25.11.2012 - Kopaliny i Wał na Pogórzu Rożnowskim

Kopaliny i Wał, czyli niedzielny spacer Szlakiem Cmentarzy Wojennych.

W słoneczny, listopadowy, niedzielny poranek zebraliśmy się na stacji kolejowej Łowczówek-Pleśna, żeby wspólnie podążyć szlakiem cmentarzy z czasów I Wojny Światowej położonych w VI okręgu – Tarnów.
Wędrówkę rozpoczęliśmy z lekkim poślizgiem oczekując na mocno spóźniony pociąg z Tarnowa, z którego ku naszemu ogromnemu zdziwieniu wysiadł Darek. Jak on to zrobił??? Mogłabym przysiąc, że widziałam go w aucie na parkingu obok stacji. A zatem byliśmy już w komplecie. Silną grupę tworzyło tym razem sześć osób. Bernadeta rozdała wszystkim przygotowane przez siebie broszurki i tworząc zwarty szereg ruszyliśmy w drogę.
Początkowo szliśmy asfaltem, by po chwili skręcić w lewo za znakami czarnymi w leśną ścieżkę, która zaprowadziła nas na wzgórze Kopaliny do pierwszego na naszym szlaku cmentarza nr 171 w Łowczówku. Na tym cmentarzu pochowanych jest 511 żołnierzy walczących w dwóch przeciwnych armiach: austro-węgierskiej i rosyjskiej. Wśród nich znajduje się 113 Polaków z 1 i 5 Pułku Piechoty Legionów, dlatego cmentarz ten nazywany jest również Cmentarzem Legionistów Polskich.


25.11.2012 - Cmentarz Nr 171 w Łowczówku - (fot. Bernadeta Knapik)

Przemek opowiedział krótką historię cmentarza oraz toczących się w tym rejonie walk, zapaliliśmy znicz i zmówiliśmy modlitwę za poległych. Potem była chwila na zrobienie zdjęć i podziwianie wiązanek oraz wieńców, złożonych przy cmentarnej kaplicy w czasie uroczystości odbywających się tutaj corocznie z okazji Święta Niepodległości.
Następnie ruszyliśmy dalej szlakiem niebieskim na cmentarze nr 185 i 186 w Lichwinie. Pierwszy z nich leży na wzgórzu zwanym Głową Cukru. Pochowanych jest tam 617 żołnierzy. Oczywiście był czas na zrobienie zdjęć i zapalenie znicza oraz wymianę spostrzeżeń. Do cmentarza nr 186 poszliśmy szlakiem zielonym. Na tej wojennej nekropolii spoczywa 104 żołnierzy austro-węgierskich oraz jeden Rosjanin. Po drodze postanowiliśmy nieco zboczyć z wcześniej obranej drogi, by odwiedzić jeszcze jeden nieplanowany cmentarz nr 182 w Siemiechowie, gdzie znajdują się 44 groby ziemne, jak głosi tablica na kamiennym obelisku. Wróciliśmy na wcześniej zaplanowaną drogę i kierując się w stronę Wału dotarliśmy do Chaty pod Wałem, skąd roztacza się przepiękny widok na Dolinę Dunajca, Pogórze Ciężkowicko-Rożnowskie, Beskid Niski, Sądecki i Wyspowy, Gorce i Tatry, aż po Babią Górę w Beskidzie Żywieckim. Niestety, pomimo słonecznej pogody Tatry tego dnia nie były widoczne.


25.11.2012 - Cmentarz Nr 185 "Głowa Cukru" - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia podążyliśmy w kierunku cmentarza 187 w Lichwinie. Wśród odwiedzonych przez nas do tej pory cmentarzy wyróżnia się on wspaniałą bramą wejściową przypominającą dwóch żołnierzy stojących na warcie. Spoczywa tu 337 poległych. Krótka zaduma, kilka zdjęć i szlakiem żółtym ruszamy w stronę Rychwałdu, gdzie przy drodze mieści się cmentarz nr 188, który jest bardzo odmienny od innych, gdyż są to zaledwie 4 drewniane, otoczone drzewami krzyże upamiętniające 51 pochowanych tutaj żołnierzy. Ostatnim odwiedzonym przez nas miejscem pochówku z czasów I Wojny Światowej był cmentarz nr 173 w Pleśnej. Na jego obszarze spoczywa 63 żołnierzy.
W czasie niespełna siedmiu godzin wędrówki stanęliśmy na siedmiu cmentarzach. Każdy z nich ma swój niepowtarzalny urok i został zaprojektowany w inny sposób. Wszystkie są świadkami krwawych walk, które miały miejsce na tych terenach na przełomie 1914 i 1915 roku. Co ciekawe (i piękne zarazem) spoczywają na nich żołnierze dwóch walczących ze sobą armii, bez względu na narodowość czy wyznawaną religię. Śmierć połączyła ich na wieki z dala od domów i rodzin. Zatarła wrogość, a w jego miejsce przyniosła szacunek dla przeciwnika.


25.11.2012 - Na szczycie Wału nad Tarnowem - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Na cmentarzu nr 173 dobiegła końca krajoznawcza część naszej wycieczki, co nie oznacza wcale, że została ona zakończona definitywnie. Szlakiem żółtym podążyliśmy do miejsca startu czyli do stacji PKP, gdzie czekały nasze samochody. Stąd udaliśmy się do domu Przemka. Nasz organizator, a zarazem przewodnik przygotował przepyszny poczęstunek. Daniem głównym był gulasz podgrzewany w kociołku nad ogniskiem. Chwalenia zdolności kulinarnych Przemka nie było końca, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy. Trzeba było wracać do Tarnowa. Na szczęście kolejne „dobre” już niebawem. Za kilka dni czekają nas bowiem „Mikołajki na Turbaczu”. Będę uczestniczyć w nich pierwszy raz i z niecierpliwością czekam na to wydarzenie, bo być może Św. Mikołaj będzie miał dla mnie prezent…

Iwona Leśniowska-Sułek


25.11.2012 - "Kociołek" u Przemka - (fot. Bernadeta Knapik)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama