04.03.2012 "Pienińska magia czwórek"

Niezbyt korzystne prognozy pogody spowodowały, że lutowa wycieczka w Tatry została odwołana. Wprawdzie grupa śmiałków z naszego Oddziału zaryzykowała i udała się w Tatry, jednak u pozostałych, którzy nie zdecydowali się na wyjazd pojawił się wkrótce niedosyt górskich wrażeń.
Tym razem prognozy na weekend są korzystne, więc decyzja zapada szybko – naszym celem będzie Wysoka i grań Małych Pienin. Początek wycieczki zawsze taki sam. Pan Janusz zatrzymuje się w kolejnych punktach miasta i bus szybko się zapełnia. Sprawdzamy listę obecności. Jurek konstatuje, że są wśród nas, aż cztery Basie. Ten "czwórkowy motyw" pojawiać się będzie jeszcze wielokrotnie. Jest przecież czwarty marca, zaś w busie jedzie szesnaście osób, czyli cztery razy cztery. A wycieczka odbywa się w czwartym roku istnienia Oddziału, wcześniej Koła PTT w Tarnowie.
Droga z Tarnowa do Szczawnicy upływa szybko i kilkanaście minut po dziewiątej Pan Janusz przystaje przy Wąwozie Homole. Nasza grupa sprawnie desantuje się z busa. Ostatni przegląd ekwipunku, formujemy kolumnę i już jesteśmy przy wejściu do Homoli. Tu pierwsza z wielu dzisiejszych zbiorowych fotografii.


04.03.2012 - "Pienińska magia czwórek" - Wycieczka na Wysoką - (fot. Artur Marć)

Jesteśmy jedynymi turystami w Wąwozie, który zimą prezentuje się oczywiście zupełnie inaczej niż latem czy wiosną. Słońce przygrzewa coraz mocniej i przy Kamiennych Księgach zatrzymujemy się by schować kurtki do plecaków. Wąwóz Homole choć bardzo urokliwy jest dość krotki, więc szybko pojawia się przed nami wierzchołek Wysokiej, najwyższy punkt, który zamierzamy dziś zdobyć.
Atakujemy szczyt Wysokiej w dwóch grupach. Pierwsza grupa w której jestem z Basią Ciukaj, Olgą i Joasią idzie początkowo na wschód, za szlakami niebieskim i zielonym, by na wysokości wierzchołka opuścić przetartą w śniegu ścieżkę i ruszyć ostro pod górę. To nie był dobry pomysł, zapadamy się w śniegu po pas, ale nie odpuszczamy. Trochę na nogach, trochę na kolanach, kijki pod kątem bardzo ostrym i powoli zdobywamy wysokość. Po raz kolejny w górach mam ochotę zanucić piosenkę Młynarskiego – "Nic, że droga wyboista, Ważne że kierunek słuszny". Drogi wprawdzie tu nie ma, wybojów tym bardziej, ale cała reszta się zgadza. Kilkanaście metrów do góry i korzystając z pomocnej dłoni Darka jestem znów na przetartym szlaku.
Druga grupa poszła na łatwiznę i na szczyt zmierza granią od zachodu, po przetartej ścieżce. Jeszcze tylko kilka chwil i stajemy na otoczonym barierkami szczycie Wysokiej, cieszącym się sławą jednego z najlepszych punktów widokowych w naszych górach. Tego dnia każdego górskiego malkontenta zachwyciłaby panorama z wierzchołka najwyższego szczytu Pienin. Jak zwykle słychać słowa zachwytu – PKP (tego skrótu nie rozwinę, ale nie chodzi o naszego narodowego przewoźnika kolejowego) oraz nieco bardziej literackie o życiu, które czasem bywa znośne.


04.03.2012 - "Pienińska magia czwórek" - Wycieczka na Wysoką - (fot. Jerzy Zieliński)

Po zachwytach identyfikujemy wspólnie poszczególne szczyty i całe pasma górskie. Najbliżej nas jest Beskid Sądecki z Pasmem Radziejowej i nieco dalszym Pasmem Jaworzyny Krynickiej. Na wschodzie widać sporą część Beskidu Niskiego i Góry Czerchowskie. Są też Lewockie Wierchy, górska terra incognita, oraz Magura Spiska z nieodległym Veternym Wierchem. Na zachodzie dominują Pieniny Właściwe z Trzema Koronami, górą, która niewątpliwie dzierży palmę pierwszeństwa w popularności pienińskich szczytów. Wysoka aż tak popularna nie jest, lecz widokowo Trzem Koronom w niczym nie ustępuje. Ale nade wszystko w krajobrazie dominują oczywiście Tatry Wysokie ze słowackimi gigantami – Sławkowskim, Łomnicą i Lodowym.
Przez chwilę wpatruję się z Jurkiem w odległy wierzchołek, nieco schowany za innymi szczytami. Co to za góra? Wysilamy całą swoją znajomość topografii Karpat. Obaj mamy dziwne wrażenie, że skądś ją znamy. I nagle - olśnienie. Patrzysz drogi Watsonie, ale nie dostrzegasz, chciałoby się powtórzyć za Sherlockiem Holmesem. Przecież to słowacki Busov, zdobyty przez nas kilka miesięcy temu, pewnego pięknego listopadowego weekendu.
Podziwiając widoki, nie zapominamy o steranych Afryką towarzyszach naszych górskich wędrówek, którzy w rodzinnym gronie regenerują siły i zażywają chwały zdobywców Kilimandżaro.
Po krótkim odpoczynku i tradycyjnym uczczeniu zdobycia szczytu przychodzi pora na obrzędy związane z wręczeniem legitymacji PTT naszym koleżankom Basi Kądziołce, która już na dobre "wrosła" w nasz Oddział oraz Basi Ciukaj. Przejście pod kijkami, bezcenny uścisk dłoni emerytowanego Prezesa i już można cieszyć się małą zieloną książeczką.
Teraz oczywiście czas na zdjęcia. I znów działa "magia czwórek". Wyciągamy z plecaków flagi, które są – jakżeby inaczej – cztery. Słychać charakterystyczny dźwięk migawek, zapełniają się karty pamięci i wreszcie, ku pewnej uldze innych turystów, nasza nieco hałaśliwa grupa przestaje okupować wierzchołek Wysokiej. Niech inni też nacieszą się w spokoju widokami.


04.03.2012 - "Pienińska magia czwórek" - Wycieczka na Wysoką - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Obieramy kierunek na zachód i systematycznie "połykamy" grań Małych Pienin. Niebieskim szlakiem wiodącym granicą polsko-słowacką zmierzamy w stronę Durbaszki. Po kilkunastu minutach opuszczamy las i ponownie możemy cieszyć się widokami we wszystkich kierunkach. Mijając nielicznych turystów i skiturowców docieramy do Durbaszki, gdzie duży drewniany znak kieruje nas w stronę schroniska, a właściwie ośrodka szkolno-wypoczynkowego. Schodząc wzdłuż wyciągu orczykowego zastanawiamy się dlaczego tak duży obiekt, cieszy się raczej skromną, sądząc po ilości gości, popularnością. Po chwili sprawa się wyjaśnia – jest to placówka oświatowa, w której nie można sprzedawać piwa, nie wspominając o mocniejszych trunkach.
Miłośnicy, a raczej miłośniczki kąpieli słonecznych zostają na zewnątrz ośrodka, reszta korzysta z okazji i posila się w środku. Tylko czegoś jakby brakuje. Po chwili z plecaka… ale wróćmy może do relacji górskiej.
Krótkie podejście, odzyskujemy straconą wysokość i znów jesteśmy na grani. I znów widok, który nigdy się nie znudzi czyli Tatry na horyzoncie. Łomnica, Durny, Lodowy, Tatry Bielskie jak na dłoni. Przed nami Wysoki Wierch i kolejna okazja do fotek z flagami. Ilość robionych zdjęć wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych przez Oddział flag.
Z Wysokiego Wierchu schodzimy w stronę Rabsztyna, ale po chwili musimy zawrócić z powrotem na szlak. Przy tej ilości śniegu turystyka pozaszlakowa to zbyt duże wyzwanie. Wracamy na żółty szlak i dalej, już niebieski szlak wiedzie nas na Szafranówkę, mijając stok narciarski na Palenicy. Komentujemy umiejętności narciarskie kilku miłośników "boazerii" i ponaglani zachodzącym słońcem ruszamy dalej.
Postanawiamy zmodyfikować nieco trasę wycieczki. Rezygnujemy z zejścia do słowackiej Leśnicy i kierujemy się do schroniska Orlica. Zejście z Szafranówki do schroniska "Orlica" przypomina raczej tor lodowy niż szlak turystyczny. Nie bez problemów, chociaż bez strat własnych, meldujemy się przed tradycyjnie zamkniętym schroniskiem PTTK. Pamiątkowe zdjęcie tego ładnego obiektu i zalodzoną Drogą Pienińską docieramy do Szczawnicy.
Jeszcze tylko chwila oczekiwania na Pana Janusza i wesołym busem wyruszamy w drogę powrotną do Tarnowa.
PS. Uważny czytelnik relacji zauważył oczywiście, iż tego dnia zdobyliśmy cztery pienińskie szczyty – Wysoką, Durbaszkę, Wysoki Wierch i Szafranówkę.

Artur Marć


04.03.2012 - "Pienińska magia czwórek" - Wycieczka na Wysoką - (fot. Artur Marć)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider