04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach"

Weekend na jesiennych połoninach...

Dwa lata upłynęło od naszej ostatniej wizyty w Bieszczadach, zakątku polskich gór cieszącym się zasłużoną opinią jednego z tych miejsc, gdzie barwy jesieni są najpiękniejsze. Wówczas eksplorowaliśmy rejon Tarnicy i Rawek, czyli bieszczadzką klasykę. Tym razem wybór padł na równie „klasyczną” Połoninę Wetlińską i raczej mało znane okolice - szlak graniczny od Roztok Górnych do Rabiej Skały i dalej do Wetliny przez Paportną.
Apetyt na żółto-brązowo-pomarańczową jesień na bieszczadzkich bukach zaostrzały nam kolejne prognozy pogody. Powiedzieć, że były zachęcające to powiedzieć zdecydowanie za mało. Na ogół na portalach zajmujących się prognozowaniem pogody dominowało duże złote słońce. Nic więc dziwnego, że w tych okolicznościach pogodowo-przyrodniczych nie było problemu z zapełnieniem busa. A nawet  pojawił się nadkomplet, w czym spory udział miała reprezentacja Podkarpacia.
Nieco senna atmosfera w busie zaczęła ożywiać sie za Jasłem. Widok wyłaniających się z porannych mgieł Pasma Magurskiego i Grzywackiej Góry wlał radość w nasze serca.


04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach" - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Ta radość była jeszcze potęgowana przez opowieści niezawodnego Pana Janusza, etatowego „oddziałowego” kierowcy, o przygodach niejakiego Pana Franka. Skojarzenie z Przygodami Pana Michała jest nie do końca trafne i to nie tylko ze względu na brak tzw. frazy sienkiewiczowskiej u naszego drivera. W przeciwieństwie bowiem do bohatera Trylogii, Pan Franek odnosił na polu miłosnym wielkie sukcesy...
Opowieści były może i rubaszne, ale w końcu „język nasz surowy, humor prosty”, by odwołać się do klasyka z zupełnie już współczesnej epoki.
W okolicach Dukli, tzw. tyły zaczęły sygnalizować potrzebę krótkiego popasu. Wobec braku infrastruktury sanitarnej przychodzi nam zatrzymać się na polu biwakowym Stasiane. Jesteśmy w sercu tzw. Beskidu Dukielskiego. Przez chwilę spoglądamy na południowe zbocza Piotrusia, na których jesień wyraźnie zaznacza już swoją obecność. Szkoda tylko, że cały czas dość nisko utrzymują się mgły.
Ale nic to Baśka, przecież w góry jedziemy... No właśnie, okazało się nawet, że niewiele brakowało abyśmy je całkiem przejechali. Początek trasy zaplanowany mieliśmy przy schronisku w Roztokach Górnych, a tymczasem nasz bus zatrzymał się na Przełęczy nad Roztokami, gdy asfalt nieoczekiwanie „urwał się”.


04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach" - (fot. Artur Marć)

Tym razem jednak nie była to wina sołtysa z Wąchocka trudniącego się podobno wieczornym zwijaniem asfaltu w swojej miejscowości. Po odczytaniu nazwy z tabliczki przy szlaku zdajemy sobie sprawę, że jeszcze parę metrów i będziemy na gościnnej, kofolą i piwem słynącej, słowackiej ziemi. Odprawiamy Pana Janusza do Wetliny, a sami zaczynamy mozolną wędrówkę w stronę Okrąglika. Uporczywie przedzieramy się przez mgłę. Czyżby prognozy pogody miały okazać się nietrafione?
Tuż pod wierzchołkiem Okrąglika okazuje się, że Bieszczadzkie Anioły czuwają nad nami. Warto było wstać o godzinie o której niektórzy dopiero kończą znojny wieczór. Mgły zostały w dolinach, a nad naszymi głowami pojawia się coraz więcej błękitu. Widzimy przed sobą słowackie doliny i ukraińskie Bieszczady na horyzoncie. Na Okrągliku decyzja może być tylko jedna. Na chwilę zmieniamy kurs i „odbijamy” na nieodległe Jasło. Mamy na myśli oczywiście znany z pięknej panoramy szczyt, nie zaś podkarpackie miasto znane z produkcji rur PCV i drużyny piłkarskiej o wieloznacznej nazwie „Czarni”.
Na wierzchołku obserwujemy spektakl słońce-mgły-niebo. I oczywiście góry. Bo one zawsze odgrywają pierwszoplanową rolę. Niektórzy pozostają jednak niewrażliwi na otaczający świat. No cóż, młodzież musi się jeszcze wiele nauczyć.


04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach" - (fot. Artur Marć)

Po Jaśle idziemy dalej jak po maśle... Na Płaszy krótki odpoczynek i zwarcie szyków. Ale kulminacja wrażeń i wysokości dopiero przed nami. Na Przełęczy pod Dziurkowcem jest już tylko błękit na górze, zaś na dole wszystkie odcienie brązu i żółci.
Kilkanaście minut do góry i znów zrzucamy plecaki z ramion. Żadna siła, ani nawet obietnica nagrody nie zmusiła by nas wtedy do kontynuowania marszu. Jesienne Bieszczady prezentują swoje najlepsze oblicze. Wszak po to tutaj przyjechaliśmy. Pasiemy nasze oczy cudnymi krajobrazami. Nieudolnemu autorowi relacji brak talentu by je opisać, więc zainteresowanych odsyłam do galerii zdjęć.
W ruch idą oczywiście wszystkie zabrane z domu aparaty i smartfony. To zapowiedź, że oprócz galerii na stronie PTT Tarnów pojawią się nowe fotki na FB i oznaczenia miejsc pobytu. Ech, nie śniło się jeszcze niedawno bieszczadzkim zakapiorom, że w tzw. czasie rzeczywistym cały świat dowie się niemal natychmiast, gdzie jest spragniony wrażeń miłośnik połonin...
Tuż przed piętnastą nadchodzi pora by „odtrąbić wsiadanego”. Niechętnie opuszczamy łąkę na Dziurkowcu. Niestety jesienne dni są krótkie, zaś przed nami jeszcze co najmniej dwie godziny marszu.


04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach" - (fot. Artur Marć)

Rozciągnięta kolumna zbiera się oczywiście przy punkcie uzupełnienia zapasów spożywczych w Wetlinie. Dawne czasy gdy w tutejszym sklepie można było kupić jedynie pasztet i paprykarz szczeciński należą do przeszłości. Teraz nie brak tu nawet sporego wyboru win, które są w stanie zadowolić podniebienia naszych najbardziej wybrednych koleżanek. Zatem dalsza część soboty upływa nam przy wyrobach będących efektem fermentacji i pieczenia.
Niedzielny poranek obudził nas aurą zdecydowanie gorszą niż w sobotę. Mgły mocno ograniczają nam widoczność na szczytowe partie Połoniny Wetlińskiej. Oczywiście to nas nie zraża, wszak postawione zadanie trzeba wykonać. Do Chatki Puchatka docieramy najkrótszym, tzn. żółtym szlakiem z Przełęczy nad Brzegami Górnymi. Kultowa Chatka znana jest chyba każdemu miłośnikowi bieszczadzkich klimatów. Tym razem niestety tonie we mgle. Zamiast zatem przysiąść przed schroniskiem, nasza grupa szczelnie zapełniła salę jadalni. W opowieściach powróciły wspomnienia oddziałowego pobytu z 2010 r., kiedy schronisko dowodzone przez najsłynniejszego chyba chatara w Polsce, Lutka Pińczuka, było bazą noclegowo-gastronomiczną wyjazdu...
Przed schroniskiem wykonujemy tradycyjną „fotkę z flażką”. Zbyszek, któremu najwyraźniej nie przeszkadza chłód październikowego poranka, bierze na rękę Iwonę i unosi ją, tzn. Iwonę, w górę. Czyżby nowa bieszczadzko-tarnowska wersja „Damy z łasiczką”?


04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach" - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Zaszczyt bycia bohaterem niedzieli przypadł w udziale niewątpliwie Zbyszkowi. Maszerując Połoniną Wetlińską w stronę Smereka zauważył poniewczasie, iż jego plecak tak nie do końca jest jego. Kolor się wprawdzie zgadza, ale cała reszta już nie. Pobieżne przeszukanie plecaka nie zdradza wprawdzie od razu właściciela, ale wydobyte z jego czeluści artefakty niewątpliwie wskazują, że jest to kobieta płci żeńskiej. Dopiero telefoniczna konsultacja ze znawcami oddziałowego ekwipunku, pozwala ustalić kto jest właścicielem plecaka. Zaznaczyć chciałbym, iż właścicielka została zidentyfikowana na podstawie marki plecaka, nie zaś na podstawie kryjących się w jego wnętrzu akcesoriów.
Szczęściem to był już koniec przygód Zbyszka w Bieszczadach, poza koniecznością doniesienia plecaka gdzie trzeba, tzn. do busa oraz przymusowym kilkugodzinnym postem, jako że Zbyszkowe kanapki oczekiwały na skonsumowanie w busie.
Podróż do domu przebiegała w zadziwiająco spokojnej, biorąc pod uwagę skład osobowy wyjazdu, atmosferze. Postój na Stasianym, rzut oka na Grzywacką i nadeszła pora pożegnania. A Bieszczady niewątpliwie odwiedzimy jeszcze nie raz...

Artur Marć


04-05.10.2014 - "Jesień na Połoninach" - (fot. Artur Marć)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama