na wywiad z Kingą Buras zgodził się prezes ostrzeszowskiego oddziału PTT, Józef "Baca" Michlik.
    Numer uzupełniają artykuł Niny Mikołajczyk o sekwojach, refleksja Antoniego Leona Dawidowicza na temat pomysłu zorganizowania Zimowej Olimpiada w Małopolsce, relacja Nikodema Frodymy z IX Rajdu Collegium Physicum oraz Barbary Morawskiej-Nowak z przebiegu Zielonej Debaty.

    Życzymy przyjemnej lektury! (pobierz -> 0,99 MB)

  • 08.05.2014 90-te Urodziny Oddziału PTT w Tarnowie

    90-ta rocznica utworzenia Oddziału PTT w Tarnowie.

    Dzięki ofiarnym staraniom znamienitych tarnowian, 8 maja 1924 roku Walne Zgromadzenie Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego podjęło uchwałę o powołaniu Oddziału PTT w Tarnowie. Taki był formalny początek działalności terenowej struktury organizacyjnej Towarzystwa w naszym mieście. W 90-tą rocznicę tego wydarzenia zebraliśmy się, aby uczcić dokonania naszych poprzedników, którzy z entuzjazmem i godnym podziwu zaangażowaniem wykonali wielkie dzieło, znakując liczne szlaki turystyczne, tworząc bazę noclegową dla turystów, prowadząc działalność w zakresie ochrony przyrody, edukując społeczeństwo. Podczas naszego spotkania wystąpiła młodzież pod kierownictwem Grzegorza Gawlika, zrzeszona w Szkolnym Kole PTT Nr 2, działającym przy V LO w Tarnowie. Montażowi słowno-muzycznemu towarzyszył pokaz zdjęć, dokumentujących działalność tarnowskiego Oddziału PTT po reaktywacji w 2008 roku. Slajdy z wypraw bliższych i dalszych - Beskidy, Tatry, Himalaje Nepalu, Kilimandżaro, Niżne Tatry, Ziemia Święta oraz spotkań klubowych.


    08.05.2014 - 90-lecie Oddziału PTT w Tarnowie - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Można było przekonać się, że naprawdę sporo wydarzyło się w ciągu minionych 6 lat… W tej atmosferze znakomicie smakował urodzinowy tort (podziękowania dla Karoliny :)) Dalsza część jubileuszowej imprezy odbyła się w plenerze. Najpierw przeszliśmy na tarnowską Starówkę, aby pod Bimą symbolicznie uczcić pamięć przedwojennych członków Oddziału, będących wyznawcami judaizmu. Następnie udaliśmy się na Stary Cmentarz na krótką chwilę refleksji przy grobie ks. Bogusława Królikowskiego - Patrona Oddziału. W ten sposób uczciliśmy pozostałych zmarłych członków Oddziału. Ze Starego Cmentarza skierowaliśmy się do ruin zamku na Górze Św. Marcina. W tym panoramicznym miejscu, tak chętnie odwiedzanym przez tarnowian, była okazja na sesję zdjęciową i spełnienie okolicznościowego toastu. Korzystając z dobrej widoczności staraliśmy się trafnie rozpoznać beskidzkie wzniesienia, ze szczególnie zaznaczającymi się na horyzoncie fragmentami Beskidu Wyspowego. Czas upływał jednak nieubłaganie i w zapadającym zmierzchu zakończyliśmy spacer zejściem do centrum Tarnowa. Następny taki jubileusz dopiero w 2104 roku (!) i w związku z tym zostawiamy go następcom, my natomiast mamy nadzieję spotkać się uroczyście nieco wcześniej, bo za 10 lat z okazji 100-lecia Oddziału PTT w Tarnowie.

    Wiesław Izworski


    08.05.2014 - 90-lecie Oddziału PTT w Tarnowie - (fot. Artur Marć)

  • Zapraszamy na "90-te Urodziny Oddziału"

    Zapraszamy serdecznie wszystkich członków, przyjaciół i sympatyków tarnowskiego Oddziału PTT na wspólne świętowanie "oddziałowych urodzin". Spotykamy się w salce oddziałowej w najbliższy czwartek 8 maja 2014 roku o godzinie 17:30. W tym dniu mija bowiem dokładnie 90 lat od momentu powstania Oddziału PTT w Tarnowie.
    Nasze spotkanie rozpocznie krótka część historyczno-artystyczna. Bezpośrednio po niej udamy się na "rocznicowy spacer". Najpierw pod Bimą uczcimy pamięć wszystkich przedwojennych członków oddziału będących wyznawcami judaizmu. Następnie udamy się na Stary Cmentarz, aby w ten sposób symbolicznie oddać cześć pozostałym zmarłym członkom tarnowskiego PTT. Zapalimy również znicze przy grobie naszego patrona - księdza Bogusława Królikowskiego. Na zakończenie powędrujemy na Górę Św. Marcina, gdzie wzniesiemy toast urodzinowy.

    W ZWIĄZKU Z POWYŻSZYM NIE ODBĘDZIE SIĘ TRADYCYJNE SPOTKANIE ODDZIAŁOWE
    W ŚRODĘ 7 MAJA 2014 ROKU !!!

    Zarząd Oddziału

  • „W Ojczyźnie Chrystusa” z Andrzejem Piątkiem

    „W Ojczyźnie Chrystusa” z Andrzejem Piątkiem

    W środę 22 maja 2013 roku członkowie i sympatycy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego zebrali się w sali oddziałowej w klasztorze filipinów by uczestniczyć w przygotowanej i prowadzonej przez naszego kolegę Andrzeja Piątka prelekcji zatytułowanej „W Ojczyźnie Chrystusa” W zorganizowanej na początku bieżącego roku wyprawie do Izraela uczestniczyła jedenastoosobowa grupa członków naszego Oddziału, która dołączyła do organizowanej przez ks. Piotra Łabudę pielgrzymki. Wśród uczestników znaleźli się też sympatycy tarnowskiego PTT. Doskonale wybrane zdjęcia, wyświetlane podczas fascynujących opowieści Andrzeja, przeniosły nas do Ziemi Wybranej. Podczas panującej w Polsce styczniowej zimy, nasza ekipa wygrzewała się w promieniach słońca. Wielokrotnie na fotografiach mogliśmy podziwiać siedmioramienną menorę, symbol Izraela. Państwo, które dziś różni się znacznie  od czasów, w których żył Chrystus, ważne jest dla wyznawców trzech wielkich religii monoteistycznych: judaizmu, islamu i chrześcijaństwa. Paradoksem Ziemi Świętej są ciągłe wojny i konflikty. Andrzej wraz z Januszem, który również brał udział w wycieczce, opowiadali o szczegółowej kontroli na lotnisku i często napotykanych żołnierzy służby zasadniczej. Nie brakuje wśród nich kobiet, gdyż one również podlegają obowiązkowi służby zasadniczej. W czasie dziewięciu dni nasi przyjaciele odwiedzili wiele miast i szczególnych miejsc. Jednym z nich był Nazaret, rodzinne miasto Jezusa. Historyczne źródła podają, iż Nazaret uznawany był za miasto niższej pozycji. Teraz najważniejszym dla chrześcijan miejscem Nazaretu jest Bazylika  Zwiastowania, w której znajduje się grota, gdzie Archanioł Gabriel objawił się Marii. Ok.10 km od miasta znajduje się góra Tabor, znana również jako Góra Przemienienia. Wraz z opowieścią Andrzeja udaliśmy się też do Betlejem - miasta położonego na skraju Pustyni Judzkiej i miejsca narodzin króla Dawida oraz Jezus a Chrystusa. Odwiedziliśmy Grotę Narodzenia, Grotę Mleczną, która według tradycji uznana jest za świętą, gdyż w niej schroniła się Święta Rodzina przed ucieczką do Egiptu i tam, gdy Maryja karmiła Dzieciątko, kropla mleka upadła na ziemię i grota stała się biała.

    Uczestnicy pielgrzymki odwiedzili również Kanę Galilejską i Cezareę Filipową , gdzie jest wiele starożytnych pozostałości. To w tym mieście Jezus zapytał apostołów, za kogo ludzie Go uważają, a Szymon odrzekł: „za Mesjasza, Syna Boga żywego”.  Na zdjęciach obejrzeliśmy Cezareę Nadmorską oraz wybrzeże Morza Śródziemnego wraz z zachodem słońca w okolicach Jaffy.  Dłuższa część prezentacji poświęcona była Jerozolimie. Miasto Pokoju, wbrew swojej nazwie często było areną wojen i walk. Do dziś nie brakuje tutaj jednostek policji i wojska. Ale jeszcze więcej jest tu zabytków. To przecież Święte Miasto trzech religii. Stare Miasto dzieli się na dzielnice żydowską, chrześcijańską, muzułmańską i ormiańską. Nieopodal znajduje się góra Oliwna i Syjon. Dzielnica chrześcijańska skupia się wokół Bazyliki Grobu Świętego, do której klucze mają dwie rodziny muzułmańskie, a w dniu wizyty przejął je sam Janusz i mam nadzieje, że ma zapasowe. Via Dolorosa przechodzi przez dzielnicę muzułmańską. Andrzej opowiadał, że z trudem odprawiali Drogę Krzyżową, pośród gwaru ulicznych straganów. Dzięki obecności księży podczas pielgrzymki, wiele osób mogło korzystać również z duchowej strawy, w miejscu, do którego ma powrócić Chrystus. Groby, które okalają Jerozolimę są najdroższe w świecie, może nie wszyscy kontemplowali słowa Biblii „ostatni będą pierwszymi”. Mężczyźni uczestniczący w wyjeździe udali się oczywiście  do Muru Zachodniego, czyli Ściany Płaczu. W tak szczególnym miejscu spotkali młodego Żyda, który mieszka w Anglii, a widząc naszą flagę oddziałową (z adresem strony internetowej), podszedł do nich by opowiedzieć o swoich tarnowskich przodkach. Nieopodal Ściany Płaczu znajduje się Meczet Skały – budowla charakterystyczna i znana z albumów i zdjęć prezentujących Jerozolimę, gdyż zwieńcza ją złota kopuła. Ciekawą jest również Sanktuarium Księgi. Andrzej szczegółowo opowiadał o zabezpieczeniach, które mają uchronić przed kradzieżą i zniszczeniem najcenniejsze hebrajskie zwoje.


    22.05.2013 - Prelekcja Andrzeja Piątka - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Bardzo szczególnym miejscem było również Yad Vashem – Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu. My Polacy, szczególnie doświadczyliśmy tragedii zagłady ludzkości. Zapamiętałam z prelekcji inny patriotyczny aspekt, jakim był hymn Polski, podczas wsiadania na statek, by wyruszyć w rejs po Jeziorze Galilejskim. Prawdą jest, że odtwarzacz zamontowany na statku posiada pewnie w swej pamięci wiele innych hymnów dla turystów, jednak warto docenić sam pomysł. Dalej wyruszyliśmy w górzystą Pustynię Judzką oraz do Doliny Cedronu. Zabawnie opowiadał Andrzej o wyprawie w góry, gdzie miejscowi z osiołkami biegli za nimi, by móc ich zabrać na przejażdżkę i ułatwić zdobywanie wysokości. Przejażdżkę nieco kosztowną, jak wspomniał Wiesiek Izworski, który również brał udział w wycieczce. Kolejnym zaskoczeniem było zdjęcie naszych koleżanek i kolegów całych w błocie pochodzącym z Morza Martwego. Błoto to, podobno ma właściwości lecznicze i nawilżające suchą skórę. Wrócili przystojniejsi, panie piękniejsze, może to jednak zasługa doświadczenia bliskości historii i religii. Wiele jeszcze wyjątkowych miejsc zwiedzili podczas pielgrzymki ze znanym biblistą księdzem Łabudą, który od lat zafascynowany jest Izraelem i tam również studiował. Dzięki Andrzejowi, który zabrał nas w duchową i historyczną wycieczkę po Ziemi Obiecanej, mogliśmy bliżej poznać miejsca ważne dla chrześcijan. Poznać architekturę i zwyczaje panujące w odległym od Polski miejscu.

    Kinga Buras


    22.05.2013 - W Ojczyźnie Chrystusa - prelekcja Andrzeja Piątka- (fot. Przemysław Klesiewicz)


  • 25-26.05.2013 Bieszczady, Beskid Niski

    Salamandry i krewetki.

    Piątkowe popołudnie w pracy. Ostatnie godziny przed weekendowym wyjazdem w góry.  Mam wrażenie, że czas zwalnia i minuty do piętnastej biegną wolniej niż zwykle.

    Spojrzenie za okno nie poprawia nastroju. Pada cały dzień i nie chce przestać. Nerwowe przeglądanie internetowych portali pogodowych. Jedne obiecują sporo deszczu inne pozostawiają nadzieję na trochę słońca.   Nadmiar wilgoci w powietrzu bywa szkodliwy. Nic dziwnego, że u niektórych pojawiają się problemy zdrowotne.

    Wreszcie na ekranie komputera pojawią się mój ulubiony komunikat ,,Czy na pewno chcesz się wylogować?"  Chcę i to bardzo.  A swoją drogą problemem zwalniającego czasu mógłby się zająć profesor Hawking jeśli kiedyś napisze drugą część ,,Krótkiej historii czasu".

    W drodze z pracy ostatnie zakupy. Wieczorem kolejne zerknięcie na prognozy pogody i już pora na sen.  W sobotni poranek  pogoda wyraźnie się poprawia. Słońce przebija zza chmur. Nad  doliną Wisłoki, którą zmierzamy do Jasła dominuje błękit.

    Początek wyjazdu zawsze taki sam. W busie drzemka, dopiero na stacji benzynowej w Krośnie pierwsza kawa ,,dodaje życiu energii". Za Rymanowem skręcamy w stronę Pasma Bukowicy wyraźnie rysującego się na południu.  Jezioro Sieniawskie, Bukowsko i Karlików - okolice w których większość z nas jest po raz pierwszy. To wschodnia część Beskidu Niskiego, regionu górskiego ciągle jeszcze czekającego na odkrycie.

    W Turzańsku zatrzymujemy się przy prawosławnej cerkwi pw. św. Michała Archanioła.  Obok cerkwi podziwiamy najwyższą drewnianą dzwonnicę w polskich Karpatach. Cerkiew i dzwonnica są oczywiście pierwszymi tematami naszych dzisiejszych fotografii.

    Ścieżką przez łąki wychodzimy na grzbiet, którego kulminacją jest wierzchołek Suliły z charakterystyczną wieżą przekaźnikową. Przed nami widać schowane  w deszczowych chmurach pasmo Wysokiego Działu. Po bokach mamy zaś soczyście zielone bieszczadzkie łąki. Na Suliłę nie prowadzi tędy znakowany szlak turystyczny i tuż przed zalesionym wierzchołkiem zaczynamy ,,chaszczing". Na szczęście prze owe chaszcze przedzieramy się dość krótko i po chwili stajemy przed masztem na wierzchołku Suliły. Tu pierwsza zbiorowa fotka i teraz już szlakiem (niebieskim) zmierzamy w stronę Przełęczy nad Turzańskiem.

    W rejonie Przełęczy witamy się z deszczowymi chmurami szczelnie okrywającymi pasmo Wysokiego Działu. Na szczęście nie jest to powitanie zbyt wylewne i po wkroczeniu między drzewa możemy schować do plecaków kurtki przeciwdeszczowe. Ścieżką prowadzącą w karpackiej buczynie zmierzamy ku dzisiejszej kulminacji - Chryszczatej, w czasie wojny będącej schronieniem dla oddziałów UPA.


    25.05.2013 - PTT Tarnów na Chryszczatej - (fot. Przemysław Klesiewicz)

    Na wierzchołku po kilkunastuminutowym popasie ustawiamy się oczywiście do zdjęcia z naszą oddziałową flagą przyozdobioną błotem z Morza Martwego.  Szkoda tylko, że wycieczka do Izraela była niskobudżetowa i z suwenirów przywieziono jedynie  darmowe błoto. Podobno na targu w Jerozolimie były do nabycia szczeble z drabiny św. Jakuba, ale niestety w zaporowej cenie...

    Na Chryszczatej wkroczyliśmy na czerwono znakowany Główny Szlak Beskidzki, który poprowadzi nas przez Duszatyn do Komańczy.  Maszerujemy w dół  zboczami Chryszczatej dość szybko dochodząc do Rezerwatu Zwiezło.  Nazwa rezerwatu nawiązuje do wydarzeń z 1907r., kiedy to ,,góry zwiezło w dół" i w efekcie osunięcia się zbocza górskiego powstała swego rodzaju naturalna tama tworząc najbardziej chyba malowniczy zakątek w Bieszczadach, czyli Jeziorka Duszatyńskie.

    Tuż przed Jeziorkami dostrzegamy zwartą kolumnę uzbrojonych mężczyzn (i nie tylko mężczyzn jak się później okaże). Czyżby sotnia ,,Hrina" przegapiła zakończenie wojny rozpoczętej ostrzelaniem dywersanta przez Franka Dolasa? Na szczęście po chwili okazuje się, że to młodzież z liceum wojskowego z Otwocka, a ich kałasznikowy i M-16 to tylko repliki. Kolumnę prowadzoną przez opiekuna zamyka grupa dziewcząt. Brak broni wskazuje, że w oddziale pełnią rolę sanitariuszek. Męska część naszej wycieczki zaczyna nagle sygnalizować liczne kontuzje i dolegliwości zdrowotne. Niestety, dziewczęta najwyraźniej uznają, że mają do czynienia z symulantami, gdyż nie zamierzają udzielić pierwszej pomocy.

    Nieco niepocieszeni zatrzymujemy się przy Górnym Jeziorku Duszatyńskim. Pogoda wyraźnie się poprawia. Zza chmur wreszcie przebijają się promienie słoneczne.  Tutaj też spotykamy pierwszą z wielu na tym weekendzie salamander, która niczym rasowa modelka nie zwraca uwagi na wycelowane w nią obiektywy aparatów.

    Nasz pobyt na Jeziorach dokumentujemy zbiorową fotką, a następnie, doliną potoku Olchowatego zmierzamy do Duszatyna.  Wkrótce ścieżka zamienia się w dość szeroką drogę, która niestety rozjeżdzona przez transportujące drewno samochody zmienia się w prawdziwą ,,drogę błotną".  Na bieszczadzkim błocie napotykamy kolejne salamandry. Buty szybko ujednolicają swój wygląd i kolor. Oblepione błotem mają  szarobrunatną barwę.

    Przed Duszatynem wychodzimy na rozległą polanę.  Teraz już wygodną asfaltową drogą zmierzamy w kierunku Komańczy. Nagle czoło kolumny przystaje. Z oddali widać że samotny zwiadowca wyrusza na ,,razwiedkę bojem" w stronę przydrożnego baru. Po chwili w krótkofalówce rozlega się radosny głos Leszka: jest! i to lane!

    Rozsiadamy się na ławkach przy barze i dzięki uprzejmości sprzedawczyni (pozdrowienia dla Pani Bożenki) korzystamy z promocji pod nazwą: upij trochę to ci doleję. Oczywiście nie odmawiamy. Do Leżajska wyciągamy suchy prowiant. Niestety po raz kolejny przekonujemy się, że w górach pogoda, jak kobieta, zmienną jest. Chmury nasuwające się znad masywu Jesieniowej nie wróżą niczego dobrego. Pora trąbić wsiadanego.

    Droga do Prełuków prowadzi asfaltem. Po drodze mijamy rezerwat Przełom Osławy pod Duszatynem z charakterystycznym mostem kolejki wąskotorowej.  Same Prełuki to maleńka połemkowska osada wciśniętą w Dolinę Osławy. Przykryta eternitem chyża stanowi jedną z nielicznych pamiątek po Łemkach - dawnych mieszkańcach tych ziem.

    Tuż za mostem na Osławie szlak odbija w las. Deszcz pada coraz mocniej, a dla nas zaczyna się prawdziwy ,,Riders on the storm". Na przemian ślizgając się, na przemian zapadając się w błocie zmierzamy na wierzchołek grzbietu, z którego mamy zejść już bezpośrednio do Komańczy.  Na podejściu kolumna znów się rozciąga.

    Do Komańczy nie bez problemów docieramy po siedemnastej. Teraz już pozostaje tylko dojść do Schroniska PTTK im. Ignacego Zatwarnickiego, gdzie mamy zarezerwowany nocleg.  W przeciwieństwie do innych wyjazdów wieczorne ablucje i posiłek nie jest ostatnim akcentem soboty w górach w Dobrym Towarzystwie.  Zdecydowana większość uczestników wycieczki chce jeszcze zobaczyć ostatni mecz piłkarskiej Ligi Mistrzów.

    W tym roku finałowe starcie obfituje w polskie akcenty, które w liczbie trzech (Lewy, Kuba i Piszczu) wybiegają w żółto-czarnych koszulkach Borussii. Na boisku prezentują się drużyny, z których jedna ma siedzibę w mieście będącym niegdyś ośrodkiem polskiej emigracji w Niemczech, czyli w Dortmundzie,  a druga ma swą siedzibę w Monachium,  mieście słynącym z produkcji samochodów popularnych w pewnych kręgach polskiej młodzieży.

    W starciu dwóch niemieckich potęg piłkarskich gole zdobywają kolejno:  Chorwat, Turek i Holender.  ,,Was ist das, meine liebe Hermann?" Polak, czyli Lewandowski, też próbuje, pomagając sobie przy tym nieco ręką.  Czyżby w historii piłkarskich rozgrywek miała się zapisać kolejna ,,ręka Boga?". Nic z tego, sędzia jest czujny. Na polskiego gola w finale Ligi Mistrzów musimy więc poczekać co najmniej do przyszłorocznych rozgrywek.  Niepocieszeni wracamy do Schroniska.  Teraz już czas na spoczynek.


    25.05.2013 - Jeziorko Duszatyńskie Górne - (fot. Artur Marć)

    Niedzielny poranek wita nas padającym deszczem. Niestety, prognozy pogody się sprawdziły. Dzień zaczynamy mszą w pobliskim klasztorze Sióstr Nazaretanek , znanym jako miejsce odosobnienia Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Dość nietypowa jak na klasztor architektura budynku związana jest z tym, iż przed wojną był to budynek pensjonatu. Ambitne plany przekształcenia tej miejscowości w prężne letnisko, kontynuowano po wojnie. Znając rozmach i specyficzne podejście do kwestii ochrony przyrody peerelowskich planistów można się tylko cieszyć, iż spełzły one na niczym.

    Śniadanie w schronisku trwa dłużej niż zwykle. Jasne jest, iż zdobycie Tokarni trzeba odłożyć na inny termin. Krótka narada i decyzja - zwijamy się do domu, może po drodze zwiedzimy jeszcze Duklę.

    Gdzieś w okolicach stasiukowych Jaślisk zza chmur zaczyna przebijać błękit nieba. Nerwowe studiowanie map, zawczasu schowanych do plecaków. Po raz kolejny okazuje się, że jesteśmy mistrzami improwizacji. Jeszcze kwadrans temu wszystko wskazywało na to, że wrócimy w domowe pielesze wczesnym popołudniem, a teraz już mamy gotowy plan wycieczki. Garbata Cergowa, dominująca nad Duklą niespodziewanie okazuje się być  celem drugiego dnia ostatniej tegorocznej majówki górskiej.

    W Nowej Wsi po raz kolejny wkraczamy na Główny Szlak Beskidzki. Stromo pnącymi się zboczami góry zmierzamy przez Szczob, na najwyższy wierzchołek Cergowej, której masyw spośród innych beskidzkich szczytów wyróżnia się sporą ilością jaskiń. Drugą cechą wyróżniającą tą niewątpliwie ciekawą górę są dwa rezerwaty cisowe - ,,Tysiąclecia" i ,,Cisy w Nowej Wsi". Z polany na Szczobie oglądamy masyw Piotrusia (najwyższy szczyt wschodniej części tzw. Beskidu Dukielskiego) i leżącą w dole Zawadkę Rymanowską. Sercu bliski Beskid Niski ma dla swych miłośników jeszcze wiele gór i szlaków.

    Na szczycie Cergowej, pod krzyżem, ustawiamy się oczywiście do zdjęcia. Kolejna wlepka znaczy nasz pobyt w górach. Przez krótkofalówkę nawiązujemy kontakt z grupą uczestników wycieczki, którzy nie zdecydowali się poznać Cergowej i oczekują na nas w Dukli.

    Schodząc do Dukli przeżywamy deja vu. Śliskie błoto i salamandry na szlaku nieodparcie przywodzą na myśl poprzedni dzień i zejście do Komańczy. Na chwilę zatrzymujemy się przy Złotej Studni, źródełku przy którym jeśli wierzyć legendzie mieszkał św. Jan z Dukli.  Krótki odpoczynek i oczyszczenie butów z beskidzkiego błota. Od tego miejsca szlak dotąd dość stromy, łagodnie sprowadza nas do Cergowej, wsi sąsiadującej z Duklą. Wejście między zabudowania oznacza niestety, że wycieczka dobiega końca. Nadchodzi to co nieuchronne - powrót do domu.

    Do Tarnowa zmierzamy zrazu wzdłuż północnych granic Beskidu Niskiego. Za Iwlą po raz kolejny oglądamy zbocza Polany i Łysej Góry. Wkrótce pojawia się też charakterystyczna platforma widokowa z krzyżem na Grzywackiej Górze, jeden z najlepszych punktów widokowych w Beskidzie Niskim. Grzywacka od północy prezentuje się zdecydowanie mniej efektownie niż od południa, z Kątów, lub z drogi do Krempnej. Powracają wspomnienia z ubiegłorocznej wyprawy w tamte strony, gdy obchodziliśmy jubileusz Czterdziestolatka...

    Po busie zaczyna krążyć pojemnik  z sałatką z krewetek. Czasy, gdy podstawą diety góromaniaka była konserwa turystyczna wsparta paprykarzem szczecińskim odeszły do przeszłości.  Ze stacji benzynowej w Kołaczycach oglądamy Liwocz. To już ostatni przystanek w powrotnej drodze, więc pora uzupełnić zapasy. Zakupowym hitem okazuje się być pewien napój, którego nazwa zaczyna się na literę ,,o" i nie jest to bynajmniej ,,okowita". A co to za napój, niech ciekawi spytają uczestników wycieczki...

    Artur Marć


    26.05.2013 - Złota Studzienka - (fot. Artur Marć)

  • 12.05.2013 Krynica-Runek-Szczawnik w Beskidzie Sądeckim

    Siła talizmanu czyli jak to z deszczem było…

    Niedzielny poranek. Wiszące nisko ciemne chmury i delikatna mżawka. Pogoda sprzyjająca bardziej leniwemu wylegiwaniu się w domowych pieleszach niż turystycznym „wybrykom” na górskich szlakach. A jednak…

    Na parkingu obok hotelu „Tarnovia” zbiera się grupa tych, „co w każdą pogodę, i bez względu na porę roku”. Członkowie i sympatycy naszego Oddziału. Punktualnie o 7.30 wyruszamy busem, prawie dokładnie po swoich śladach sprzed dwóch tygodni. W okolicach Piotrkowic, mżawka zamienia się w delikatny (majowy) deszcz. Mijamy Tuchów, wszak jest niedziela i Berni, jak przystało na osobę szanującą tradycję,  nie musi niczego otwierać i zamykać. Dołącza do nas w Burzynie. Ma ze sobą … parasol, który z miejsca staje się talizmanem mającym uchronić nas od deszczu. Pogoda nie zmienia się jednak. Mijamy uśpione okolice. Parasolowy talizman musiał chyba najpierw rozpoznać sytuację meteorologiczną  bo zaczyna działać. Deszcz jest coraz słabszy aż wreszcie ustaje całkiem. Kompletny brak ruchu samochodowego sprawia, że jeszcze przed dziewiątą wysiadamy na przystanku obok „Hawany” – znanej krynickiej restauracji. Pułap chmur nie zmienił się znacząco, ale deszczu ani śladu. Zielonym szlakiem szybko docieramy na Przełęcz Krzyżową. Grupa rozciąga się nieco. Część osób od razu maszeruje w stronę Runku. Reszta czeka na idących z tyłu, aby wspólnie podążać niebieskim szlakiem. Zanim ruszymy udzielimy jeszcze instrukcji topograficznych zbłąkanemu górskiemu biegaczowi. Przebywając pierwszy raz w życiu w tych okolicach, wybrał się na niedzielną przebieżkę, nie zabierając ze sobą mapy.


    12.05.2013 - Beskid Sądecki - (fot. Bernadeta Knapik)

    Biegacz rusza w pogoń za naszą czołówką, a zaraz po nim startujemy my. Z polan nad Słotwinami widoki ogranicza mgła. Wkrótce szlak żółty, który towarzyszył nam od przełęczy odbija w stronę Jaworzynki. Na Przysłopie znowu spotykamy się wszyscy. Krótka przerwa i w drogę. Nie spieszymy się wcale więc dość szybko się rozciągamy. Kiedy dochodzimy do Runku, czołówka oczekuje już od kilku minut. Wraz z nią czeka na nas … znajomy biegacz. Znowu pomylił drogę i ponieważ poza nami nie spotkał na szlaku nikogo, dla bezpieczeństwa postanowił towarzyszyć naszej grupie. Najdłużej jak będzie to możliwe. Razem schodzimy więc do bacówki nad Wierchomlą. Zegarki nie wskazują jeszcze południa więc spokojnie ogłaszamy godzinną przerwę. Przy okazji poznajemy się lepiej z naszym podopiecznym sportowcem. Okazuje się, że jest z Łodzi, biega od trzydziestu lat a od trzech dni przebywa w sanatorium w Krynicy. Ma ambitny plan przebiegnięcia wszystkich szlaków w okolicy „Perły wód”.

    Chmury w dalszym ciągu ograniczają skutecznie widzialność. Panoramę Tatr widzianą sprzed bacówki odtwarzamy więc z pamięci. Ponieważ jest jeszcze wcześnie a zapowiadane opady póki co nie występują (siła talizmanu), postanawiamy zmodyfikować naszą trasę. Zamiast zejść do Wierchomli, pójdziemy w stronę Jaworzynki i Pustej Wielkiej a koło kapliczki św. Huberta odbijemy do Szczawnika. Dzięki temu wydłużymy czas przebywania na świeżym powietrzu ale równocześnie skrócimy czas jazdy busem. A utalentowanego (biegowo) łodzianina bezpiecznie odstawimy do Krynicy. Jak widać takie rozwiązanie niesie same korzyści. Być może dlatego, kiedy schodzimy już do Szczawnika, chmury podnoszą się i pokazuje się nawet słońce. Widać już na paręnaście kilometrów. W dole Muszyna a za nią Góry Leluchowskie i Czerchowskie. Przeżywamy déjà vu. Sprzed dwóch tygodni. Bus już czeka. Mijamy „Kolejarza” w Złockim, Muszynę i Powroźnik. W Krynicy żegnamy kolegę z Łodzi. Dojeżdżamy do Krzyżówki i wjeżdżamy znów w strefę chmur. Za niewiele ponad godzinę dojeżdżamy do Tarnowa. Buty i spodnie mamy nieco ukurzone. Całe szczęście, bo to niezbity dowód na to, że deszcz jednak nie padał. Czasem nie warto jednak wierzyć prognozom. Albo mieć dobry talizman.

    Janusz Foszcz


    12.05.2013 - Przy Kapliczce pod Jaworzynką - (fot. Bernadeta Knapik)

  • Rajd ze Św. Filipem 2013



    W sobotę, 18 maja 2013 zapraszamy na kolejny Rajd ze Świętym Filipem

    Plan rajdu:

    O godz. 6.00 wyjedziemy autokarem sprzed klasztoru xx Filipinów i udamy się w kierunku Szczawnicy.

    Ok. godz. 9.00 rozpoczniemy pieszą wędrówkę. Wyruszymy z Jaworek w kierunku schroniska pod Durbaszką. Po dotarciu do schroniska zatrzymamy się na Eucharystię i krótki odpoczynek.

    Następnie będziemy zmierzać granią Małych Pienin (szlak niebieski) na pograniczu polsko-słowackim w kierunku Palenicy. Po sforsowaniu Wysokiego Wierchu, Łaźnych Skał i Szafranówki, szlakiem żółtym zejdziemy na słowacką stronę do Pienińskiej Chaty w Leśnicy. Tutaj zatrzymamy się na dłuższy postój. Ostatni etap naszej wędrówki będzie wzdłuż potoku Leśnickiego i Dunajca.

    Do Szczawnicy wrócimy ok. godz. 16.00. Wracając autokarem w stronę Tarnowa zatrzymamy się w Starym Sączu. Przy Papieskim Ołtarzu odprawimy Nabożeństwo Majowe, a po nim w Centrum Pielgrzymowania Jana Pawła II zasiądziemy przy ognisku. 
    Do Tarnowa wrócimy ok. godz. 20.00. 

    Uwaga!
    Część naszej rajdowej trasy jest w granicach Słowacji dlatego należy ze sobą zabrać dowód osobisty lub paszport!

    Koszt: 40 PLN

    W cenie zawarty jest przejazd autokarem, ubezpieczenie i „małe co nieco” przy ognisku;)

    Zapisasać można się u x. Roberta (tel. 665 213 990)

    Link: http://www.filipini.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=154:rajd-ze-w-filipem-2013&catid=20:z-ycia-kongregacji&Itemid=4

  • 27-28.04.2013 Góry Leluchowskie i Góry Czerchowskie

    Weekend w zapomnianych górach…

    Trudno jest znaleźć w pobliżu Tarnowa góry, w których nie byliśmy wcale lub w ciągu ostatnich kilku lat. A jednak są takie miejsca. Należą do nich z całą pewnością Góry Leluchowskie oraz Góry Czerchowskie (Čergov). Te pierwsze zaliczane do (jakże chętnie odwiedzanego przez nas) Beskidu Sądeckiego i ciągną się wzdłuż granicy ze Słowacją aż do Doliny Popradu między Leluchowem a Muszyną. Drugie leżą w całości na Słowacji w regionie zwanym Szarryszem i od północnego zachodu graniczą właśnie z Górami Leluchowskimi. I te zapomniane (nie tylko przez nas) obszary stały się terenem naszej górskiej działalności w czasie ostatniego kwietniowego weekendu.

    Znakomicie zorganizowana (szczególne brawa dla Artura)  logistyka pozwoliła w ciągu kilkunastu minut zebrać  z wyznaczonych miejsc wszystkich (prawie) uczestników i opuścić gród, noszący od 1330 roku zaszczytne miano miasta. W doskonałych humorach dotarliśmy na dworzec w … Tuchowie.  Broń Boże nie chcieliśmy zmieniać środka transportu. Oddziałowy bus spisywał się przecież doskonale. Powód był zdecydowanie bardziej znaczący. W szeroko otwartych podwojach swojego sklepu oczekiwała na nas Berni w towarzystwie dwojga miejscowych koneserów. Chwila na uzupełnienie nadwyrężonych już nieco zapasów i po chwili sklep jest już zamknięty a my, teraz wreszcie w komplecie, odprowadzani tęsknym wzrokiem tuchowskich smakoszy, kierujemy się w stronę Ciężkowic i Grybowa. To urocze miasteczko szczyci się od niedawna posiadaniem bazyliki mniejszej. Nam kojarzy się również z nieistniejącą już niestety „Kaskadą”. Na moment odżywają wspomnienia z pewnego „poświątecznego spaceru”. Mijamy kolejne miejscowości i docieramy na Przełęcz Huta, potocznie zwaną Krzyżówką. W tym miejscu skręcamy w lewo, w stronę Tylicza i granicy ze Słowacją. Podróż dobiega końca na Przełęczy Tylickiej a właściwie to na Kurovskim sedle bo jesteśmy już przecież za granicą, a taką nazwę nadali przełęczy nasi południowi sąsiedzi. Kilka grupowych fotografii i wchodzimy na wiodący wzdłuż granicy czerwony szlak słowacki. Idziemy rozciągniętą grupą, pozostając ze sobą w kontakcie wzrokowym oraz akustycznym. To zasługa krótkofalówek, które tym samym przypominają nam nieobecnego Leszka („uuuu, brawo, brawo”). Po niespełna dwóch kilometrach dołącza do naszej ścieżki żółty szlak z Muszynki. Kolejne kilometry. Mijamy Pustą, Kamienny Horb i dziesiątki słupków granicznych. Miejsc widokowych jak na lekarstwo, ale z tych nielicznych widać co nieco. Przede wszystkim Góry Czerchowskie.  Wreszcie szlak żółty rozstaje się z czerwonym, podążając w stronę Wojkowej. Od tej pory będzie prowadził nas do samej Muszyny. Na rozległych polanach nad Wojkową organizujemy długą przerwę. Słońce przygrzewa i wokół czuć wiosnę, chociaż jeszcze kilka dni temu leżał tutaj śnieg. Schodzimy do wsi. W oddali widać Jaworzynę Krynicką. Przechodząc przez Wojkową postanawiamy odwiedzić miejscową cerkiew. Jest zamknięta, ale w ciągu kilku minut udaje nam się zorganizować klucze a wraz z nimi „cerkiewnego” przewodnika. W ciągu ponad  pół godziny „odbywamy” podróż do początków chrześcijaństwa -poznając sylwetki patronów cerkwi (a obecnie kościoła) świętych Kosmy i Damiana, przypominamy sobie historię Łemków, religii grekokatolickiej, budowę ikonostasu oraz parę innych związanych z omawianym tematem zagadnień. Nie obywa się też bez wspólnej modlitwy, prowadzonej przez przewodnika w różnych intencjach.  Czas nagli, więc po dokonaniu wpisu (okraszonego oddziałową wlepką)w księdze gości  oraz złożeniu ofiary na utrzymanie zabytkowego obiektu opuszczamy teren cerkwi. Nie wracamy z powrotem na szlak, starając się wykorzystać zdobytą (cerkiew stoi na niewielkim wzniesieniu) wysokość. Łąkami podążamy w stronę grzbietu. Na błękitnym niebie nieliczne białe chmurki. Wokół nas zieleń i coraz wspanialsze widoki. Zgodnie z przewidywaniami napotykamy szlak i idziemy dalej pięknym bukowym lasem. W okolicach Dubnego dołącza do naszego szlaku i przez chwilę towarzyszy szlak niebieski, prowadzący z Leluchowa do Żegiestowa – Zdroju. Mijamy Czarne Garby i na pięknych, widokowych polanach pod szczytem Malnika urządzamy kolejny postój. Z ociąganiem opuszczamy to miejsce i zbiegamy szybko do bliskiej już Muszyny. Po drodze mijamy jeszcze stary kirkut. Ruiny muszyńskiego zamku wskazują dalszą drogę. Przed nami ostatnie dwa kilometry, bowiem nocleg zorganizowaliśmy w położonym w Złockiem, Domu Wczasowym „Kolejarz”.  Obiekt wybudowany jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku, czasy świetności z pewnością ma już za sobą. Jest jednak ciepła woda i wygodne łóżka. A my nie potrzebujemy więcej. Obiadokolacja nie stanowi dla nas żadnej niespodzianki. Oto, by tak się stało zadbała nasza (samozwańcza) menagerka – Iwona, rozsyłając wszystkim kilka dni wcześniej „ofertę gastronomiczną” ośrodka. Konsumujemy więc rosół z makaronem (wszyscy),a potem według indywidualnych zamówień  indyki (wpływ galicyjskich migracji za „wielką wodę”?), schabowe (prawdziwi Polacy) oraz kurczaka (pokolenie KFC). Z obiecanej na deser szarlotki ostały się tylko jabłka, ale dobre i to, bo witamin nigdy za wiele. Tą różnorodność menu zawdzięczamy trwającemu w innej sali weselu. Na tort wprawdzie nie doczekaliśmy się, ale wykorzystując plenerową sesję zdjęciową nowożeńców, odśpiewaliśmy życzenia a Zbyszek dołączył jeszcze okolicznościowy wiersz i w efekcie Pan Młody (jak każe tradycja) w podziękowaniu obdarował nas hojnie. Zdrowie Młodej Pary!


    27.04.2013 -Przełęcz Tylicka (Kurovske sedlo) - (fot. Artur Marć)

    Wyjątkowo ciepła noc minęła wyjątkowo szybko. Zachmurzony poranek wypędził nas z łóżek stanowczo za wcześnie. Ale sami sobie zgotowaliśmy ten los. O siódmej w drewnianej cerkwi w Złockiem uczestniczyliśmy bowiem we mszy św. Po mszy i śniadaniu ruszyliśmy zdobywać słowackie góry. Ilość chmur i ich kolor nie wyglądały zachęcająco. Mimo tego nikt nie tracił humoru. Wieczór i poranek pokazał, że Leszkowi wyrósł godny konkurent w postaci Zbyszka. Strach pomyśleć, co wydarzy się, kiedy wspólnie znajdą się na oddziałowym wyjeździe. A gdy dodamy jeszcze Wisiora… Były kiedyś trójki murarskie, teraz mogą być  kabaretowe.


    28.04.2013 - PTT Tarnów na Mincole - (fot. Artur Marć)

    Z Muszyny pojechaliśmy do Leluchowa a stamtąd do miejscowości o pięknej (ornitologicznej) nazwie Šarišskie Jastrabie. Przy niewielkim murowanym kościółku opuściliśmy busa i podążyliśmy żółtym szlakiem w stronę Minčola – najwyższego szczytu Gór Czerchowskich. Początkowo trasa wiodła odkrytym terenem, co (pomimo zachmurzenia) skutkowało rozległymi widokami. Nasz wzrok, jak zwykle w takich okolicznościach (wszak to PTT) uciekał ku zachmurzonym szczytom Tatr. Droga łagodnie wznosiła się, dzięki czemu mogliśmy doskonale rozgrzać swoje mięśnie, przed czekającymi nas podejściami. Były nieuniknione, bowiem wierzchołek leżał prawie 600 metrów wyżej niż miejsce naszego startu. Warto było się jednak nieco zmęczyć. Minčol słynie przecież ze znakomitych panoram. Mocny wiatr przegonił chmury i kiedy dotarliśmy do szczytu powitała nas wymarzona pogoda. A widoki?  Czegoż to nie widzieliśmy! Bušov i Lackova, pasmo Jaworzyny Krynickiej i Radziejowej, Pieniny z Trzema Koronami, gorczański Lubań, Magura Spiska, Góry Lewockie i Tatry. Kto nie był niech żałuje! Albo (jeszcze lepiej) przy nadarzającej się okazji wybierze naszym śladem. Wpis i wlepka do  vrcholovej  knihy, familijne zdjęcie z „flażką” i kolejny obrzęd „przyjęcia w poczet”. Tym razem Teresy i Zbyszka. A później wędrówka na Maly Minčol i długie, długie zejście do Ruskiej Voli. A, że po drodze trochę pokropiło. Nic to Baśka – jak powiadał Pan Michał. Potem znowu zrobiło się słonecznie a flašove pivo po zejściu smakowało wybornie. Uvidíme sa  naturistickom chodníku. Slovenskopozýva!

    PS. Kleszczom mówimy zdecydowane nie! Ryjki precz od naszych kobiet!

    Janusz Foszcz


    28.04.2013 - Szlak Mały Mincol - Ruska Vola, widok w stronę Lenartova - (fot. Artur Marć)

  • "Tarnowianie na Dachu Afryki" w TCI

    .                .                                               .        .      . .                          .                             .                          .                         .

  • IV Gimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach za nami

    Tradycją już jest, że w maju nasz Oddział wraz ze Społecznym Gimnazjum Matematyczno–Przyrodniczym STO w Tarnowie organizuje przeznaczony dla gimnazjalistów – Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach. Co roku tematyka konkursu obejmuje inne pasmo górskie. Tegoroczna (już czwarta) edycja poświęcona była Bieszczadom.
    Honorowy Patronat nad imprezą gromadzącą gimnazjalistów z Tarnowa i powiatu tarnowskiego, objęli: Ryszard Ścigała – Prezydent Miasta Tarnowa oraz Szymon Baron – Prezes Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Konkurs dzięki uzyskanej oficjalnej akceptacji Bieszczadzkiego Parku Narodowego wpisał się również w obchody ogłoszonego przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie Roku Ochrony Przyrody. Do udziału w nim zgłosiło się osiem trzyosobowych zespołów reprezentujących gimnazja lub szkolne koła turystyczne. Wśród nich była drużyna z działającego przy naszym Oddziale Szkolnego Koła PTT Nr 1 im. Jana Pawła II.


    23.05.2012 - IV Gimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach - "Bieszczady" - (fot. Jerzy Zieliński)

    W środę 23 maja o godz. 10 uczestnicy stawili się w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie. Następnie zmierzyli się z testem złożonym z trzydziestu pytań, obejmującym szczegółowe, „bieszczadzkie zagadnienia”. Wśród pytań, ułożonych przez zespół przewodników beskidzkich przeważały te, które dotyczyły topografii, hydrologii, etnografii i historii. Uczniowie musieli wykazać się wiedzą na temat ochrony środowiska i bezpieczeństwa w górach. Podczas sześćdziesięciominutowej wytężonej pracy, wszyscy startujący mogli posilić się drożdżówką i sokiem owocowym. Po upływie regulaminowego czasu zawodnicy opuścili salę. Do pracy przystąpiło jury. Kilkadziesiąt minut później poznaliśmy wyniki. Po raz kolejny, uczestnicy wykazali znakomite przygotowanie. Laureatów dzieliły (podobnie jak przed rokiem) jednopunktowe różnice. Zwycięzcą okazał się Piotr Foszcz, reprezentant Koła Turystycznego „Perć” z Tarnowa, a jednocześnie będący członkiem naszego Oddziału, który wyprzedził Karolinę Smołę i Annę Skórkę. Obydwie koleżanki, reprezentowały nasze Szkolne Koło PTT Nr 1. Tuż za podium uplasował się Maksymilian Truchan z Gimnazjum Nr 4 w Tarnowie. Listę laureatów zamknął Aleksander Kipiela z „Perci”.


    23.05.2012 - IV Gimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach - "Bieszczady" - (fot. Jerzy Zieliński)

    Wzorem ubiegłego roku jury postanowiło wyróżnić dodatkowo trójkę uczestników, która uzyskała również wysokie wyniki testu, ale nieznacznie ustąpiła laureatom. Wyniki kategorii drużynowej były dokładnym odzwierciedleniem roku 2011. Na najwyższym stopniu podium stanęła ponownie drużyna naszego SK PTT Nr 1 w Tarnowie. Tuż za nią znalazł się zespół reprezentujący SKT „Perć”. Trzecie miejsce przypadło Gimnazjum Nr 4 w Tarnowie. W dalszym ciągu sprawdza się więc stara zasada, że „góry najlepiej poznaje się nogami”.
    Laureaci otrzymali pamiątkowe dyplomy, a także cenne nagrody rzeczowe związane z turystyką górską. Zostały one ufundowane przez Urząd Miasta Tarnowa, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, firmę HiMountain, wydawnictwa Rewasz i WiT oraz redakcję Magazynu Turystyki Górskiej „npm”. Dodatkowo wszyscy uczestnicy otrzymali upominki i materiały edukacyjne przekazane przez Bieszczadzki Park Narodowy, UM Tarnowa, Gminę Ustrzyki Dolne oraz Gminę Cisna.

    Janusz Foszcz


    23.05.2012 - IV Gimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach - "Bieszczady" - (fot. Jerzy Zieliński)

    >>Zobacz test z odpowiedziami<<

  • "Co słychać?" - Nr 5 (257) / 2012

    Majowy numer "Co słychać" zawiera w dużej mierze tematy związane z obchodzonym przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie - Rokiem Ochrony Przyrody. Zaczynamy od artykułu Barbary Morawskiej-Nowak poświęconego Janowi Gwalbertowi Pawlikowskiemu - inicjatorowi powołania przed stu laty Sekcji Ochrony Tatr TT. Warto również zapoznać się z tekstem Krzysztofa Czesaka pt. "Zielone okrycie Ziemi", a także relacjami z XXI Dni Gór PTT w Łodzi, których tematem przewodnim była "Turystyka w zgodzie z naturą" oraz konferencji "Komunikacja korporacyjna w parkach narodowych - teraźniejszość i przyszłość". Znajdziemy tu także krótki artykulik Krzysztofa Karbowskiego o dęblińskim "Dniu Wróbla" oraz zaproszenie na sesję popularno-naukową "Sekcja Ochrony Tatr Towarzystwa Tatrzańskie w 100 rocznicę założenia" organizowaną wspólnie przez PTT i TPN w Zakopanem.

    Kolejnym tematem rocznicowym, który jest poruszany w numerze, jest artykuł Janusza Machulika o swojszczyźnie, wpisujący się w przyszłoroczną 140. rocznicę powstania naszego Towarzystwa.

    Numer uzupełniają: relacja Łukasza Gierlasińskiego z wyprawy trekkingowej "Bałkany 2012", zorganizowanej przez kolegów z Oddziału PTT w Bielsku-Białej, kolejna opowieść Bartłomieja Grzegorza Sali, tym razem pt. "Między Górami Dynarskimi a Karpatami" oraz tekst Barbary Morawskiej-Nowak o odsłonięciu tablicy poświęconej Wandzie Rutkiewicz na symbolicznym cmentarzu ludzi gór pod Osterwą.

    Życzymy przyjemnej lektury! (pobierz -> 1,41 MB)

  • 12-13.05.2012 - Babia Góra i Pasmo Policy

    A gdzie Żółwik….

    W piękny, sobotni poranek zwarta, mocna i gotowa ekipa PTT rozpoczęła kolejną przygodę z górami. Tym razem celem było zdobycie Babiej Góry, a właściwie Horki, ponieważ Ojciec Dyrektor postanowił zapoznać nas z trasą naszych południowych sąsiadów. Dzień z każdą chwilą robił się coraz ładniejszy, słońce przyświecało ochoczo, a radość w busie wzrastała z każdym przejechanym kilometrem dodatkowo wzmacniana odpowiednim śniadaniem, popijanym fizjologicznym płynem zewnętrznym (tu odsyłam do kabaretu Andrzeja Poniedzielskiego „Mowa ciała”)
    Na punkt startowy naszego szlaku wyznaczona została Lipnica Wielka – Przywarówka. I tu znów czekała nas niespodzianka, ponieważ można było wybrać sobie szlak: niebieski na Słowację, skąd dalej żółtym przewidziano atak na "Królową Beskidów" lub nieco krótszy – zielony po rodzimej stronie Beskidu Żywieckiego. Grupa jednak po krótkich przemyśleniach postanowiła utworzyć jeden mocny zespół szturmowy obierając wariant przez terytorium sąsiadów. Słońce wciąż zachęcało do dłuższej wędrówki serwując nam sporą dawkę ciepła. Czego więcej chcieć?!
    Trasa prowadziła początkowo szeroką, łagodnie nachyloną ścieżką aż do skrzyżowania szlaków przy Gajówce Hviezdoslava, gdzie Ojciec Dyrektor przewidział krótki postój. Dzięki temu każdy miał chwilę dla siebie, którą tradycyjnie niektórzy wykorzystali na nadrabianie zaległości nieprzespanej nocy (tu Syn Szefa dotrzymuje tradycji), inni uzupełniali płyny wytapiane z ciał żarzącymi coraz mocniej promieniami słońca, a jeszcze inni urządzali sobie sesje zdjęciowe wcielając się w rolę modeli (modelek) tudzież fotografów lub zamieniając się rolami. Dla każdego coś miłego.


    12.05.2012 - Gajówka Hviezdoslava - (fot. Artur Marć)

    Stąd obrawszy żółty szlak (Polhora - Babia Góra) ruszyliśmy ostro pod górę po drodze pokonując drewniany mostek nad płynącym górskim potoczkiem. Ten punkt zapisał się w historii wyjazdu, choć w tym momencie nikt z dzielnych zdobywców Babiej Horki jeszcze o tym nie wiedział. Kontynuując zatem nasz trekking coraz bardziej stromym podejściem osiągnęliśmy punkt zwrotny naszej wyprawy – wiatę w której zabiwakowaliśmy na posilenie się przed atakiem szczytowym. Mocniejsza część grupy (Karol i Andrzej) nie odczuwali głodu i karmili się adrenaliną charakterystyczną dla zdobywców więc szybko zniknęli za horyzontem. Pozostali przystąpili do uczty „czym chata bogata…”. Serwowano na przemian kabanosy z ananasem, zagryzane kanapką popychaną czekoladą i przepijaną fizjologicznymi płynami zewnętrznymi (patrz wyjaśnienie - koniec pierwszego akapitu). Kolejni członkowie i członkinie zespołu szturmowego dołączali do biesiady uzupełniając menu targanymi w plecakach smakołykami.
    Uczta dobiegała końca, w powietrzu unosił się zapach zapowiadanego załamania pogody i już wesoła gromadka miała rozpocząć ostatni etap ataku szczytowego gdy do naszej świadomości dotarło, że brakuje nam wciąż jeszcze jednego kolegi z drużyny. Ojciec Dyrektor zszedł więc z powrotem kilkadziesiąt metrów z zamiarem wyjścia zaginionej owieczce naprzeciw, ale owieczki widać nie było.


    13.05.2012 - W drodze na Policę - (fot. Artur Marć)

    Czas powoli naglił, część biesiadników sukcesywnie ruszała w dalszą drogę, słońce zasłonięte zostało gęstymi chmurami, które zdołały już wypuścić pierwsze krople deszczu zwiastujące spełnienie prognoz Onetu. Dłuższe oczekiwanie na wolniejszego kolegę groziło utratą wszystkich zapasów żywnościowych (i co gorsza płynów)oraz koniecznością przetrwania pod wiatą. Ojciec Dyrektor wrócił po wsparcie i wraz z trzymającym kasę Arturem postanowili kontynuować akcję poszukiwawczą przeczesując okolice rozchodzących się przy mostku dróżek. Pozostali natomiast rozpoczęli atak szturmowy na Królową Beskidów przejmując dowodzenie.
    Po chwili (pojęcie względne) dało się odczuć wparcie Opatrzności - zapewne spory wpływ na to miała obecność Wielebnego Kilera posiadającego niepodważalne wtyki na Górze – którego dowodem był telefon Ojca Dyrektora „znalazł się”. Nasz nowy kolega w całym swoim nieprzygotowaniu do wędrówki dokonał czegoś, co ułatwiło wypatrzenie go w gęstwinie lasów – założył na wyjazd żółtą koszulkę lidera (Lucky men!!!). Odetchnęliśmy z ulgą, bo co prawda 1/21 to zaledwie 4,7% grupy, a dopuszczalne straty 10% są do przyjęcia, to jednak bez naszego kolegi wyjazd nie byłby już taki sam.
    Od tego momentu „Zaginiony w akcji” stał się chroniony lepiej niż niejeden światowy VIP, pilotowany na szczyt Babiej Horki w towarzystwie grupy wsparcia (Ojciec Dyrektor, Wielebny Kiler, „Bankier” PTT – Artur + 5 pomocników i 1 pomocniczka), wspomagany profesjonalnym sprzętem Darka, eskortowany do bazy Markowe Szczawiny przez Bodygardów (Grzegorza i Jarka) obserwujących każdy krok „Zwycięzcy” (the Winner is…). Skupienie ratowników na zadaniu bezpiecznego doprowadzenia zaginionej owieczki do celu sprawiło, że nie przeszkadzał nikomu lejący już od godziny deszcz, a sesja zdjęciowa na szczycie Babiej Góry nie wymagała wymuszania sztucznego uśmiechu na twarzach – naturalny nie schodził już z lic przez cały weekend.


    13.05.2012 - Schronisko na Hali Krupowej - (fot. Artur Marć)

    Po doprowadzeniu VIPa do punktu meldunkowego Markowe Szczawiny, gdzie cała grupa znów stała się jedną drużyną, zarządzono krótką przerwę na regenerację utraconych zasobów cieplno-energetycznych członków grupy ratowniczej, po czym prawie zwartą drużyną pokonano ostatni tego dnia etap trekkingu schodząc do Zawoi.
    Zakończona sukcesem akcja ratownicza stała się motorem radosnego świętowania na całym wyjeździe, którego początkiem była wspólna kolacja w karczmie w Zawoi połączona z przygrywaniem miejscowej kapeli i tańcami niczym w balladzie Pani Twardowskiej:

    Jedzą, piją, lulki palą,
    Tańce, hulanka, swawola;
    Ledwie karczmy nie rozwalą,
    Cha cha, chi chi, hejże, hola!

    Wspólna radość trwała do późnych godzin nocnych – oczywiście po uprzednim doprowadzeniu się do stanu dopuszczającego przebywanie wśród ludzi (kąpiel).
    Drugi dzień wyjazdu rozpoczął się oczywiście Mszą Świętą odprawioną przez Wielebnego Kilera oraz bogatym śniadaniem z jajecznicą - nieodłącznym elementem wyjazdowych niedziel.
    Ojciec Dyrektor znów stał się mentorem całej drużyny i wyznaczył trasę z Przełęczy Krowiarki przez Halę Śmietanową, Policę, Halę Krupową z zejściem do Skawicy (Suchej Góry). Tym razem obyło się bez przygód, wszyscy szli w zwartej grupie choć dzień upłynął w zasadzie na omawianiu szczegółów akcji ratowniczej dnia poprzedniego. Radości nie było końca, śmiechem rozgoniliśmy poranne chmury i podnieśliśmy temperaturę powietrza, a przypieczętowaniem drużynowej jedności było świętowanie na Hali Krupowej przy uginającym się pod ciężarem kufli piwa, żurków, frytek, szarlotek, de volaille’ów i własnych kanapek stołu. Wszystko, co dobre ma jednak swój koniec, dlatego trzeba było podjąć trud wyjścia ze schroniska i ruszyć na ostatni etap górski tego rajdu - zejście do Skawicy, gdzie czekał już na nas czerwony busik, który bezpiecznie dowiózł nas do Tarnowa.
    Kolejna wyprawa dobiegła końca, ale wspomnienia z niej jeszcze na długo z nami pozostaną, a autor tej relacji żegna się hasłem znanym nie tylko uczestnikom ostatniego rajdu… „no to żółwik”.

    Barbara Kasperek


    13.05.2012 - Zejście do Suchej Góry - (fot. Artur Marć)

  • 12-13.05.2012 - Babia Góra i Pasmo Policy

    Majówka w Beskidzie Żywieckim czyli "Gdzie jest Żółwik"….

    Babia Góra od zawsze posiadała wśród nas licznych zwolenników. Zdobywaliśmy ją w różnych warunkach pogodowych i we wszystkich porach roku. Najczęściej nasze wejścia na szczyt miały miejsca od strony Krowiarek bądź Akademicką Percią z Markowych Szczawin. Tym razem najwyższy beskidzki wierzchołek mieliśmy zaatakować od strony słowackiej. W piękny, słoneczny sobotni poranek zapełniamy (tym razem czerwonego) busa. Za kierownicą pan Andrzej - sprawdzony podczas ostatniego wyjazdu w Beskid Niski. Nasz oddziałowy „driver”, a zarazem szef wszystkich „driverów” regeneruje bowiem swoje siły w Gliczarowie Górnym czyli na gościnnej ziemi podhalańskiej. Humory dopisują, mimo iż większość dostępnych prognoz meteorologicznych przewiduje na dziś załamanie pogody wskutek przechodzącego przez Polskę od północy frontu niżowego. Póki co jednak warunki są wspaniałe. W Roztoce zabieramy Bogusia i mkniemy dziarsko w kierunku Laskowej. Tam kilkuminutowy postój. Czekamy na busa z Krakowa. Na jego „pokładzie” podróżuje bowiem Karol zwany pieszczotliwie „Synem Szefa” – ostatni uczestnik naszej eskapady. Wkrótce jesteśmy razem, ale już po chwili kolejny przystanek. Tym razem wyraźnie „na żądanie”. Tradycyjnie Monika i oczywiście Orlen (w Limanowej). A potem już bez zatrzymywania (no chyba, że na światłach) przez Mszanę Dolną, Rabkę, Jabłonkę dojeżdżamy do Lipnicy Wielkiej. Gdzieś w okolicach Mszany, Basia wyciąga jeszcze olbrzymi plastikowy pojemnik z przygotowanymi wieczorem w wigilię wyjazdu, małymi bułeczkami z nadzieniem jabłkowym. Pyszności. Starczy dla wszystkich, a reszta zostanie zachowana na wieczorne spotkanie w Zawoi. Po drodze nasz wzrok ciągle przyciągają widoki. Najpierw wzniesienia Beskidu Wyspowego i Gorców, a po minięciu Rabki pojawia się doskonale widoczny łańcuch Tatr, a z drugiej strony ONA – Królowa Beskidów. Jeszcze ze śladami zimy, których tydzień temu było jednak zdecydowanie więcej (to wpływ afrykańskiego powietrza napływającego w ostatnim okresie nad południową Polskę). Tatrzańskie szczyty jeszcze pod błękitnym niebem, nad Babią zaczynają się już gromadzić chmury. Nadciąga front i chyba będzie czekał nas wyścig z czasem.


    12.05.2012 - Wycieczka na Babią Górę - (fot. Artur Marć)

    Na parkingu na Stańcowej Polanie jesteśmy przed jedenastą. Żegnamy się z panem Andrzejem, który obiera kurs na Zawoję. W pełnym słońcu i temperaturze przypominającej niektórym uczestnikom wyprawę do Afryki, przygotowujemy się do wymarszu. Przez chwilę zastanawiamy się czy nie zmienić planów i rozpocząć ataku szczytowego natychmiast, posługując się szlakiem zielonym i skracając tym samym czas wejścia. Postanawiamy podjąć ryzyko i zgodnie z wcześniejszymi założeniami ruszamy szlakiem niebieskim w stronę dawnego turystycznego przejścia granicznego Przywarówka. W ciągu kilku minut wkraczamy na obszar Słowacji. Jeszcze chwila i docieramy Na Równię (Roveň) w okolicę „Gajówki Hviezdoslava”, zbudowanej w XIX wieku, a obecnie pełniącej funkcję muzeum poświęconemu Pawłowi Országhowi (Hviezdoslavovi) – jednemu z najwybitniejszych słowackich poetów i dramatopisarzy. Króciutki postój, zwieramy szeregi (w tzw. międzyczasie Artur tworzy dokumentację fotograficzną wzmiankowanego wyżej miejsca) i zmieniamy kolor szlaku. Od tej pory prowadzić nas będą znaki żółte. W tym samym kolorze założył dziś koszulkę Tomek - pełniący samozwańczo funkcję „zamka” (osoby zamykającej grupę). Szybko „połykamy” pierwsze podejście, potem długi trawers, przekraczamy potok i stajemy przed kolejną stromizną. Grupa rozciąga się, podobnie jak peleton na alpejskim etapie trwającego Giro d’Italia. Na czele szarpią oddziałowi „górale”. Nie widać tylko koszulki lidera. Spokojnie, po prostu nikt nie założył różowego trykotu (w takiej koszulce jedzie lider Giro). Żółta koszulka (zarezerwowana dziś dla Tomka, a w wielkich kolarskich wyścigach dla lidera Tour de France) przebija się jednak dzielnie wśród zielonych drzew kilkadziesiąt metrów niżej. Mijamy poprzeczną „stokówkę” i docieramy do granicy słowackiego rezerwatu „Babia Hora”. Informuje o tym stosowna tablica w języku polskim i słowackim. „Otwórzcie oczy” – radzi ona wędrującym tutaj turystom. Nie bezcelowo. Możemy oczekiwać, że trudy wspinaczki wynagrodzą wspaniałe widoki. Niestety w naszym przypadku będą chyba niedostępne. Z każdą minutą pogoda robi się gorsza. Coraz większą część nieba pokrywają już chmury. Nasz nastrój pozostaje jednak cały czas fantastyczny. Tym bardziej, że właśnie docieramy do turystycznego schronu na Uściańskiej Polanie. Przepływający obok potok pozwala spłukać z twarzy ślady soli i odzyskać świeżość.


    12.05.2012 - Wycieczka na Babią Górę - (fot. Artur Marć)

    Zasiadamy w schronie i uzupełniając utracone kalorie zbieramy siły na czekające nas jeszcze ponad czterystumetrowe podejście. Basia znowu wszystkich zaskakuje. Wkłada rękę do plecaka i niczym magik wyciągający królika z kapelusza, wyciąga… nieco mniejszy (niż w busie) plastikowy pojemnik. A w nim równiutkie kostki, słodkiego pokrojonego świeżego ananasa. Ponownie powracają niektórym osobom kenijsko-tanzańskie wspomnienia. Na takim paliwie zdobyliśmy Kili więc i Babia powinna paść. Grupa znowu staje się „prawie” całością. Ale „prawie” jak wiemy robi różnicę… Brakuje Tomka. Początkowo ignorujemy informację Moniki o „gwałtownym zaginięciu” kolegi. Mijają kolejne minuty, a „żółta koszulka” w dalszym ciągu pozostaje poza zasięgiem naszego wzroku. Jedynym dostępnym żółtym kolorem jest póki co ananas... W takich przypadkach nieocenioną przysługę mogą oddać telefony komórkowe. Niestety kolejne próby nawiązania takiego kontaktu również są nieskuteczne. To wzmaga nasz niepokój. Wreszcie podzieleni na małe grupki zaczynamy podejście na szczyt, zaś dwójka „ratowników” udaje się w przeciwnym kierunku w celu poszukiwania zaginionego. Aby nie trzymać czytelników w niepotrzebnym napięciu dodam od razu, że akcja zakończyła się pełnym sukcesem. Tomek został odnaleziony i doprowadzony bezpiecznie na szczyt Babiej Góry, a potem (pomimo panujących jeszcze gdzieniegdzie zimowych warunków) w asyście części uczestników osiągnął Bronę i schronisko na Markowych Szczawinach. Wykazując przy tym stoicki spokój i odporność psychiczną. Komórka zaś dzwoniła i owszem. Ale w Tarnowie…
    Pogoda tymczasem zmieniła się całkowicie i Babia stała się (jak zresztą jest często nazywana) Królową Niepogody. Suma powyższych okoliczności sprawiła, że w oddziałowym archiwum nie będzie wspólnego zdjęcia z Diablaka. Już teraz planujemy jednak kolejne wejście na szczyt Królowej „wariantem słowackim”. Wybierzemy tylko dzień, w czasie którego nad Polską rozbudowany będzie wyż. A wcześniej sprawdzimy czy wszyscy posiadają komórki. Podróże kształcą…


    12.05.2012 - W schronisku na Markowych Szczawinach - (fot. Artur Marć)

    W schronisku na Markowych Szczawinach znowu byliśmy więc w komplecie. Śmiechy, rozmowy, wstępne suszenie, herbata, kanapki, piwo, czekolada i pierwsze marzenia o kąpieli (tej pod prysznicem). Ta deszczowa przestała nam już bowiem zagrażać. Całą grupą zeszliśmy na pusty parking w Markowej. W zasadzie to niezupełnie pusty. Stał na nim jeden pojazd. Ale ten najbardziej oczekiwany. Nasz czerwony bus. Po chwili przyjechał jeszcze kursowy bus z Suchej Beskidzkiej. Zanim dotarliśmy na nocleg, do ośrodka noszącego nomen omen nazwę „Diablak” zasililiśmy poważnie konto jednej z regionalnych karczm w Zawoi. Przetestowaliśmy całkiem sporą ilość dań, zarówno klasycznych jak i tych regionalnych (np. „Koryto Koliba”). Przy okazji Karol zademonstrował nam krakowski sposób na „podwójną golonkę”. Przyznam, że zrobił na wszystkich duże wrażenie, podobnie jak muzyka miejscowej kapeli. My też musieliśmy chyba zaskoczyć miejscowych artystów pozytywnie, bo na zakończenie pobytu w karczmie pożegnali nas tradycyjnym góralskim hitem „W murowanej piwnicy”. My odwdzięczyliśmy się spontanicznie góralskim tańcem w tarnowskiej choreografii. I tak rozpoczęła się „gorączka sobotniej nocy”, która w „Diablaku” trwać miała aż do… niedzieli. Ale najpierw zrealizowaliśmy prysznicowe marzenia. Niektórzy zmęczeni całotygodniowym wysiłkiem i gorącą kąpielą wybrali nieoczekiwanie opcję „sen”. No i mieli czego żałować. Niecodziennym dodatkiem do tradycyjnych rozmów na wysokim (górskim) poziomie okazały się piosenki w aranżacji muzycznych profesjonalistów czyli Grześka i Jarka. Karol kolejny raz dał próbkę swych nieprzeciętnych umiejętności zawodowych (ach ten sok imbirowy i pieprz). Następnie dyskretnie udał się na spoczynek, co nikogo nie zdziwiło,  wszak w podróż z Krakowa wyruszył wprost po pracy. W pewnym momencie koncert oddziałowych wokalistów przerwał recepcjonista, proponując zabawę jak za dawnych, dobrych lat czyli z wykorzystaniem muzyki mechanicznej. W ten sposób rozpoczęły się (niekoniecznie góralskie) tańce. Wieczór w „Diablaku” powoli dobiegał końca. Z pewnością zapadnie nam na długo w pamięci, a kojarzył się będzie również z niezliczoną ilością… przybitych (nie wiadomo czemu) żółwików.


    13.05.2012 - Msza Święta w pensjonacie "Diablak" - (fot. Artur Marć)

    Niedzielę rozpoczęła Msza Święta. A po niej (jakżeby inaczej) na stołach pojawiły się talerze z jajecznicą. Tym razem w towarzystwie zestawu śniadaniowego a’la Diablak. Tak, jak zaplanowaliśmy, kilka minut po dziewiątej zasiedliśmy w busie, obierając kurs na Przełęcz Krowiarki. Po nocnych opadach pogoda poprawiła się znacząco. Niebo było jeszcze dość  zachmurzone, ale od czasu do czasu nieśmiało zza chmur przebijało się słońce. Temperatura powietrza obniżyła się za to o kilkanaście stopni. Mniej odporni szybko znaleźli właściwą odpowiedź. Szybko sięgnęli do plecaków i po chwili założyli czapki i rękawiczki, wykazując tym samym profesjonalne podejście do sprawy. W takich warunkach rozpoczęła się nasza wędrówka pasmem Policy. Minęliśmy tablicę upamiętniającą ostatnią górską wycieczkę kardynała Karola Wojtyły przed wyborem na papieża. Trasa „kardynalskiej” eskapady pokrywała się całkowicie z naszą. Wiodła jednak w odwrotnym kierunku. Idąc po wykonanych na ścieżce schodkach szybko zdobywaliśmy wysokość. Gdzieś między drzewami przez chwilę majaczyła droga Zawoja – Zubrzyca. Szybką rozgrzewkę zakończyło wejście na Syhlec. Gdzieś w okolicach szczytu, tuż przy ścieżce, natknęliśmy się na stojący granitowy słupek graniczny z czasów II wojny światowej. Z południowej strony umieszczona była na nim litera D (Deutschland), z północnej S (Slovensko), tak więc w ponurych, okupacyjnych czasach wyznaczał on granicę między obszarami Generalnego Gubernatorstwa, a państwem słowackim księdza Józefa Tiso. Podobne słupki spotkać można idąc z Krowiarek na Babią Górę. Tamte jednak występują w pozycji leżącej czyli tworzą ścieżkę. Godzinę później dotarliśmy do miejsca zwanego Cylem Hali Śmietanowej lub (nieco rzadziej) Kiczorką. Mając ciągle w pamięci sobotnie wydarzenia ze stoków Babiej Góry, staraliśmy się utrzymywać kontakt wzrokowy między poszczególnymi grupkami. Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej leśną ścieżką i mijając od czasu do czasu kolejne historyczne słupki doszliśmy do Policy – najwyższego szczytu całego pasma. W kwietniu 1969 roku na zboczach tej góry rozbił się w niekorzystnych warunkach, kursowy samolot LOT-u lecący z Warszawy do Krakowa. Zginęli wszyscy pasażerowie, a wśród nich wybitny językoznawca, profesor Zenon Klemensiewicz. Tragiczne wydarzenie upamiętnia dziś pomnik w kształcie pionowego statecznika samolotu. Na umieszczonej na nim tablicy znajdują się nazwiska wszystkich ofiar. Kilkadziesiąt metrów od pomnika, w miejscu wiatrołomu, słynącym z rozległej panoramy zorganizowaliśmy kolejny, krótki postój. Natura okazała się łaskawa i obdarzyła nas prezentem w postaci całkiem przyzwoitego widoku, w którym dominującą rolę odgrywała sylwetka Królowej. Od tej pory wrażenia optyczne towarzyszyły nam już w zasadzie do końca wycieczki. Zmieniały się tylko pasma górskie. Bez trudu rozpoznawaliśmy kolejne szczyty. W końcu osiągnęliśmy schronisko na Hali Krupowej, słynące od kilku lat wśród miłośników gór organizowanego wspólnie z redakcją magazynu „npm” – Zimowego Biwaku. Zapełniliśmy małą jadalnię i przez dłuższą chwilę oddawaliśmy się konsumpcji, wykorzystując zarówno prowiant własny, jak i propozycje schroniskowego menu. Kiedy pojawiła się następna grupa turystów powoli opuściliśmy przytulne wnętrze, zwalniając zajmowane miejsca. Do przejścia pozostał nam już tylko ostatni odcinek dwudniowej eskapady. W ciągu godziny zeszliśmy do Skawicy – Suchej Góry. Po drodze mieliśmy jeszcze niespodziewane połączenie telefoniczne z Przehyby i związaną z nim akcję o kryptonimie „Portfel”. Akcję, która we wtorek znalazła szczęśliwe zakończenie.
    W Suchej Górze, w pobliżu leśnego parkingu oczekiwał nasz wehikuł. Znikomy ruch na drogach spowodował, że powrót przebiegał bardzo sprawnie. Chociaż i tym razem nie obyło się bez przystanku na Orlenie w Łososinie. Ale to też już tradycja. I tak dobiegł końca kolejny górski wypad. Wkrótce pewnie przyjdzie czas na następny.
    No to żółwik…

    Janusz Foszcz


    13.05.2012 - Na szczycie Policy - (fot. Artur Marć)

  • 19.05.2012 Rajd ze Św. Filipem - Beskid Sądecki


    W imieniu xx. Filipinów z Tarnowa zapraszamy na

    Rajd ze Św. Filipem - Beskid Sądecki

    Poniżej prezentujemy informację ze strony www.filipini.eu

    Wiele lat upłynęło od pierwszego Rajdu ze Św. Filipem, który organizowaliśmy w bezpośredniej bliskości Uroczystości Odpustowej ku czci Św. Filipa Neri.
    W tym roku pragniemy przypomnieć tę tradycję, dlatego zapraszamy do udziału w kolejnej pieszej wędrówce przez najpiękniejsze zakątki Beskidu Sądeckiego.

    Proponujemy sprawdzoną trasę:

    Wierchomla - Bacówka nad Wierchomlą - Runek - Hala Łabowska - Hala Pisana - Piwniczna (kilka godzin marszu - spaceru).

    Do Wierchomli udamy się autokarem, który wyjedzie sprzed naszego kościoła, w sobotę 19 maja o godz. 7:00.


    Planujemy dotrzeć do Wierchomli ok. godz. 9:00. Stamtąd wyruszymy pieszo do Piwnicznej.

    Jak to bywało na poprzednich rajdach, w trasie odprawimy Mszę Świętą, a po zejściu do Piwnicznej, dzięki uprzejmości naszych przyjaciół ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich w klimacie Misyjnego Domu Rekolekcyjnego na Śmigowskim pomodlimy się Nabożeństwem Majowym. Tam również na uczestników rajdu będzie przygotowany grill.

    Do Tarnowa planujemy wrócić mniej więcej na godz. 21:00.

    Koszt udziału w rajdzie wynosi 40 zł.


    Zapisu wraz z wpłatą można dokonać w zakrystii lub na furcie klasztornej do przyszłej niedzieli 13 maja 2012 r.

    Informacji udzielają: Ks. Robert i Ks. Mateusz, możesz również napisać do nas tutaj.

  • III Gimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach za nami

    Już po raz trzeci młodzież gimnazjalna z Tarnowa i powiatu tarnowskiego mogła wziąć udział w Międzyszkolnym Konkursie Wiedzy o Górach. Odbył się on 11 maja w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie. Podobnie jak w ubiegłych latach jego organizatorami byli: tarnowski Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego oraz Społeczne Gimnazjum Matematyczno-Przyrodnicze STO w Tarnowie. Tematem przewodnim obecnej edycji były Gorce, ponieważ w tym roku Gorczański Park Narodowy obchodzi 30-tą rocznicę powstania. Do udziału w konkursie, nad którym patronat objął Prezydent Tarnowa Pan Ryszard Ścigała, zgłosiło się osiem trzyosobowych zespołów, reprezentujących nie tylko gimnazja, ale i działające w nich Szkolne Koła Turystyczne. Impreza uzyskała również oficjalną akceptację Gorczańskiego Parku Narodowego.
    Uczestnicy musieli się zmierzyć ze złożonym z 30 pytań testem, obejmującym wiedzę z zakresu topografii, geologii, hydrologii, historii i etnografii Gorców. Nie zabrakło też pytań dotyczących ochrony środowiska i bezpieczeństwa w górach. Test, zdaniem opiniujących go pracowników GPN był bardzo ambitny. Nad prawidłowym przebiegiem konkursu czuwało, jak zwykle jury złożone z przewodników beskidzkich. Jego przewodniczącą została Teresa Dumańska, a w skład weszli ponadto: Renata Gruca-Nowak, Bogusław Furtek, Janusz Foszcz, Marek Trojan i Jerzy Zieliński.


    11.05.2011 - III Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach - "Gorce" - (fot. Jerzy Zieliński)

    W czasie sześćdziesięciominutowej, wytężonej pracy, młodzi „znawcy gór” mogli się posilić drożdżówką i sokiem. Każdy zawodnik otrzymał też drobne upominki przekazane przez Urząd Miasta Tarnowa oraz Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Po upływie regulaminowego czasu do pracy przystąpiło jury. Sprawdzenie testów zajęło kilkadziesiąt minut. Okazało się, że większość uczestników wykazała się ogromną wiedzą, uzyskując bardzo dobre rezultaty. Poszczególne miejsca dzieliły najczęściej różnice jednopunktowe. Zwycięzcą imprezy (podobnie jak w zeszłym roku)został Mateusz Galus, reprezentujący Szkolne Koło PTT Nr 1 im. Jana Pawła II w Tarnowie. Wyprzedził on swojego kolegę z zespołu – Dariusza Łośko. Na trzecim miejscu uplasował się Michał Lewicki – przedstawiciel Koła Turystycznego „Perć”, działającego przy Społecznej Szkole Podstawowej Nr 2 i Gimnazjum STO w Tarnowie. Czwarte miejsce zajęła Anna Skórka – uczennica Gimnazjum Nr 4 w Tarnowie, zaś piąte przypadło ex equo Karolinie Smoła (Gimnazjium nr 4) i Piotrowi Foszcz (KT „Perć”). Tuż za laureatami znalazła się Justyna Kafel z Gimnazjum w Zakliczynie. Kategorię drużynową wygrał zespół  Szkolnego Koła PTT Nr 1 im. Jana Pawła II w Tarnowie, wyprzedzając Koło Turystyczne „Perć” oraz Gimnazjum Nr 4 w Tarnowie. Tym samym jeszcze raz potwierdziła się stara turystyczna zasada, że „góry najlepiej poznaje się nogami”.


    11.05.2011 - III Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach - "Gorce" - (fot. Jerzy Zieliński)

    Laureaci otrzymali pamiątkowe puchary, dyplomy, przewodniki, mapy, a także cenne nagrody rzeczowe związane z turystyką górską. Zostały one ufundowane przez Urząd Miasta Tarnowa, Gorczański Park Narodowy, firmę HiMountain, Wydawnictwa Rewasz i WiToraz Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Kolejna edycja konkursu zaplanowana na maj 2012 roku poświęcona będzie Bieszczadom.

    Janusz Foszcz


    07.05.2011 - Laureaci Konkursu z Organizatorami - (fot. Justyna Kafel)

    >>>Zobacz Test z odpowiedziami<<<

  • 10.05.2011 Z wizytą u Prezydenta Tarnowa

    Ostatnim akcentem zorganizowanej przez tarnowski Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego wyprawy „Tarnowianie w Himalajach Nepalu” była oficjalna wizyta trójki jej uczestników u Prezydenta Tarnowa – Ryszarda Ścigały. W trakcie kilkunastominutowego spotkania nasi koledzy podziękowali Panu Prezydentowi za objęcie wyprawy honorowym patronatem, a także za jej dofinansowanie ze środków Urzędu Miasta. Podzielili się również swoimi wrażeniami i refleksjami z kilkutygodniowego pobytu w Nepalu, w czasie którego odbyli m.in. trekking wokół Annapurny, zdobywając w czasie jego trwania przełęcz Thorung La, położoną na wysokości 5416 m n.p.m. Pan Prezydent pogratulował uczestnikom zrealizowania postawionych celów, podziękował za promowanie Tarnowa na himalajskich szlakach i życzył kolejnych udanych wypraw wysokogórskich.

    Wiesław Izworski


    10.05.2011 - Wizyta członków wyprawy u Pana Prezydenta Ryszarda Ścigały

  • 07.05.2011 Sobota w Beskidzie Wyspowym - Luboń Wielki

    Najstarsi górale zdążyli już zapomnieć naszą ostatnią jednodniową, oddziałową wycieczkę w góry. Tak się bowiem złożyło, że od kilkunastu miesięcy jadąc w bardziej lub mniej pofałdowane tereny zazwyczaj organizowaliśmy wyjazdy dwudniowe. Ale w końcu nadszedł maj, a wraz z nim pomysł na szybką, kilkugodzinną wędrówkę szlakami Beskidu Wyspowego. Z zapełnieniem „oddziałowego” busa nie było problemów, tym bardziej, że i prognozy meteo były obiecujące. Zresztą wycieczki jednodniowe mają właśnie tą niezaprzeczalną zaletę, że można je realizować natychmiast, czyli z dnia na dzień, biorąc pod uwagę komunikaty synoptyków. Bez problemów, zatrzymując się tylko we wcześniej zaplanowanych (celem „zapokładowania” kolejnych uczestników) miejscach dotarliśmy do położonego przy popularnej „zakopiance” przystanku autobusowego Mały Luboń. Stamtąd ruszyliśmy niebieskim (spacerowym) szlakiem w stronę schroniska na Luboniu Wielkim. Na niebie sporo chmur, ale gdzie niegdzie przebija błękit. Jednak temperatura niezbyt wysoka i w dodatku naszemu marszowi  towarzyszą podmuchy chłodnego wiatru. Pierwszy postój na widokowej Polanie Surówki.


    07.05.2011 - Na Polanie Surówki - (fot. Jerzy Zieliński)

    Dobrze widać już wieżę telewizyjną na szczycie Lubonia. Trochę gorzej niestety widać Tatry. Ruszamy dalej i po niecałej godzinie dochodzimy do schroniska. Wiatr wieje dość mocno i chmur jest coraz więcej. W pewnej chwili niespodziewanie zaczyna… sypać delikatny śnieżek. Pomimo zupełnie przyzwoitej panoramy sprzed schroniska postanawiamy przez chwilę ogrzać się w środku.Schronisko na Luboniu, obchodzące w tym roku (w sierpniu) osiemdziesiątą rocznicę oddania do użytku nie należy do największych tego typu obiektów. Z tego powodu wewnątrz panuje spory tłok. Jakoś jednak udaje się nam pomieścić. Sprawdzamy niektóre pozycje menu, dostarczamy organizmom kalorii i opuszczamy przytulną jadalnię. Zanim wyruszymy w dół odprawiamy na szczycie tradycyjny obrzęd przyjęcia do naszego grona nowego „towarzysza górskiego”. Tym razem jest to Jarek.


    07.05.2011 - Nasz już tradycyjny, "neopogański obrzęd"... tym razem padło na Jarka
    (fot. Jerzy Zieliński)

    Na drogę zejściową wybraliśmy już wcześniej, znaną miłośnikom gór – Perć Borkowskiego, czyli wiodący do Rabki Zarytego szlak żółty. Wiedzie on częściowo wśród skałek i gołoborzy. Skalna sceneria robi wrażenie, zwłaszcza na idących tą drogą po raz pierwszy. W międzyczasie chmury rozchodzą się i na niebie pojawia się słońce. Z polany nad Zarytem sycimy oczy gorczańskimi panoramami. Wkrótce siedzimy w busie i wykorzystując wczesną porę, postanawiamy podarować sobie jeszcze dodatkowy górski bonus. Jedziemy na przełęcz Gruszowiec, a stamtąd idziemy razem przez chwilę w stronę Śnieżnicy. Potem na rozstaju szlaków dzielimy się na dwie grupy. Jedna postanawia dotrzeć do Młodzieżowego Ośrodka Rekolekcyjnego pod Śnieżnicą, druga atakuje szczyt i drogą okrężną schodzi do ośrodka. Na Gruszowiec znowu wracamy razem. W kultowym „Barze pod Cyckiem” sprawdzamy swoją cierpliwość, oczekując na zamówione dania. Kiedy wreszcie go opuszczamy i zajmujemy miejsca w busie, zaczyna się ulewa. W strugach deszczu, przez Limanową, Laskową, Łososinę Dolną i Czchów, docieramy do Tarnowa.

    Janusz Foszcz


    07.05.2011 - Na szczycie Śnieżnicy - (fot. Janusz Foszcz)

  • II Gimnazjalny Konkurs Wiedzy o Górach za nami

    Dokładnie tak, jak w ubiegłym roku czyli 12 maja tarnowski oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiegowspólne ze Społecznym Gimnazjum Matematyczno – Przyrodniczym STO z Tarnowa, zorganizował Konkurs Wiedzy o Górach przeznaczony dla gimnazjalistów. W zeszłym roku konkurs poświęcony był Beskidowi Sądeckiemu, tegoroczna edycja obejmowała wiedzę o Pieninach. Do konkursu, nad którym patronat objął Prezydent Miasta Tarnowa zgłosiło się siedem trzyosobowych zespołów, reprezentujących gimnazja z Tarnowa i powiatu tarnowskiego. Impreza uzyskała również oficjalne poparcie Pienińskiego Parku Narodowego. Uczestnicy musieli zmierzyć się z pytaniami obejmującymi m.in. topografię, geologię, historię, hydrologię Pienin. Test składał się z 32 pytań i zdaniem pracowników PPN nie był łatwy. Rolę jury konkurs czuwającego nad prawidłowym przebiegiem zawodów pełnił zespół przewodników beskidzkich, posiadających licencje Pienińskiego Parku Narodowego. W czasie 60 –cio minutowej pracy uczestnicy mogli posilić się drożdżówką i sokiem. Każdy zawodnik otrzymał też drobne upominki przekazane przez Urząd Miasta Tarnowa. 


    12.05.2010 - Laureaci Konkursu z organizatorami - (fot. Marek Trojan)

    Po upływie regulaminowego czasu do pracy przystąpiło jury. Sprawdzenie testów zajęło kilkadziesiąt minut. Następnie ogłoszono oficjalne wyniki. Okazało się, że laureaci wykazali się ogromną wiedzą, zdobywając prawie komplety punktów. Poszczególne miejsca dzieliły różnice jednopunktowe. Zwycięzcą imprezy został Mateusz Galus, uczeń Gimnazjum Nr 4 im. J. Brauna w Tarnowie. Wyprzedził on Piotra Foszcza i Katarzynę Fido, reprezentujących SGM-P STO w Tarnowie. Czwarte miejsce przypadło Dariuszowi Łośko zaś piąte Karolinie Smoła. Oboje reprezentowali Szkolne Koło PTT Nr 1 im. Jana Pawła II w Tarnowie. Warto też dodać, że zarówno Piotrek jak i Kasia są członkami tarnowskiego Oddziału PTT. Zwycięzcą kategorii drużynowej został zespół SGM-P STO. Wyprzedził on drużynę  SK PTT Nr 1 oraz ekipę Gimnazjum Nr 4 w Tarnowie. Wszyscy laureaci otrzymali pamiątkowe puchary, dyplomy, przewodniki a także cenne nagrody rzeczowe związane z turystyką górską. Zostały one ufundowane przez Urząd Miasta Tarnowa, Pieniński Park Narodowy, firmę HiMountain, Wydawnictwo Rewasz i Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Kolejna edycja konkursu zaplanowana została na maj 2011 roku.

    Janusz Foszcz

  • I Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach za nami

    W dniu 12 maja 2009 roku w budynku Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Tarnowie o godz. 1000odbył się I Międzyszkolny Konkurs Wiedzy o Górach dla uczniów szkół gimnazjalnych. Turniej został zorganizowany przez Społeczne Gimnazjum Matematyczno - Przyrodnicze STO w Tarnowie oraz nasz tarnowski Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. W konkursie wzięło udział piętnastu gimnazjalistów z Tarnowa i jego okolic.
    W czasie trwającego 60 minut testu uczniowie musieli wykazać się wiedzą dotyczącą Beskidu Sądeckiego. Pytania zostały przygotowane przez zespół przewodników beskidzkich z naszego Oddziału, którzy równocześnie pełnili rolę jury konkursu. Zwycięzcą imprezy został Michał Kania, uczeń III klasy Społecznego Gimnazjum Matematyczno - Przyrodniczego STO w Tarnowie. Wyprzedził on Dariusza Łośko z klasy Ic Gimnazjum nr 4 im. Jerzego Brauna w Tarnowie oraz swoją szkolną koleżankę Joannę Michoń. Miejsce IV zajął Marcin Plebanek, a V Beata Banek - oboje z klasy Ic Gimnazjum nr 4.


    12.05.2009 - Ogłoszenie wyników Konkursu (fot. Jerzy Zieliński)

    W klasyfikacji drużynowej zwyciężyli uczniowie Gimnazjum nr 4 w Tarnowie, którzy w komplecie zajęli punktowane miejsca w pierwszej piątce. Zwycięzcy otrzymali pamiątkowe puchary, dyplomy, książki, a także cenne nagrody rzeczowe ufundowane przez Urząd Miasta Tarnowa oraz firmę HiMountain producenta sprzętu turystycznego.
    Warto tutaj jeszcze nadmienić, iż Michał - zwycięzca konkursu - jest również jednym z członków naszego Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Tarnowie.

    Serdecznie gratulujemy wszystkim laureatom.
    Janusz Foszcz


    12.05.2009 - Laureaci Konkursu z organizatorami (fot. Barbara Gniadek)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama