15-16.03.2014 Przedwiośnie w Beskidzie Małym

Góry mimo wszystko, czyli o tym jak aura bywa (czasem) nieznośna...

Jedna z naszych wielkich poetek uważała, że życie czasem bywa znośne. Nie sprecyzowała jedynie co uważa za owe "czasem", być może obawiając się konfrontacji z teoriami takich tuzów nauki jak profesor Hawking bądź też wszystkich innych, którzy od najdawniejszych (nomen omen) czasów zmagali się z problemem zdefiniowania czasu.
Ale ten problem został już dawno rozstrzygnięty w naszej ptt-owskiej rodzinie. Ów czas gdy życie jest bardziej znośne niż zwykle przypada na ogół w weekendy, gdy na co dzień podnoszący PKB mają czas (znów nomen omen) by zrobić to, co jest ich pasją, albo wręcz treścią życia, czyli pojechać w góry.
Wyjazd ów na ogół poprzedzany jest przeglądaniem internetowych portali pogodowych oraz zaglądaniem w pracy w kubki z pozostałościami kawy by z jej fusów wywróżyć weekendową aurę oraz zaplanować zawartość i ciężar plecaków. Nie inaczej było i tym razem, gdy w tygodniu poprzedzającym wyjazd w Beskid Mały usiłowaliśmy we wszelki możliwy sposób "odczynić uroki" i zmienić przepowiednie pogodynek i "najstarszych górali". A te przepowiednie nie były dla nas pomyślne i wieściły gwałtowne załamanie pogody po kilku dniach w których dominowały lazur nieba i złoty kolor słonecznych promieni.


15.03.2014 - "Przedwiośnie w Beskidzie Małym" - (fot. Adam Tucki)

Nie zrażeni wizjami pogodowego armageddonu w sobotni poranek obraliśmy kurs na Wadowice. Dzień mimo wszystko zapowiadał się całkiem obiecująco, ale wraz z przemieszczaniem się na zachód niebo przybierało coraz ciemniejszy kolor. Na stacji benzynowej w Wadowicach, na której dosiedli się Kasia i Przemek, po raz pierwszy tego dnia zawarliśmy bliższą znajomość z deszczem. Rzut oka na pokryte gęstymi chmurami wzniesienia Leskowca i Łamanej Skały nie pozostawiały nam złudzeń, że znajomość ta będzie krótka. Na serpentynach przed Kocierzem Rychwałdzkim zaczęło się gremialne przepakowywanie plecaków i sięganie po schowany na dnie zestaw ubraniowy wykonany z gore-texów, hydro-texów i innych "texów" mających sprawić, że dotrzemy do Chatki na Potrójnej w stanie względnej suchości. Jako, że ilość wolnej przestrzeni w busie pozostawia wiele do życzenia, zamiany spodni i kurtek dokonywaliśmy przed kościołem w Kocierzu Górnym, korzystając z dobrodziejstw zadaszenia. Pamiątkowa fotka na schodach świątyni, pożegnanie z Jurkiem, Terenią i Zbyszkiem, którzy do Chatki postanowili dojść z Przełęczy Kocierskiej i zaczęliśmy testowanie wodoodporności naszych ubrań i plecaków. Na pierwszym podejściu rozgrzaliśmy mięśnie nieco zastane w podróży. Dość szybko osiągnęliśmy równoleżnikowo położony grzbiet, którym niemal dokładnie z zachodu na wschód podążyliśmy ku Łamanej Skale.


15.03.2014 - "Przedwiośnie w Beskidzie Małym" - (fot. Artur Marć)

Dla większości z nas Beskid Mały jest ziemią nieznaną lub bardzo słabo znaną. Wędrując ku Madohorze, przecierając twarz i czasem okulary z deszczówki staraliśmy się wyobrazić sobie górskie panoramy Beskidu Małego pozbawione deszczu i mgły. Niestety tego dnia jedyne co mogliśmy zrobić to wysilić swoją wyobraźnię by gdzieś między kroplami deszczu i obłokami mgły dostrzec wzniesienia Beskidu Żywieckiego z jego Królową czyli Babią Górą.
Wędrówka ta była jedną z niewielu gdy nie zatrzymaliśmy się na tradycyjne "drugie śniadanie na trawie". W tych warunkach, tzn. w deszczu wpadającym do kanapek i kubków z herbatą (i nie tylko) nie znaleźli się chętni na popas.
Dojście do granicy Rezerwatu "Łamana Skała" oznaczało zmianę kierunku marszu. W podgrupach maszerując skierowaliśmy się na północ w stronę Potrójnej i dwóch chatek: pod Potrójną i na Potrójnej. Ta pierwsza w klimacie dobrze nam znanej Niemcowej jest chatką studencką, gdzie za symboliczną opłatą można posilić się i przenocować, ta druga, nasz dzisiejszy cel, to prywatna - nazwijmy to - bardziej cywilizowana chata.
Obydwie jak się wkrótce okazało mają swój własny specyficzny nastrój. W Chatce pod Potrójną powitał nas sympatyczny chatar Mariusz, oferujący każdemu kubek gorącej herbaty. Oczywiście nie odmówiliśmy sobie przyjemności rozgrzania się i wysuszenia nie do końca wodoodpornych naszych ubrań.


15.03.2014 - "Przedwiośnie w Beskidzie Małym" - (fot. Artur Marć)

Pobyt, choć przebiegający w sympatycznej atmosferze musiał się szybko skończyć, jako że przed nami wciąż była ta "właściwa" chatka. Okazał się nią być nowy budynek drewniany położony opodal przysiółka o osobliwej nazwie Hatale. Przy dobrych warunkach pogodowych rozciąga się stąd fantastyczny widok na Babią Górę, ale my mogliśmy wczesnym wieczorem oglądać jedynie stoki Diablaka, gdyż partie szczytowe otulał ciężki płaszcz chmur. Mimowolnie przypomnieliśmy sobie zakończenie sezonu A.D. 2013. Ech, Królowo, wiemy czego można się spodziewać po takich niepozornie z dołu wyglądających chmurach.
Dalsza część dnia, po rozlokowaniu i rozwieszeniu ubrań na wszystkich możliwych hakach, gwoździach, poręczach i kołkach, upływa jak zwykle na rozmowach przy stole. Ale przecież ten Oddział PTT nie byłby "tym Oddziałem PTT" gdyby po posiłku ustała wszelka aktywność górska. Na hasło rzucone przez Janusza wstało trzech, którzy "bez względu na porę roku, dnia i stan pogody" nigdy nie mają dość… Gór oczywiście.
Tak więc pod nogami wydzielonego oddziału Oddziału PTT w sobotę padła jeszcze Jawornica. I to by było już na tyle górskich atrakcji soboty. Tylko śnieżyca która złapała nas w drodze przypominała, że owa dziwna wiosna w marcu tak naprawdę wciąż jest zimą.


16.03.2014 - "Przedwiośnie w Beskidzie Małym" - (fot. Adam Tucki)

Niedzielny poranek wita nas śniegiem. Zapewne nic w tym dziwnego, wszak rok temu o tej porze na Mogielicy brnęliśmy w śniegu po kolanach, ale w tym sezonie warstwa śniegu przykrywającą buty to naprawdę rzadkość. Ochłodzenie temperatury powietrza ma swoją dużą zaletę - możemy wreszcie zobaczyć coś więcej niż plecy kolegi lub koleżanki z przodu, tudzież drzewostan przy szlaku. Wędrując na Leskowiec dostrzegamy wzniesienia i doliny Beskidu Małego. Za Łamaną Skałą osiągamy "drugą" Potrójną. No ale skoro są dwie chatki na Potrójnej to i same Potrójne też mogą być dwie.
Przed Leskowcem na północy ładnie prezentuje się Gancarz, zaś w dolinie Wieprzówki z mgieł wyłania się Andrychów.
Wizyta w remontowany właśnie Schronisku na Leskowcu pozwala na uzupełnienie kalorii . Stąd już blisko do Rzyk, gdzie czeka na nas niezawodny Pan Andrzej z busem.
Zbiegamy w dół czarnym szlakiem. I na pożegnanie z Beskidem Małym mistrz Ildefons: "Ile ścieżek przedeptanych, ile deszczów, ile śniegów..."

Artur Marć


16.03.2014 - "Przedwiośnie w Beskidzie Małym" - (fot. Artur Marć)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider