08-09.10.2011 Bieszczadzka jesień, czyli... lepimy bałwana

Wszystko wskazywało, że to jakaś klątwa. Kilka tygodni wspaniałej pogody. Kolejne weekendy spędzane w górach. Jeszcze w czwartek jeżdżę w krótkich spodniach na rowerze. Świetnie, przecież w sobotę jedziemy w Bieszczady. To tylko dwa dni. No ale nadchodzi piątek, a wraz z nim zapowiadane załamanie pogody. Jeszcze poranek prezentuje się nieźle, ale potem jest już tylko gorzej. Z zachodu nadciągają granatowe chmury, zaczyna kropić, padać, a w końcu lać. Temperatura spada o kilkanaście stopni. Nerwowe telefony, przeglądanie kolejnych internetowych portali pogodowych. Prognozy nie napawają optymizmem. Jak zwykle w takich przypadkach pojawiają się pierwsze rezygnacje. Wieczorem kolejna ulewa. Kiedy przed północą idę spać deszcz pada w dalszym ciągu… Budzik dzwoni o czwartej. Całkowita ciemność. W pierwszym odruchu otwieram drzwi balkonowe. Cisza, żadnego szumu. Ktoś w niebie jednak zakręcił wodę. Na dole wielkie kałuże, ale kostka chodnikowa zdążyła już lekko przeschnąć. Podnoszę wzrok i pojawia się iskierka nadziei. Tu i ówdzie na mocno zachmurzonym niebie malutkie przejaśnienia.


08.10.2011 - "Bieszczadzka jesień, czyli... lepimy bałwana" - (fot. Janusz Foszcz)

O piątej wyruszamy. W busie natychmiast zapada cisza, staramy się uzupełnić "braki snu". Od czasu do czasu sprawdzamy "przez szybę" sytuację. Wszędzie ślady n(m)ocnych opadów. Im bliżej Jasła – tym świeższe. Czyżbyśmy gonili strefę opadów? Przed Krosnem wydaje się to całkiem prawdopodobne bo zaczyna padać. Na szczęście po kilkunastu kilometrach przestaje. W Sanoku przerwa na poranną kawę. Zachmurzenie całkowite, wilgotność duża, ale "duch w narodzie nie ginie". Bieszczady wszak coraz bliżej. W okolicach Leska niczym marynarze Kolumba Amerykę, my odkrywamy… śnieg. Póki co leży on na porastających okoliczne wzgórza drzewach. W Baligrodzie zalega już na łąkach przy drodze. Od Cisnej leży na drodze w postaci błota pośniegowego. Slalomem omijamy pochylone nad jezdnią, pod ciężarem świeżego mokrego śniegu drzewa. Na szczęście jesteśmy jedynym pojazdem w promieniu wielu kilometrów więc ruch odbywa się płynnie. Tymczasem gdzieniegdzie zaczynają się nieśmiało pojawiać skrawki błękitnego nieba. Wreszcie o dziewiątej dojeżdżamy do Smereka. Z jesiennych kolorów dominuje… biel. Chmury podniosły się i wygląda, że przez najbliższe godziny deszcz nam nie zagraża.


08.10.2011 - "Bieszczadzka jesień, czyli... lepimy bałwana" - (fot. Janusz Foszcz)

Ruszamy raźnie czerwonym szlakiem. Najpierw chwilę asfaltem, potem polną drogą wśród przysypanych śniegiem łąk i pól. Z drzew leci na nas topniejący śnieg. Czyli jednak coś pada. Nieśmiało zaczyna się przebijać słoneczko, robi się coraz cieplej więc i opady są coraz mocniejsze. Niektórzy zakładają nawet kurtki. Systematycznie zdobywając wysokość podchodzimy pod Fereczatą. Na szczycie krótki postój. Kilka centymetrów topniejącego śniegu stwarza dobre warunki do lepienia jesiennego bałwana. Widoki zupełnie przyzwoite, a biorąc pod uwagę ostatnie kilkanaście godzin, to wprost rewelacyjne. Idziemy na Okrąglik. Po drodze spotykamy inną tarnowską grupę turystyczną. Idą od Przełęczy nad Roztokami. Do Okrąglika mamy więc "przetarte". Mocny wiatr przegania chmury. Raz błękit, raz "mleko". Niestety na słynącym z niepowtarzalnych widoków Jaśle wypada to drugie. Z panoram nici. Ale i tak nie możemy narzekać. Znowu pojawia się słońce. Mijamy Małe Jasło. Halinka rozpoczyna grzybobranie. Rydze i opieńki wyciągane wprost spod śniegu. Na chwilę zatrzymujemy się przy pomniku postawionym w miejscu katastrofy śmigłowca w styczniu 1991 roku. Piotrek popędził dalej i jest już w Cisnej. Już się rozgrzewa, a przy okazji grzeje nam miejsca w "Siekierezadzie". Nam się nie spieszy więc to kultowe bieszczadzkie miejsce osiągamy pół godziny później. Smakujemy miejscowy piwny specjał wśród rzeźb i zakapiorów, a potem przenosimy się do Bacówki pod Honem. Tuż obok niej stoi dumnie nasz bus. Pan Janusz jak widać nie przepada za przemieszczaniem się pieszo. Zwłaszcza z bagażem, bo spacer do centrum Cisnej i z powrotem jednak odbył.


09.10.2011 - "Bieszczadzka jesień, czyli... lepimy bałwana" - (fot. Janusz Foszcz)

Rozmieszamy się w trzech pokojach i przystępujemy do czynności higieniczno – spożywczych. Potem tradycyjne pogadanki (tym razem mieścimy się wszyscy przy jednym naprawdę długim stole) połączone z zespołowym opowiadaniem dowcipów. Obyczajowych, przyrodniczych, szkolnych, politycznych (niekoniecznie poprawnych), lekkich, cięższych i super ciężkich. O dziesiątej przenosimy się do pokojów, gdzie (z zachowaniem obowiązującej ciszy nocnej, która w tym dniu jest również wyjątkowo ciszą wyborczą) następuje nieco dłuższe przygotowanie do snu. Jeszcze przed północą przyjmujemy pozycję horyzontalną w śpiworach. Niedzielny zamglony ranek rozpoczynamy Mszą Świętą. Po niej jak zwykle czas na jajecznicę. Tym razem nie na kiełbasie ale na rydzach (Halinki). Parę minut po dziewiątej opuszczamy bacówkę. Dziś zaplanowane mamy przejście fragmentu Wysokiego Działu znanego też jako pasmo Wołosani i Chryszczatej Poranny chłód zostaje momentalnie zredukowany ostrym podejściem (wzdłuż wyciągu) na Hon. Rozgrzani wędrujemy dalej, jesiennym lasem bukowym. Wczorajszy śnieg zdążył już spaść z drzew, więc nie mamy dodatkowego prysznica. To lepiej ponieważ mgła i wiatr sprawiają, że dzisiaj nie byłoby to przyjemne. Jest zimno i ponuro. Zakładamy czapki i rękawiczki. Po dwóch godzinach osiągamy niedzielną kulminację czyli Wołosań. Po kilkunastu minutach marszu docieramy do przełęczy (oznaczonej na mapach jako przełęcz 920 m) i szlakiem czarnym kierujemy się w stronę Kołonic. Jeszcze kilka kilometrów i dotrzemy do cywilizacji. Po drodze mijamy "ośrodek" wypalania węgla drzewnego i nawiązujemy telefoniczny kontakt z "busem". Droga powrotna mija bardzo szybko. Ruch jest minimalny. Po szesnastej jesteśmy w Tarnowie. Idealna pora by wracając do domu spełnić jeszcze swój obywatelski, wyborczy obowiązek, a także przygotować się psychicznie do kolejnego poniedziałku "na nizinach".

Janusz Foszcz


09.10.2011 - "Bieszczadzka jesień, czyli... lepimy bałwana" - (fot. Janusz Foszcz)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama